piątek, 25 maja 2012

Zazdroszczę...
...ludziom, którzy mają w sobie spokój. Wolno chodzą, mówią wolno, i mam wrażenie, że mój słowotok to dla nich taśma magnetofonowa puszczona na Grundigu w przyspieszeniu. Pamiętam moją pierwszą rozmowę telefoniczną z naszym zaufanym Pediatrą. Po moim wstępie facet stwierdził, że nic nie zrozumiał i że mam jeszcze raz od początku, z tym, że wolniej:) Odtąd przed każdym telefonem do Niego siadam, biorę głęboki oddech i robię "próbę mikrofonu", zwalniam własne myśli:)
Zazdroszczę im, że nie potrafią przyśpieszyć kroku, wygląda to tak, jakby nie potrafili gnać, nie musieli nigdy podbiec do uciekającego tramwaju, przebierać nerwowo palcami o kierownicę, stojąc w korku. Nawet z krzesła wstają powoli. I zdążą! Powiedzą, nie, przekażą dokładnie tyle samo, co ja, używając wyważoną ilość słów i emocji.
Czasem widzę po Marysi, że się wyłącza. Ja zaczynam, tłumaczę, oburzam się, nawet czasem hamuję na moment, a potem nie mogę się i tak zatrzymać. A Ona tak naprawdę już kilkadziesiąt słów wcześniej myśli o czymś innym.
Robię dokładnie to samo, co moja Mama. A miałam być taka inna!

sobota, 19 maja 2012

Godzina piąta, minut trzydzieści...
....a ja od pół godziny nie śpię.
Nie, nie, nie z własnej nieprzymuszonej woli. Nieopatrznie nie zasłoniliśmy wczoraj okna w jednym z pokoi i słoneczko wlało się do domu z taką mocą, jakby połowa lamp się paliła.Więc nasze trzyletnie Słoneczko przybiegło do mnie i Johna podekscytowane "mamusiu już jest dzień! wstajemy! już jest dzień!" z nadzieją, że braciszek nie śpi. Długo nie trzeba było czekać. Johnny wyczuwa Małą na odległość, nawet przez sen wydłuża lekko szyjkę, przechyla główkę, żeby uszka nie musiały dłużej zgadywać, że to na pewno ONA! Rozkoszny bezzębny uśmiech, szczęście w oczach i niewypowiedziana gotowość na figle. Marysia niewiele musi, żeby wzbudzić w Nim niesamowitą radość i śmieszek:) Obudził się od razu i tak sobie do 6 walczyliśmy - ja z ogromną potrzebą snu, Mała z rączkami Janka. A Janek z kupą. A co.


A o 8 deja vu.
Przypominam, że dziś jest sobota...

piątek, 18 maja 2012

"Mamusiu, to chodźmy na dwór, bo  

moje stópki już chcą iść na dwór...

I moje kolanka też!"

Bezcenny moment, złapany jak motyl:) Krótki mój bezdech, od razu uśmiech, szczęście, że go złapałam!
Maleńka moja. Choć spadek formy dziś mamy jakiś smutny. Temperatura, wypieki. I nie miała ochoty na wafelka. Jawny spadek.
I mój. Ostatnie wieczory spędzam z Kruszynką. Zasypiam jak dziecko i budzę się po porze biegania! Miałyśmy biegać wczoraj, zgodnie z harmonogramem, ale obie z K. przyznałyśmy się lenistwa. Zdarza się i najlepszym, ha ha. Ale dziś, to już porażka!
Przesilenie wiosenne w połowie maja?!

A dzień i tak udany. Odwiedziłyśmy ogrodnika, jakie oni tam cuda mają! Bajecznie kolorowy świat. Wydałam majątek na wiklinowe wielkie kosze, fioletowe kwiatki (nie mogę pochwalić się znajomością nazw ani łacińskich, ani polskich, ani tym bardziej popularnych...), kwiatki białe i tony ziemi. Sadziłam w rękawiczkach, zachwycona tymi kilkunastoma minutami bycia sama ze sobą. Ja, ogrodniczka, w dżinsach za trzy stówy, się wystroiłam przypadkiem (miały szczęście leżeć w szafie najbliżej brzegu), nawet nie sprawdzałam nerwowo, czy Oni już idą. Słońce mnie raziło, dżinsy podciągałam co chwilę na plecy, bo biodrówki, a zapach z naszej POŚ drażnił niekoniecznie kwiatowo. Nachylałam się nad "włazami", bo kosze mają je zasłonić.
Ale...było mi bezcennie:)

czwartek, 17 maja 2012

"Oj chce mi się, chce...":)

Wiosna tupta, jest zielono, pachnąco, i śpiewająco - z pobliskiego lasku brzozowego.
Chyba mam coś z Ani z Zielonego Wzgórza:)
Na pewno mam Gilberta:) Nie było Cię 3 dni, 2 noce, a ja tęskniłam jak...zakochana! Jeśli można czuć BRAK, to ja właśnie to miałam, czułam BRAK Ciebie.
Na szczęście już jesteś:)

No i chudnę, waga spada! Pomału widać zarys mnie dawnej, mnie samej:) Jeszcze 2kg, potem jeszcze 5, a jeśli się uda, to kolejne 2 i byłoby idealnie. W sumie to trochę dużo, ale po podzieleniu "brzmią" bardziej realnie. Biegam co drugi dzień, wkoło zagrody. Wyjazdy do Miasta, fitness cluby, factory, zumba, basen, okazały się krótkotrwałą euforią. To znaczy, euforia osiągała maksimum po podjęciu wspólnej decyzji z K. Gasła podczas nerwowego poszukiwania obuwia sportowego, wciskania się w aerobikowy top, zresztą bez sukcesu, no i na każdym zamkniętym przejeździe kolejowym. Biegać jest prościej, choć nigdy w życiu nie podejrzewałabym siebie o to, że biegać umiem i chcę!
Jest dobrze:)

piątek, 11 maja 2012

Schludna, przemyślana, spokojna. 
Zielone łąki z krowami w kolorze krówkowym, cudownie kwitnące drzewa, intensywne barwy rabat. a w tle po cichutku szmerają górskie potoki i wodospady, otulone miękkimi górami. Nad nimi tylko te zaśnieżone, zaspane szczyty Berneńskich Alp. Młoda Panna oczywiście w bieli:)

Szwajcaria naszymi oczami...











piątek, 4 maja 2012

Jak jesteś Matką...
...codziennie zdajesz egzamin z zarządzania czasem, zarządzania zasobami ludzkimi - tymi Małymi - z kreatywnego myślenia na czas. Poprawiasz, podchodzisz do niego kilka razy. Do skutku.
Aż ci zaliczą, choćby warunkowo.
Musisz zdać.
Inaczej zginiesz:)

"wyjdź ze mną na deszcz"

"wyjdź ze mną na deszcz" z płyty "Mój dom", Kortez Od kilku dni chodzę, jak zaczarowana. Zresztą, nie tylko ja.....