piątek, 25 maja 2012

Zazdroszczę...
...ludziom, którzy mają w sobie spokój. Wolno chodzą, mówią wolno, i mam wrażenie, że mój słowotok to dla nich taśma magnetofonowa puszczona na Grundigu w przyspieszeniu. Pamiętam moją pierwszą rozmowę telefoniczną z naszym zaufanym Pediatrą. Po moim wstępie facet stwierdził, że nic nie zrozumiał i że mam jeszcze raz od początku, z tym, że wolniej:) Odtąd przed każdym telefonem do Niego siadam, biorę głęboki oddech i robię "próbę mikrofonu", zwalniam własne myśli:)
Zazdroszczę im, że nie potrafią przyśpieszyć kroku, wygląda to tak, jakby nie potrafili gnać, nie musieli nigdy podbiec do uciekającego tramwaju, przebierać nerwowo palcami o kierownicę, stojąc w korku. Nawet z krzesła wstają powoli. I zdążą! Powiedzą, nie, przekażą dokładnie tyle samo, co ja, używając wyważoną ilość słów i emocji.
Czasem widzę po Marysi, że się wyłącza. Ja zaczynam, tłumaczę, oburzam się, nawet czasem hamuję na moment, a potem nie mogę się i tak zatrzymać. A Ona tak naprawdę już kilkadziesiąt słów wcześniej myśli o czymś innym.
Robię dokładnie to samo, co moja Mama. A miałam być taka inna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...