niedziela, 29 września 2013

Upubliczniłam:) Dobrze:) To chyba normalna w tych czasach potrzeba dzielenia się.

Właśnie oglądam "Dwoje do poprawki" z Meryl Streep i Tommy Lee Jones'em. Spodobał mi się tekst Meryl:   "...jakbym wyszła (za mąż) za kanał sportowy..."
hmmm.....:)


środa, 25 września 2013

Uwielbiam zanurzać się w świecie blogów. Zwłaszcza kilku. No, trzech dokładnie:) Wnętrzarskich. I kulinarnych. Tak na krótką chwilę, bo robię to w pracy. W domu nie mam czasu na sieć, chyba, że sprawdzam jakiś przepis:) Uciekam tam, zaspokajam okrutnie małymi kąskami głód - zazdrość!Potrzebę estetyki, piękna, subtelności, skończoności. Czyli odwrotność naszych domowych pieleszy. Aktualnie.
MARZĘ o tym, żeby mieć czas na stopniowe upiększanie naszego domku, tarasu i ganku. Na maleńkie zmiany, które za jakiś czas złożą się na dokończony, subtelny salon, pokoje dziecięce, w których dzieci będą chciały być, bawić się i SPAĆ!:) Detale, dekoracje, przemeblowania, itp.
Chwilami bywa u nas i tak...















Zdecydowanie za rzadko. Częściej rządzi jednak ŻYCIE, czyli nasze Dwa Żywioły:)
Tymczasem daję upust moim kulinarnym umiejętnościom i zaspokajam - nie tylko swój - głód na słodkości!:)




piątek, 20 września 2013

A dziś - inspiracje! Uczta dla oczu i tęsknota za czasem na realizację takich pomysłów...
Wszystkie zdjęcia z cudownego bloga Drewniana Szpulka








Dziękuję Właścicielce za możliwość udostępnienia:)

czwartek, 19 września 2013

Aj, kusi mnie, żeby upublicznić bloga. I kusi mnie, żeby zacząć pisać osobnego o podróżach, tzn. w końcu przelać na...do sieci treść moich wspomnień z podróży i listów, które pisałam ze Stanów. Czas, czas, czas! Ciągle mi go brakuje. A może to kwestia kiepskiej organizacji? Wczoraj udało mi się pobiegać, ale potem, po gorącym prysznicu, zasnęłam przytulona do..Synka, w szlafroku, z mokrymi i nierozczesanymi włosami:)
Nadal nie skończyłam pisać CV! Miałam to zrobić do końca sierpnia, a dziś mamy 19 września! Wstyd. Fakt, że w obecnej pracy jest to krępujące i stresujące. Pomimo odrobiny całkiem fajnej adrenalinki:) W domu szans nie ma. Popołudniu staram się opanować dzieci, hałas, w międzyczasie pichcę jakieś bułeczki, kruszonkę z owocami, i takie tam inne serniczkowe deserki:) A! Jeszcze wczoraj zdążyłyśmy z Małą nazbierać koszyczek kasztanów, pożółkłych liści, zerwać kilka gałązek czerwonej jarzębiny, wynegocjować od sąsiadki dynię. I tak powstała piękna kompozycja DARY JESIENI,  koszu z ciemnej wikliny. Dodałam kwiaty lawendy i obowiązkowe warzywka: seler, marchewkę i pietruszkę z natkami, ziemniaka, por. I wszystko to ułożyłam na ogromnych liściach kasztanowca. Plus dynia, która nie miała jak zmieści się do kosza:) M. zachwycona! Moja mała...:)





wtorek, 17 września 2013

Zacznę dziś od dobrej rady, dla siebie samej:) Przygotowanie ciasta drożdżowego plus dwoje małych dzieci nie idzie ze sobą w parze:) Wczoraj piekłam bułeczki cebulowe wg przepisu Dorotki (z mojej ulubionej pysznej strony), drożdżowe, z dodatkiem ziół prowansalskich...naprawdę aromatyczne. Co prawda brakuje mi w nich jeszcze soli. Czegoś do podkreślenia smaku samej bułki, samego ciasta. Ale zawsze można taką bułeczkę zjeść z masełkiem czosnkowym, zimnym masłem i serkiem śmietankowym.

Kocham moją Rodzinkę. Marysia jest cudowna! Ma te swoje poranne, południowe, wieczorne fochy. Naburmuszoną minę, kwaśną, jak to mówię. Ale gdy się uśmiecha i przekonana o "samodzielności" podjętej właśnie decyzji energicznie przytakuje - to jest TO:) Ma tyle własnych przemyśleń, swój świat. Lubi przemeblowania w pokoiku, tak jak ja:) Również wczoraj ustawiłam Jej łóżko inaczej, niż zwykle. Przespała w nim całą noc!:)


Jak na FM, tak i tu muszę wkleię moje ulubione zdjęcie z zeszłego roku. A właściwie kolaż - pieczołowicie i w zachwycie nazbierane kasztany i soczysta wrześniowa lawenda...

poniedziałek, 9 września 2013

Lonepeak



Wczoraj rozmawiałam z Nazhą, 8 godzin różnicy, ponad 9 lat niewidzenia, a buzia śmiała mi się non stop, gadałyśmy jak najęte:) Moja Przyjaciółka. Naprawdę mogę tak o Niej powiedzieć. Pochodzi z Maroka, ale od niemal 20 lat mieszka w Stanach, ma 2 synów i amerykańskiego męża. Amerykańskiego z Gór Skalistych, co warto zaznaczyć. W ogóle mój Big Sky to nie typowa Ameryka, z "nalotem" ze wschodniego czy zachodniego wybrzeża, ale prawdziwy modern dziki zachód:) Miałam szczęście mieszkać na ranczo, gdzie przeganiano konie na wypas, gdzie szumiał strumień jak z "A River Runs Through It", na lunch serwowano nam - pracownikom - przepyszne hamburgery z grilowaną piersią z kurczaka, pomidorami i moim ulubionym cream cheese. Yummy! Kowboje w kapeluszach, które rzadko znikały z ich głów, domki z bali, obowiązkowy popołudniowy deszcz latem i cudowna złocista jesień, która odsłaniała liściaste drzewa zaszyte w gąszczu iglaków na zboczach wzgórz...

 
 
 
 


I te dwie wstążki - hwy 191, droga do Bozeman i Gallatin River - które zsunęły się z tych zbocz i lekko tylko poplątały...




wtorek, 3 września 2013

Jaki piękny dziś dzień! Słoneczny i ciepły:) I to pierwszy dzień zajęć w szkole i przedszkolu! Marysia miała co prawda rozpoczęcie już wczoraj, ale ze względów logistycznych została w domku z ciocią Olą. Zresztą wczorajsza pogoda - typowa jesienna słota z nieprzyjemnym wiatrem i deszczem - nastrajała wyjątkowo ponuro. Wypiłam prawie 3 lampki wina (tego porodowego, dzięki któremu Kasia urodziła Zuzię:) ) i mieszały się we mnie uczucia wymuszonej samotności (B. rozmawiał z K. chyba z pół godziny!!! nie wspomnę ile czasu poświęca na rozmowę ze mną....), nie bycia dobrą mamą (porażka z wiadomo jakim problemem o którym nie wspominam), plus jak zwykle w takich momentach połączone ze szczyptą nostalgicznych wspomnień o Montanie. Z rozpędu napisałam maila do Nazhy, że tęsknię i przepraszam za tak długie milczenie i niedzwonienie. Odpisała już dziś rano! Z iPhona:) Muszę dotrzeć do swojego konta na Skype i w końcu zacząć z niego korzystać:)

Marysia obudziła się dziś bez problemów, z ogromną energią (ogromną jak na nią i na tą porę dnia!) i z radością zrobiła siku, ubrała się (bez szemrania) i nawet - po małych negocjacjach) zjadła chleb z serem i wypiła sok:) Moja kochana. Janek nie płakał, śmiał się i machał nam na pożegnanie. W przedszkolu Mała wystrojona nie narzekała na nic, zaczęła się bawić z Żaklin:) Będzie dobrze:)

włoskie wakacje. cz. 4. Passo Stelvio - triumf konsekwencji

Na początku zaznaczę, że poniższa relacja jest zbiorem moich własnych emocji, przeplecionych nader istotnymi liczbami i faktami. Moich...