środa, 7 sierpnia 2013

Moja Babcia jest umierająca. Moja Babcia Marysia. Leży w szpitalu po udarze. Byłam u Niej, trzymałam Ją za rękę i wiedziałam, że Ona WIE, że to ja, że jestem i mówię do Niej. Gładziłam Jej włosy i czoło. Delikatną i cienką jak papirus bladą skórę. Jej palce, te sprawne, były zadziwiająco silne i zdecydowane. Chwytały i puszczały moje, jakby chciały mi coś przekazać swoim tajemniczym językiem uścisku. Wiedziała, że jestem, że to ja i wzruszyło mnie to ogromnie. Ucieszyłam się i od razu odrzuciłam ten strach, że odchodzi, że odejdzie. Zastąpiła je rosnąca nadzieja. Babcia przecież żyje! Przecież będzie dobrze, wyjdzie ze szpitala, będzie ciężko, ale uda się, nauczymy Ją jeść, mówić, siedzieć. Moja Babcia! Babcia kochana. Jej siwe, właściwie białe włosy, takie delikatne, unosiły się ze swoją lekkością nad poduszką. Odsłaniały twarz z zamkniętymi mocno oczami. Ale ustom udało się wydobyć moje imię! Tak! To ja, Ania! Ania! Jestem Babciu, spokojnie. Jestem. Wszystko będzie dobrze. Spokojnie.
Po jakimś czasie dopiero doszłam do wniosku, że świadomość tego, że byłam musiała wywołać u Niej mnóstwo emocji. I potrzebę mówienia, przekazania, może pytań? Przekazania.
Ale jest umierająca. Mamy się przygotować na to, że może nie przeżyć. Jej stan jest bardzo ciężki, a życie zagrożone.
Jak się przygotować???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...