czwartek, 17 kwietnia 2014

idealna miłość

post z poprzedniego czwartku- znowu pisany przez tydzień!

Wczoraj odetchnęłam z ulgą.
Wynik biopsji ujemny, to znaczy, że nie mam komórek nowotworowych.
ufff....

Potem byłam u spowiedzi. W małym wiejskim kościele. 
Ksiądz uspokajał, nie ganił, a właśnie uspokajał.
Dwójka małych dzieci to jest powołanie, przyprowadzanie ich na Mszę Świętą i ogarnięcie ich podczas tej Mszy - to jest powołanie. I wyzwanie - dodałam:)
Radosna pofrunęłam do domu. Naprawdę muszę popracować nad moimi wybuchami złości i gniewu, bo przecież tyle SZCZĘŚCIA z nami mieszka!:)

Wieczorem pozwoliłam Dzieciom posiedzieć dłużej, sama próbowałam oglądać serial (jedna z dwóch pozycji, na które pozwalam sobie w ciągu tygodnia). Marysia wtulona pyta mnie w pewnej chwili:
"Mamusiu, na dobre i na złe...to taka idealna miłość, tak?"

...



A do snu nucimy razem kołysankę, którą sama ułożyłam, kiedy Marysia miała kilka miesięcy...

maleńkie oczka zmruż
i zaśnij sobie już
słoneczny dzień przywita cię
gdy rano zbudzisz się

tak bardzo kocha cię
mamusia, tatuś też
maleńkie oczka zamknij już
a ja przytulę cię...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...