piątek, 18 maja 2012

"Mamusiu, to chodźmy na dwór, bo  

moje stópki już chcą iść na dwór...

I moje kolanka też!"

Bezcenny moment, złapany jak motyl:) Krótki mój bezdech, od razu uśmiech, szczęście, że go złapałam!
Maleńka moja. Choć spadek formy dziś mamy jakiś smutny. Temperatura, wypieki. I nie miała ochoty na wafelka. Jawny spadek.
I mój. Ostatnie wieczory spędzam z Kruszynką. Zasypiam jak dziecko i budzę się po porze biegania! Miałyśmy biegać wczoraj, zgodnie z harmonogramem, ale obie z K. przyznałyśmy się lenistwa. Zdarza się i najlepszym, ha ha. Ale dziś, to już porażka!
Przesilenie wiosenne w połowie maja?!

A dzień i tak udany. Odwiedziłyśmy ogrodnika, jakie oni tam cuda mają! Bajecznie kolorowy świat. Wydałam majątek na wiklinowe wielkie kosze, fioletowe kwiatki (nie mogę pochwalić się znajomością nazw ani łacińskich, ani polskich, ani tym bardziej popularnych...), kwiatki białe i tony ziemi. Sadziłam w rękawiczkach, zachwycona tymi kilkunastoma minutami bycia sama ze sobą. Ja, ogrodniczka, w dżinsach za trzy stówy, się wystroiłam przypadkiem (miały szczęście leżeć w szafie najbliżej brzegu), nawet nie sprawdzałam nerwowo, czy Oni już idą. Słońce mnie raziło, dżinsy podciągałam co chwilę na plecy, bo biodrówki, a zapach z naszej POŚ drażnił niekoniecznie kwiatowo. Nachylałam się nad "włazami", bo kosze mają je zasłonić.
Ale...było mi bezcennie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...