poniedziałek, 28 października 2013

Liście...orzechy...dynie...

Miałam napisać, że znowu źle, że finansowo dolina, że do miasta po ozdoby daleko (całe 8km...) i czasu na szperanie brak, że tak by się chciało mieć i zrobić i powiesić, ale...ale...ale....

Ale co tam!
I tak małe chwilki i ozdoby można znaleźć w pobliskim lasku, podczas spaceru z dziećmi, 
własnoręcznie zebrane liście cieszą prostą dziecięcą radością i dumą 
("Mamuś zobacz jakie wielkie znalazłam! Największe!").
Darowane orzechy, dynie z łabędzia szyją znalezione u małego ogrodnika w naszej wsi.
Pomarańcza z goździkami...

Pachnie uśmiechem:)










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...