sobota, 19 maja 2012

Godzina piąta, minut trzydzieści...
....a ja od pół godziny nie śpię.
Nie, nie, nie z własnej nieprzymuszonej woli. Nieopatrznie nie zasłoniliśmy wczoraj okna w jednym z pokoi i słoneczko wlało się do domu z taką mocą, jakby połowa lamp się paliła.Więc nasze trzyletnie Słoneczko przybiegło do mnie i Johna podekscytowane "mamusiu już jest dzień! wstajemy! już jest dzień!" z nadzieją, że braciszek nie śpi. Długo nie trzeba było czekać. Johnny wyczuwa Małą na odległość, nawet przez sen wydłuża lekko szyjkę, przechyla główkę, żeby uszka nie musiały dłużej zgadywać, że to na pewno ONA! Rozkoszny bezzębny uśmiech, szczęście w oczach i niewypowiedziana gotowość na figle. Marysia niewiele musi, żeby wzbudzić w Nim niesamowitą radość i śmieszek:) Obudził się od razu i tak sobie do 6 walczyliśmy - ja z ogromną potrzebą snu, Mała z rączkami Janka. A Janek z kupą. A co.


A o 8 deja vu.
Przypominam, że dziś jest sobota...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...