sobota, 28 lipca 2012

Nasze Słoneczko ma już 3 latka i 5 miesięcy. Nie mogę się na Nią napatrzeć. Zachwyca mnie swą ciekawością świata, otwartością i niewinną szczerością. Owszem, już kilka razy próbowała nas bujać. Ale da się wtedy wyczuć nadzieję, że próba się uda, a nie upór i złośliwość.
Oczywista jest cisza, która "dobiega" z miejsca, w którym akurat jest. W 90% oznacza nieciekawy eksperyment:) Nieciekawy dla nas. Za to ogromnie emocjonujący dla Niej samej:) Wówczas na nasze pytanie: "Kruszynko co robisz?" odpowiada: "Nic!" albo wręcz zaklina "Mamusiu nie przychodź tu teraz!":)
Niespodzianka gwarantowana....





Jeszcze niedawno pisałam, że mi ciężko, szukałam ukojenia i pocieszenia. Życzliwi mówili wtedy, że to minie.
I minęło!:) Wróciłam do pracy, mam więc mniej czasu. Ale chwile spędzane z B. i dziećmi przeżywam mocniej i intensywniej. Psychicznie wypoczywam w pracy od zupek, kupek, pędzę, ale z dorosłym stresem na karku. W domu rzucam dosłownie torebkę w kąt, tulę, karmię, słucham i po cichu piszczę ze szczęścia:)
Jak to się zmienia... Liczyłam godziny i minuty do powrotu B. z pracy.
Teraz liczę i chłonę każdą chwilkę spędzoną z Moją Rodzinką.
Bączki są niesamowite. Mała dziś zapytała, czy ona też będzie kiedyś mamą:) Ucieszyła się, gdy odpowiedziałam, że tak. Powiedziałam też, najpierw będzie mąż, a potem dzidziuś. I - tak - być może będzie miał na imię B. (jak Jej Tata):)
"Jak będę już duża, to będę miała piersi i dzidziusia i będę tak przytulała i karmiła i tak, jak Ty..."

Uwielbiam Cię Kruszynko...

A Mały? Siedzenie lub leżenie zaczyna Go nudzić. Ubóstwia Siostrzyczkę. Jest w Nią do tego stopnia wpatrzony, że nie przeszkadza Mu tarmoszenie, przesuwanie za ciuszki, cmokanie i zawsze nieumyślne popychanie. Jest przeszczęśliwy. I kochany najbardziej na świecie, zarówno przez nas, jak i przez Małą. Podoba mi się, że Kruszynka potrafi mówić i nazywać swoje uczucia na głos. Spontanicznie, bez zawahania rzuca nam "kocham Cię Mamusiu/Tatusiu!". Nawet, gdy 5 min. wcześniej usłyszę "jesteś niedobra!" albo  o sobie "jestem obrażona...".

The bottom line... Bycie rodzicem jest niesamowitą pracą, ale i niewymiernym szczęściem. I niby wiem, znam etapy rozwoju dzieci, ale zdobywanie kolejnych umiejętności, nawet najmniejsze nowinki w ich ruchach, słówkach, gestach i minkach odkrywam z prawdziwym zachwytem, świeżym i wzruszającym. Zresztą nie tylko ja. B. jest równie poruszony i zaangażowany. Spędza teraz więcej czasu z Maluszkami, niż ja, bo sam ma wakacje. Stąd Ich przywiązanie do Niego i potrzeba akceptacji i uwagi.
Jestem szczęśliwa. Naprawdę, naprawdę szczęśliwa:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"wyjdź ze mną na deszcz"

"wyjdź ze mną na deszcz" z płyty "Mój dom", Kortez Od kilku dni chodzę, jak zaczarowana. Zresztą, nie tylko ja.....