niedziela, 29 lipca 2012

Muszę jeszcze o robakach.
Nie lubię robaków! Nie cierpię i już! Tych wszystkich szczypawic, chrabąszczy, bzyczących much i komarzyc. Wychowałam się w bloku, w mieście. Teraz mieszkam na wsi, w domku. Przyzwyczajam się. Ale cierpię przy tym katusze. Moja buzia wykrzywia się na widok szczypawicy uciekającej wzdłuż ściany, zaraz wyobrażam sobie, że łazi po kołdrze w nocy, albo co gorsza po mnie lub dzieciach.
Brrr.....! Nie cierpię robali!

sobota, 28 lipca 2012

Nasze Słoneczko ma już 3 latka i 5 miesięcy. Nie mogę się na Nią napatrzeć. Zachwyca mnie swą ciekawością świata, otwartością i niewinną szczerością. Owszem, już kilka razy próbowała nas bujać. Ale da się wtedy wyczuć nadzieję, że próba się uda, a nie upór i złośliwość.
Oczywista jest cisza, która "dobiega" z miejsca, w którym akurat jest. W 90% oznacza nieciekawy eksperyment:) Nieciekawy dla nas. Za to ogromnie emocjonujący dla Niej samej:) Wówczas na nasze pytanie: "Kruszynko co robisz?" odpowiada: "Nic!" albo wręcz zaklina "Mamusiu nie przychodź tu teraz!":)
Niespodzianka gwarantowana....





Jeszcze niedawno pisałam, że mi ciężko, szukałam ukojenia i pocieszenia. Życzliwi mówili wtedy, że to minie.
I minęło!:) Wróciłam do pracy, mam więc mniej czasu. Ale chwile spędzane z B. i dziećmi przeżywam mocniej i intensywniej. Psychicznie wypoczywam w pracy od zupek, kupek, pędzę, ale z dorosłym stresem na karku. W domu rzucam dosłownie torebkę w kąt, tulę, karmię, słucham i po cichu piszczę ze szczęścia:)
Jak to się zmienia... Liczyłam godziny i minuty do powrotu B. z pracy.
Teraz liczę i chłonę każdą chwilkę spędzoną z Moją Rodzinką.
Bączki są niesamowite. Mała dziś zapytała, czy ona też będzie kiedyś mamą:) Ucieszyła się, gdy odpowiedziałam, że tak. Powiedziałam też, najpierw będzie mąż, a potem dzidziuś. I - tak - być może będzie miał na imię B. (jak Jej Tata):)
"Jak będę już duża, to będę miała piersi i dzidziusia i będę tak przytulała i karmiła i tak, jak Ty..."

Uwielbiam Cię Kruszynko...

A Mały? Siedzenie lub leżenie zaczyna Go nudzić. Ubóstwia Siostrzyczkę. Jest w Nią do tego stopnia wpatrzony, że nie przeszkadza Mu tarmoszenie, przesuwanie za ciuszki, cmokanie i zawsze nieumyślne popychanie. Jest przeszczęśliwy. I kochany najbardziej na świecie, zarówno przez nas, jak i przez Małą. Podoba mi się, że Kruszynka potrafi mówić i nazywać swoje uczucia na głos. Spontanicznie, bez zawahania rzuca nam "kocham Cię Mamusiu/Tatusiu!". Nawet, gdy 5 min. wcześniej usłyszę "jesteś niedobra!" albo  o sobie "jestem obrażona...".

The bottom line... Bycie rodzicem jest niesamowitą pracą, ale i niewymiernym szczęściem. I niby wiem, znam etapy rozwoju dzieci, ale zdobywanie kolejnych umiejętności, nawet najmniejsze nowinki w ich ruchach, słówkach, gestach i minkach odkrywam z prawdziwym zachwytem, świeżym i wzruszającym. Zresztą nie tylko ja. B. jest równie poruszony i zaangażowany. Spędza teraz więcej czasu z Maluszkami, niż ja, bo sam ma wakacje. Stąd Ich przywiązanie do Niego i potrzeba akceptacji i uwagi.
Jestem szczęśliwa. Naprawdę, naprawdę szczęśliwa:)

czwartek, 19 lipca 2012

Uwielbiam nasz domek. Codziennie rano, kiedy słońce jeszcze świeże i chowa się za nim, wyjeżdżam z garażu i cofam powoli długaśnym podjazdem, rozkoszując się widokiem domku. Dzięki przeszkleniom, widzę jak promienie zaglądają przez drzwi na taras, wielkie okno w salonie i przenikają przez kuchnię. Całe wnętrze wypełnia się światłem.
A ja..ruszam do pracy:)
Mijają już 3 tygodnie odkąd wróciłam do pracy. Psychicznie czuję się świetnie. Robię swoje, poziom stresu na razie niewielki, bo to sezon urlopowy, a potem w domu dostaję powera. Chce mi się iść z dziećmi i B. na spacer, do sklepu, pobawić się, pobyć z nimi. Albo odruchowo sprzątam z niezłym efektem. Popołudnia są naprawdę wyjątkowe.
Ale wieczorem, już podczas kąpieli, czytania bajek, układania dzieci do Ich snu, momentalnie i ze mnie schodzi powietrze i mogłabym spać do rana. Walczę z tym snem aż do...1-2 w nocy! Po drodze szykuję obiad, kompot na drugi dzień. Wieszam pranie, które cierpliwie czeka w bębnie od 16tej. Przygotowuję ciuszki dla Maluszków, a przynajmniej sprawdzam, czy będą miały się w co ubrać. Wiem, że B. doskonale sobie poradzi i bez tego, ale ja czerpię z tego przygotowywania maleńką przyjemność, nie mówiąc już o spokoju.Do tego ostatnio jakieś zaprawy, słoiczki, konfitury. Ogarniam kuchnię. Karmienie. Gotuję coś tam, bo o 23 tańszy prąd. Czasem jeszcze jedno karmienie i jak jakimś cudem nie zasnę na amen, to idę pod prysznic. Potem wykonuję parę(milion) niezbędnych - moim spiącym zdaniem - czynności i tak oto nastaje 1:30.
A miałam przecież zacząć kłaść się spać wcześniej, niż dotąd, a nie o godzinę później!
Teraz też czuję się jak zombie. Powinnam jeszcze zająć się workiem zerwanej świeżo fasolki szparagowej. Powinnam iść biegać, przeczytać książkę, powiesić pranie, uszykować ciuchy dla siebie na jutro, wykąpać się, odpocząć i wyspać. I nakarmić Małego Johna. A jest 22:00.
Teraz skreślę to "powinnam" i powiem, na co mam ochotę: zakluczyć drzwi, zgasić światła, zamknąć rolety i położyć się spać. Tak jak siedzę, nie myjąc zębów, nie zmywając makijażu, bo te czynności ciągną za sobą mnóstwo nowych przemyśleń rozbudzając mnie skutecznie.
A ja chcę tylko spać.
Spać...

wtorek, 17 lipca 2012

Gdzie to słońce?
Już połowa lipca, środek sezonu urlopowego, ale pogoda ciepłem nie rozpieszcza. 


Wielkim plusem takiej aury jest przepiękna zieleń, no... nie ma szans na to, że trawa nam wyschnie... :)








Nasza Kruszynka już 2 tygodnie temu witała lato kankanem...po raz pierwszy matczyna duma rozpierała mnie tak bardzo, że nie mogłam pohamować łez:)  
 

wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...