czwartek, 19 lipca 2012

Uwielbiam nasz domek. Codziennie rano, kiedy słońce jeszcze świeże i chowa się za nim, wyjeżdżam z garażu i cofam powoli długaśnym podjazdem, rozkoszując się widokiem domku. Dzięki przeszkleniom, widzę jak promienie zaglądają przez drzwi na taras, wielkie okno w salonie i przenikają przez kuchnię. Całe wnętrze wypełnia się światłem.
A ja..ruszam do pracy:)
Mijają już 3 tygodnie odkąd wróciłam do pracy. Psychicznie czuję się świetnie. Robię swoje, poziom stresu na razie niewielki, bo to sezon urlopowy, a potem w domu dostaję powera. Chce mi się iść z dziećmi i B. na spacer, do sklepu, pobawić się, pobyć z nimi. Albo odruchowo sprzątam z niezłym efektem. Popołudnia są naprawdę wyjątkowe.
Ale wieczorem, już podczas kąpieli, czytania bajek, układania dzieci do Ich snu, momentalnie i ze mnie schodzi powietrze i mogłabym spać do rana. Walczę z tym snem aż do...1-2 w nocy! Po drodze szykuję obiad, kompot na drugi dzień. Wieszam pranie, które cierpliwie czeka w bębnie od 16tej. Przygotowuję ciuszki dla Maluszków, a przynajmniej sprawdzam, czy będą miały się w co ubrać. Wiem, że B. doskonale sobie poradzi i bez tego, ale ja czerpię z tego przygotowywania maleńką przyjemność, nie mówiąc już o spokoju.Do tego ostatnio jakieś zaprawy, słoiczki, konfitury. Ogarniam kuchnię. Karmienie. Gotuję coś tam, bo o 23 tańszy prąd. Czasem jeszcze jedno karmienie i jak jakimś cudem nie zasnę na amen, to idę pod prysznic. Potem wykonuję parę(milion) niezbędnych - moim spiącym zdaniem - czynności i tak oto nastaje 1:30.
A miałam przecież zacząć kłaść się spać wcześniej, niż dotąd, a nie o godzinę później!
Teraz też czuję się jak zombie. Powinnam jeszcze zająć się workiem zerwanej świeżo fasolki szparagowej. Powinnam iść biegać, przeczytać książkę, powiesić pranie, uszykować ciuchy dla siebie na jutro, wykąpać się, odpocząć i wyspać. I nakarmić Małego Johna. A jest 22:00.
Teraz skreślę to "powinnam" i powiem, na co mam ochotę: zakluczyć drzwi, zgasić światła, zamknąć rolety i położyć się spać. Tak jak siedzę, nie myjąc zębów, nie zmywając makijażu, bo te czynności ciągną za sobą mnóstwo nowych przemyśleń rozbudzając mnie skutecznie.
A ja chcę tylko spać.
Spać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"wyjdź ze mną na deszcz"

"wyjdź ze mną na deszcz" z płyty "Mój dom", Kortez Od kilku dni chodzę, jak zaczarowana. Zresztą, nie tylko ja.....