czwartek, 4 lipca 2013

po prostu..

No nareszcie. Zablokowałam bloga dla czytających. Jestem sama. Mogę sobie popisać i nie być oceniana. Mogę pisać o wszystkim.
Nie udało mi się biegać, schudnąć, malować systematycznie paznokci (akurat teraz mam pomalowane u nóg i wyglądają zajebiście:) ) i nie krzyczeć na dzieci.
Jeszcze wczoraj miałam małe traumatyczne przeżycie z Małą. Pojechałam po Nią do babci do P., bo wcześniej przez telefon prawie płakała, ze chce do domu. Na miejscu okazało się, że do domu jechać jednak nie chce. Płacz, szloch, krzyk, tupanie, rozpacz. Wkurzyłam się. Już nie mówię, co się działo we mnie w środku. Uległam, mama nie wiedziała co mi doradzić, choć miałam wrażenie, że jest zmęczona i z przyjemnością się wyśpi i odpocznie od wnuków. Zwłaszcza, że w niedzielę przyjeżdżają kolejne:)
Odjechałam, ale zawróciłam po 100m i zabrałam M. do auta. Walczyłam z Nią przez jakieś 10 minut, bo chwyciła się kurczowo pasa przy foteliku i nie mogłam Jej zapiąć. Łzy pod moimi powiekami. Zacisnęłam i nie pozwoliłam sobie na słabość. Skoro zawróciłam, nie było już opcji innej, niż zabranie Małej do domu.
Wyciszyła się zanim dojechaliśmy, ale było mi strasznie smutno, ciężko.


środa, 3 lipca 2013

"Mamusiu, czy ty mnie jeszcze kochasz?"
usłyszałam wczoraj od Maleńkiej po powrocie z pracy.
Był to mój pierwszy dzień po 15 miesiącach przerwy, spędzonych z Nią właśnie. Odkąd jest świadoma i odkąd pamięta, mama jest w domu, a tata pracuje. Zresztą już kiedyś dowiedziałam się, że "panowie pracuję, a panie nie"...

Zrobiło mi się Jej strasznie szkoda. Widocznie nie zbyt skutecznie przygotowaliśmy Ją do tego dnia. Maleńka moja. Kocham Cię najbardziej na świecie! Jesteś moim Słoneczkiem, Gwiazdeczką, Aniołkiem. Ostatnio nie mogę się na Ciebie napatrzeć. Rośniesz tak szybko...