niedziela, 26 stycznia 2014

26 stycznia - co z postanowieniami??

Nie ma na co czekać.
Przyznaję, że pod koniec grudnia udało mi się - oczywiście nie bez pomocy B., który zabierał z pola widzenia i pola rażenia nasze Pociechy - uporządkować kilka strategicznych zakątków naszego domku oraz nadać innym bardziej wygodnego i pożytecznego charakteru.
Może to i zastanawiające, że sprzątanie dało mi poczucie częściowej kontroli nad swoim światem (...), grunt, że czułam się uspokojona i zadowolona. 
Właściwie, to poczułam się bardzo z siebie dumna!!!:)

W tym momencie - zanim przejdę do tematu realizacji postanowień - chciałabym najmocniej pozdrowić wszystkie Kobiety i Mężczyzn, którzy czytają te słowa, a którzy są od niedawna Rodzicami.
Jesteśmy najlepszymi Rodzicami na świecie. Najlepszymi dla naszych dzieci. I jesteśmy normalni. Inni też tak mają, też przez to przechodzą, myślą to samo i mają nadzieję, że wszystko z nimi ok.
Ściskam Cię mocno moja kochana czytająca - wiesz kto:) - będzie dobrze. 
Co prawda nie wiem dokładnie kiedy...ale przyjmijmy, że będzie dobrze:)

A co do postanowień - udało mi się dotrzeć do pani psycholog, która ma pomóc w naszym rodzinnym dręczącym problemie, o którym nie będę się rozpisywać, bo liczę na to, że ten blog przetrwa kilka lat, więc gdyby kiedyś czytała go nasza Iskierka....no, więc nie piszę.
Poza tym poniżej będę dopisywać małe i wielkie rzeczy do zrobienia, taka lista konieczności na najbliższy czas:
1. kupić kuchenny minutnik - do odliczania czasu zabawy, oglądania bajek i wyciszania w pokojach
2. mniej jeść wieczorem - to do mnie - za niecały miesiąc wybieramy się z B. na tańce! w pierwszej chwili pomyślałam: no way! przecież nawet nie mam sukienki, a nie mam dlatego, że strach mnie ogarnia na myśl o przymierzaniu kiecki w rozmiarze XL, który i tak okaże się za ciasny:( 
z drugiej strony od dawna mam ogromną ochotę potańczyć, poprzytulać się do mojego Ukochanego i pobyć z Nim tylko
3. trzeba by też pójść na solarium...
4. od początku stycznia zapisujemy w nowym kalendarzu ważne sprawy, a Marysia przykleja specjalne naklejki oznaczające np. podróż, wizytę u lekarza, urodziny; przydałaby się jeszcze tablica z umiejętnie przedstawionymi zasadami, które chcę zacząć wpajać dzieciom, Marysia niedługo skończy 5 lat, rozumie naprawdę wiele, a John - goni Ją ze swoim sprytem i kombinowaniem, więc zasady mogą obowiązywać wszystkich - muszę je tylko najpierw spisać, uporządkować, zaprezentować, a potem omówić z całą Rodzinką i zacząć egzekwować. Uważam to za konieczność, bo Dzieci doprowadzają mnie chwilami do płaczu...

Będzie dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...