sobota, 21 kwietnia 2012

Jednak nieszczęśliwie rozpoczęty dzień nie musi oznaczać, że nie można go szczęśliwie przeżyć:)
Auto odebrane od mechanika, sprawdzone i gotowe do drogi (za tydzień nasz długo oczekiwany szalony wyjazd). Przyjechała moja Mama, pomogła, wypiła kawkę, bawiła się z Marysią. John był na spacerze z B. Na dłuuuugim spacerku:) Zabawnie to wyglądało, najpierw stał przy garażu z Sąsiadem, który również miał synka w głębokim wózku, obaj jedną ręką bujali wózki z maluszkami, a w drugiej - mniam - browarek.
Jak ja chciałam choć na chwilę się z nimi zamienić i pobyć facetem! Wewnętrzny sobotni luzik. I nie karmią piersią. I piją piwo...

No i jeszcze to:



Udało się upiec w porze taniego prądu. Ale ja wtedy dostaję powera! Zmywarka, pranie, gotowanie, pieczenie.... Kiedyś sobie to wszystko odbiję...

Szczęścia ciąg dalszy:)
Nasza Pani Ospa -uchwycić taką chwilę - bezcenne:) Bo Pani Ospa czy Zdrowa wierci się nieustannie i wciąż. Zwłaszcza przed obiektywem:)


A Braciszek cierpliwie znosi eksperymenty swojej Sister, ja Ci mówię Mała, On to kiedyś Tobie z nawiązką....
Legenda: to turkusowe to rajstopki Johna. Mała Go tak udekorowała i mówi: "Mamusiu, patrz! To moja marzanna!" 
? :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...