wtorek, 24 kwietnia 2012

Wracając wczoraj popołudniu do domu, autem, aż...

mrużyłam oczy od słońca...

...i sama uśmiechnęłam się do siebie i do naszej pierwszej dalekiej podróży z dziećmi:)
Oboje uwielbiamy podróże, nowe miejsca, zapachy, ludzi. Oderwanie się od ziemi, życie po swojemu, oddychanie innym powietrzem. Jak tylko się poznaliśmy, ogromnie się ucieszyłam, że B. nie usiedzi w miejscu, że był już TU i TAM. Że chce. Że to naturalne:)
Być może nie jest super naturalne to, że pojedziemy do Szwajcarii z półrocznym Szkrabem i 3 letnią Kruszynką, ale...czemu nie?:)

W Szwajcarii zakochaliśmy się podczas podróży poślubnej. "Zdarzyła się" po drodze do Prowansji (to dopiero jest nasza Wielka Miłość:) ), ale B. wspaniale zaplanował trasę, więc udało się zobaczyć i Furkapass, i Oberalppass i całe mnóstwo innych Zakrętów:)




sobota, 21 kwietnia 2012

2 w nocy...zapisane w komórce...

Dziś rano wzięłam tabletkę na uspokojenie. Pierwszy raz, bo przecież karmię. Na szczęście jest coś, co można brać. Przez kilka godzin było faktycznie spokojnie, leniwie:) A potem emocje wróciły ze zdwojoną siłą:)
Aj, nie lubię tych dni, tych gorszych dni. Żal mi ich po prostu. Za utracony czas, za krzyk, za to, że nie są do końca piękne. Po co ja podnoszę głos? Po co krzyczę, denerwuję się, złoszczę. Przecież najczęściej nic konstruktywnego to nie daje, niewiele zmienia. A pozostawia uczucie strachu, niezrozumienia, smutku.
"Mamusiu już się nie denerwuj".
Znowu kładę się spać o 2. Po dwugodzinnej drzemce podczas karmienia, po ogarnięciu pobieżnym kuchni, włączeniu zmywarki, kilku słowach zamienionych z B. I po kolejnym karmieniu.
Szybkie myśli zapisuję w telefonie, z którym śpię.
Miałam napisać, że szybkie, bo uciekną, nie zaczekają do rana.
Ale daleko i tak nie uciekną, bo co noc wracają te same.
Jednak nieszczęśliwie rozpoczęty dzień nie musi oznaczać, że nie można go szczęśliwie przeżyć:)
Auto odebrane od mechanika, sprawdzone i gotowe do drogi (za tydzień nasz długo oczekiwany szalony wyjazd). Przyjechała moja Mama, pomogła, wypiła kawkę, bawiła się z Marysią. John był na spacerze z B. Na dłuuuugim spacerku:) Zabawnie to wyglądało, najpierw stał przy garażu z Sąsiadem, który również miał synka w głębokim wózku, obaj jedną ręką bujali wózki z maluszkami, a w drugiej - mniam - browarek.
Jak ja chciałam choć na chwilę się z nimi zamienić i pobyć facetem! Wewnętrzny sobotni luzik. I nie karmią piersią. I piją piwo...

No i jeszcze to:



Udało się upiec w porze taniego prądu. Ale ja wtedy dostaję powera! Zmywarka, pranie, gotowanie, pieczenie.... Kiedyś sobie to wszystko odbiję...

Szczęścia ciąg dalszy:)
Nasza Pani Ospa -uchwycić taką chwilę - bezcenne:) Bo Pani Ospa czy Zdrowa wierci się nieustannie i wciąż. Zwłaszcza przed obiektywem:)


A Braciszek cierpliwie znosi eksperymenty swojej Sister, ja Ci mówię Mała, On to kiedyś Tobie z nawiązką....
Legenda: to turkusowe to rajstopki Johna. Mała Go tak udekorowała i mówi: "Mamusiu, patrz! To moja marzanna!" 
? :) 

piątek, 20 kwietnia 2012

Co jakiś czas sama sobie odpowiadam spontanicznie na pytanie:

 kim dziś jestem? 

Muszą paść 3 odpowiedzi.
Stąd = jestem mamą. Córeczka ma już 3 latka! Jest najwspanialsza na świecie. To Tobie Córeńko przede wszystkim dedykuję tego bloga, z Tobą związane są pierwsze bezcenne momenty, które chcę tutaj uwiecznić:)

Jeden z nich to złapane kilka minut po wieczornej kąpieli. Suszyłam Ci włoski suszarką, stałaś - jak zwykle - na blacie w łazience i robiłaś śmieszne minki do lustra:) A dla mnie czas się zatrzymał, patrzyłam na Ciebie, moją Córeczkę! Jesteś już taka duża, masz mnóstwo niesamowitych spostrzeżeń, przemyśleń, kochana moja:)

No i nasz babski wypad do galerii na lody i kupowanie bucików:) Mam nadzieję, że uda nam się - nawet za kilka, kilkanaście i parędziesiąt lat - wspólnie spędzać czas, tylko Ty i ja:)

Niedawno - jak to swoim upartym zwyczajem - wymknęłaś się Tatusiowi przed opowiadaniem wieczornych bajek i przybiegłaś do pokoju Janka: Mamusiu, chciałam ci coś powiedzieć. Kocham cię!

:)

Jestem też mamą Jana terrorysty:) Ma 5 i pół miesiąca, jest rozkosznym wesołkiem, głodnym i spragnionym mojej piersi nieustannie. Bardzo regularnie co 2 godziny. Czy to dzień, czy noc - nie ma znaczenia. Dla Niego. Bo dla mnie oczywiście ma! Dlatego właśnie jestem....niewyspana, zmęczona, zmarnowana i.... bardzo zmobilizowana do robienia czegoś, co - choć fizycznie - oderwane jest od dzieci. Bo - jak widać - nadal o nich myślę, piszę...ehhh:)
Skarby nasze...





A zakochana jestem niezmiennie w Tobie Kochanie:)  Jesteś moim Aniołem, przy Tobie odnalazłam ten szczególny rodzaj Spokoju. Szukałam go odkąd pamiętam, a Ty mi go dajesz. Każdego dnia. To wspaniałe, że jesteś, że nie minęliśmy się gdzieś, kiedy ja pędziłam trochę na oślep. Dziękuję:)
To będzie blog o mnie - mamie, zakochanej w TYM Mężczyźnie, niewyspanej Ani. To już trzecia próba stworzenia bloga- zaczynałam od opowieści o marzeniach, które się spełniają, potem miało być o tych, które mają się spełnić, w domu z truflami i winem:) Skupiałam się na oprawie graficznej, wklejaniu starych przemyśleń.

Jeszcze przyjdą te chwile, na trufle, wino, na spisywanie wspomnień, na wszystko!

Teraz MUSZĘ zapisać te obecne....  CHWILE BEZCENNE:)