niedziela, 21 września 2014

szybsza od Foresta Gumpa

run Ania, run!
Jakbym słyszała cały czas.
Mama to, mama tamto.
Miał być post.
Kilka postów!
Ale nawet z motorkiem wiadomo gdzie, nawet z coraz lepszą kondycją (bo Chodakowska na topie - o tym też miałam napisać) ciągle nie nadążam za nimi i tym, co wokół siebie potrafią...
Bawią się razem raptem 15 minut, z przerwami na osiem kłótni po drodze...
grrr.....

poniedziałek, 15 września 2014

"Be strong you never know who you are inspiring .." podpatrzone

Za Home About podpowiadam sobie i zostawiam na każdą słabszą chwilę.

Be strong you never know who you are inspiring...

Dla Marysi i Janka, którzy patrzą na mnie każdego dnia, wieczoru, czasem w nocy, gdy zaspani wołają i zarzucają rączkę na moją szyję.
Chcę być mamą uśmiechniętą i silną.
Mogę pokazać słabość, ale nie płakać.
Mogę pokazać słabość, ale ważne, żeby czuły się przy tym bezpieczne i wiedziały, że po każdej słabości można wstać, otrzepać piórka i znaleźć słońce.

 Chcę Ich inspirować, dopóki się to udaje.


sobota, 13 września 2014

whispering pines

Zupełnie jak Ania z Zielonego Wzgórza, zachwycam się brzmieniem, nazwą miejsca, ulicy, domu.
No bo jak tu się nie zatrzymać przy WHISPERING PINES?:)
Przeglądając internet trafiłam na zdjęcia domu o takiej właśnie nazwie.
Oczywiście w Montanie...

Samo wnętrze...no cóż, widziałam i bywałam w bardziej gustownych (choć moja Mama nie skojarzyłaby "Montany" z "gustownym", zupełnie nie podzielała mojego zachwytu pamiątkami przywiezionymi z Gór Skalistych...).

W każdym razie tam, gdzie byłam, nie brakowało cudownych nazw i oryginalnych domów.
Nie zapomnę nazwy wąskiej drogi, przy Gallatin Road, między Bozeman a Big Sky - SWAN CREEK - tam właśnie niemal samodzielnie, ale zupełnie legalnie, ścinałam pierwsze w życiu drzewko choinkowe:)

W Montanie z każdej strony otaczały mnie przepiękne nazwy.
Sam najważniejszy szczyt - LONEPEAK - faktycznie wyróżniał się w panoramie pozostałych.

rany, jak ja kochałam ten widok, to miejsce...
Bywałam w knajpach
Cinnamon Lodge
Curly Bear Bar
Blue Moon Bakery

Domy i osiedla również miały swoje magiczne nazwy...

Moonlight Basin
Cowboy Heaven Cabin
Lone Moose Meadows

...albo smakowicie...
Moose Tracks Ice Cream - najlepsze na świecie jadłam w Idaho
Mochaberry Coffee w księgarni w Bozeman - koniecznie z Nazhą...

do kompletu dołączam country song i cudo klimatyczne wnętrze - mi się podoba:)



środa, 10 września 2014

no pewnie, że można:)

Dla równowagi. Odpowiedź na poprzedniego posta.
Moje drugie ja, mój osobisty psycholog terapeuta wewnętrzny.
Gaduła, ale skuteczna:)
Pozwala najpierw poużalać się, wypłakać, zezłościć. Nawet wypowiedzieć na głos: wpadam w czarną dziurę.
Żeby zaraz potem nacisnąć na STOP. Zatrzymać i przewinąć do początku.


wtorek, 9 września 2014

nieładny post

To nie będzie ładny post.
Przystrojony w akuratne słowa.
Nie będzie o zachwytach, pięknym widoku, optymizmie.

Bo wzdycham ciężko, marszczę czoło, na czole robią mi się zmarszczki.
Dzieci zdrowe, On tylko z katarem.
Ale trudno jakoś tak rękami odgonić strapienia, bo gestykulują o tym, co niezrozumiałe.
Z jednej strony obłuda, której zawsze się dziwiłam.
Jestem z innej bajki, nie potrafię się dopasować jeśli mnie coś gryzie. Ze zdumieniem obserwuję jak płynnie wychodzi to innym.


sobota, 6 września 2014

...no i zaczęło się...

Nie do końca takiego właśnie oczekiwałam początku roku szkolnego.
Napięcie rosło we mnie już przed 1 września, ale teraz, po tygodniu bez cioci Oli, zakończonym temperaturą Marysi i katarem u obojga...wzdycham ciężko.
Rozglądam się po domu i nie wiem od czego zacząć:)
Auto właśnie zostało odholowane do mechanika.
Waga stanęła w miejscu jak wryta i mam wrażenie, że patrzy na mnie z dołu i liczy...przespane wieczory, bez treningu!:)


poniedziałek, 1 września 2014

coś się kończy, coś zaczyna...

Dla nas nowy rok szkolno przedszkolny zaczyna się jutro.
Dziś - mimo, że z całych sił nie chciałam tak tego nazywać - pożegnaliśmy się z naszą Nianią, ciocią Olą, opiekunką Janka. Ciocia pojawiła się w naszej rodzinie dwa lata temu, gdy ja wróciłam do pracy i skończyły się wakacje.
Pozostanie w niej już na zawsze. Taką mam nadzieję.
Mamy szczęście, że na siebie trafiliśmy.
Janek szybko ciocię polubił, a z czasem i pokochał.

Za oknem pada, zrobiło się wyjątkowo nostalgicznie.
A w moim sercu jakiś żal za nieodwracalnym.
Zamykam mimowolnie pewne drzwi. 
Na głos mówię, że to nie pożegnanie, że niewiele się zmieni.
Ale w środku ciężko. Pod powieką szczypie łza.