środa, 19 września 2012

Wzruszam się przy pięknej muzyce.
Przytulam się do niej. Uzmysławia mi jaka jestem szczęśliwa.
Jak małe są moje codzienne problemy, moje zniecierpliwienie.
Jadąc do pracy rano, zawsze za późno i za szybko, włączam ścieżkę z "Jeszcze raz" albo odgrzebane niedawno płyty jeszcze ze Stanów. Odpływam. Przymykam oczy, kąciki ust unoszą się. Muszę uważać, żeby nie zamykać oczu na zbyt długo. W końcu przecież prowadzę!:)

Poza tym chudnę! Chudniemy. B. szybciej, jestem najnormalniej zazdrosna o Jego efekty. Bo oprócz diety kopie, kosi, przerzuca kamienie (polne, robimy z nich ogrodzenie), czyli się rusza. No, ja też się ruszam, ale smukleją dzięki temu głównie moje nogi (zawsze miałam zgrabne:) ), brzusio niestety mniej:) Biegam za dziećmi, obiadem wg rozpiski dietetyczki, za praniem do powieszenia, czapeczką na dwór, piciem i smoczkiem. Biegam ze śniadaniówką do przedszkola, biegam w pracy. Biegnę pod prysznic. Biegnę nawet, gdy siedzę i śpię. Pędzę.
Ale tak być musi. Minie. Mówią tak Ci, co to już za sobą mają.
Frustracja jest, raz większa, raz mniejsza. Zwłaszcza z tym odchudzaniem. Jem dużo mniej, niż kiedyś. Nie jem po 19tej. Piję hektolitry wody. Wchodzę w spodnie sprzed drugiej ciąży i mogę w nich oddychać:) Waga spadła o 2 kg. Tylko! No wiem, wiem. To trzeci tydzień diety, no i z tą aktywnością fizyczną, tą właściwą, nie bardzo mi wychodzi. Codziennie muszę - musimy - przygotować danie na dzień kolejny. Wieczory umykają jak szalone. A ze mnie właśnie ok. 22 schodzi powietrze i - wystarczy, że na chwilkę usiądę lub John obudzi się na karmienie - zasypiam na godzinę.


Oj tam. Dość już o tym.

W ogrodzie jest pięknie! W domku jest pięknie!
Zobaczcie:)







 

3 komentarze:

  1. Jejku jak pięknie, kotek lawenda słonce i jeszcze jeden zwierzaczek, którego nie rozpoznaję :)) sielsko i przytulnie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. :) ten zwierzaczek to jeż - zaplątał się w siatkę od badmingtona, którą porwał wiatr, B. delikatnie go wyswobodził, ale ten ze strachu udawał przez godzinę nieżywego:) w końcu "ożył" i poszedł swoimi drogami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajrzałam sobie jeszcze i tutaj :) 2 kilo! Ale masz fajne! Ja jestem od zawsze na nieustannej diecie "Od jutra"- najgorzej wytrzymać mi wieczorami ( łasuch ze mnie straszny).
    Jak tu znaleźć cud receptę na schudnięcie? Ech...

    OdpowiedzUsuń

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...