piątek, 25 lipca 2014

energia przybyła:)

Ach, jaka to była cudowna podróż!
Ja i On, auto, namiot, mapa Niemiec i Szwajcarii. 
Marysia i Janek u babci Basi i cioci-Niani-Oli.
Ze zmęczenia po pakowaniu nawet nie zdążyłam sobie popłakać z pre-tęsknoty za dziećmi.

Opiszę całą wyprawę z należytą dokładnością, po kolei i pomału.
W głowie mam oczywiście milion myśli już ubranych, ułożonych, tytuły postów i ich kategorie.
Będzie o przełamaniu niemieckiej - muszę to tak nazwać - nudnej porządności, wystarczającą odrobiną ciepłego romantyzmu. O furtkach, gankach i okiennicach.
Będzie o dniu austriackim, wyspowym i rowerowym.
Będzie o moim Ukochanym, który zdobywał dla mnie podróżne trofea.
I o intrygującym domu oraz jego mieszkańcach, nasza własna historia.

Kocham podróże i czuję, że mam ogromne szczęście dzielić tą miłość z B. Oddychamy widokiem nowych miast z górami w tle, obserwowaniem ludzi, miejsc i byciem ich częścią.
Zazwyczaj wolimy wracać inną trasą. Choćby z Poznania:)
Po podróży poślubnej mieliśmy dość długą przerwę (całe 6 lat!) w podróżowaniu pełną gębą. Wyjazdy z Dziećmi i Rodziną były wspaniałe, ale to właśnie we dwójkę, razem, spełniamy się.

Kocham podróże z Nim;)

Tęskniłam za Dziećmi i to bardzo! Tłumaczyłam sobie jednak, że ten wyjazd to również dla Ich dobra. Były w dobrych kochających Rękach. Wróciliśmy jeden dzień wcześniej, zrzucając winę na ulewy.
Ale to był cały jeden dzień wcześniej:)
Cisza bez Nich pozwoliła mi usłyszeć i zrozumieć mnóstwo własnych myśli.
Naturalnie nasunęły się postanowienia, pomysły, nowa energia, zapał i chęci.
Wiem, że mój zapał bardzo często jest słomiany. Tłumaczę się małymi dziećmi, brakiem czasu, zmęczeniem. Ale trwa to już za długo. Jestem niezbyt dobrze zorganizowana:) 
I chciałabym zrobić za dużo rzeczy naraz.
A grunt to dobry plan i konsekwentne jego realizowanie.
Założenia są dobre, energia przybyła, akumulatory naładowane. 

Zanim wkleję kilka zdjęć gorących jeszcze...chciałam wspomnieć o książce, którą skończyłam wreszcie czytać (haha), a która idealnie wkomponowała się w naszą podróż: "Jedz, módl się i kochaj" Elizabeth Gilbert. Lekka i przyjemna.
Ale dzięki niej zrozumiałam coś bardzo dla mnie ważnego i tak teraz oczywistego! 
O tym też napiszę:) 
Oj, będę pisać, będę!









wtorek, 15 lipca 2014

słodki czas urlopu..

Nareszcie!
Mam urlop!
Wspaniałe uczucie:) Cudownie było dziś wyłączyć służbowy komputer, zamknąć segregatory, wysłać ostatnie maile. 
Przede mną prawie dwa tygodnie relaksu, wyjazd nad Jezioro Bodeńskie sam na sam z ukochanym Mężem:)
Dzieci jadą na swoje szalone wakacje u babci i dziadka, niani, drugiej babci...

cudownie....:)

piątek, 11 lipca 2014

energio przybywaj!

Poprzedni post był taki poważny, zadumany.
Chciałabym się trochę z tej zadumy otrząsnąć. Nie, nie jestem przygnębiona, moje wyniki będą dobre, szpital mnie nie zdołował, raczej pomógł się zatrzymać i zamyślić. Tzn. znaleźć na to zamyślenie czas:)
Jestem też ostatnio ciągle zmęczona. Prostymi codziennymi czynnościami. Brakuje mi energii.
Pewnie to sprawka niedokrwistości, która czarno na białym wyskakuje z mojej morfologii. Tak więc staram się dbać o siebie i to, co jem. Pestki słonecznika, dyni, wątróbka, więcej mięsa, i tym razem nie wszystkie najlepsze kąski trafiają na talerze dzieci, na mój również:) Buraki podobno są mitem, ale tych również nie omijam. 
Choć i tak mogłabym ciągle spać....

Ok. Dość tych medyczno melancholijnych wynurzeń. U nas tyle się dzieje! Wczoraj w sklepie spotkałam Mamankę:) Anię z bloga www.mamanka.pl Wyglądała przepięknie, ale wyczuwałam znajomy mi pośpiech podczas robienia zakupów:) 
Aniu pozdrawiam Cię serdecznie!

Dzieci i Mąż mają wakacje. Jest jeszcze z nimi ciocia Ola, niania, która rozstanie się z Jankiem pod koniec sierpnia, bo Mały od września rusza do przedszkola. Ciocia od dłuższego czasu ukradkiem wyciera łzy na myśl o tym, że Janek nie będzie wypełniał Jej dnia. Bardzo się do siebie przywiązali i chyba mogę powiedzieć, że i Niania Janka pokochała i On Ją:)
Janko jest pełen energii, jest podekscytowany, żywy, chichocze, śpiewa, wykrzykuje. Z ogromną radością i głośnym "MAMA!!!" biegnie do mnie, gdy wracam z pracy. Marysie wtóruje i rzuca się na mnie ściskając mocno, aż się cała trzęsie:) Dzięki Ich wakacjom, ja czuję, że mam niemal urlop przez cały lipiec i sierpień:)




Od Córeczki dostałam piękną, własnoręcznie zrobioną bransoletkę:)


Nasi nowi sąsiedzi:)




...sąsiadki kwiatki...




...pomidorki - pierwsze - w - życiu - koktajlowe...
(tzn. będą....)
 


...i brama! hurra!! kolor...przyzwyczajam się, bo myślałam, że będzie bardziej taupe:) ale dzięki bramie zrobiło się tak przytulniej:)










Dzisiaj mam dostać tkaninę na zasłonki na taras. Karnisz już wisi, ale trzeba będzie dokupić przedłużenie.
Pierwsza próba (bo nie wytrzymałam) z przykrótkimi domowymi zasłonkami z IKEA:)



i takie tam inne...





poniedziałek, 7 lipca 2014

rak niebo rak

pisane 2 lipca...

Siedzę w nowej piżamie na szpitalnym łóżku. Ósme piętro. Przez okno widzę wschodnią część miasta. Patrzę leniwie, trochę sennie. Słyszę, że na sali obok leży trzydziestojednoletnia mama dwójki dzieci, żona, z przerzutami na jajnik i wątrobę, umierająca.


...słońce jest coraz niżej. Odbija się od bloków i wieżowców ciepłą, jasnosłoneczną barwą. Czekam, minuta za minutą, aż budynki zrobią się żółte, a potem pomarańczowo-różowe. Wierzchołek brzozy buja się zabawnie na wietrze, raz się chowa, a raz zagląda z dala przez to nasze okno.

Leżę. Czytam, z dużymi przerwami. Wyciągam nogi. Nic nie robię. Delektuję się tym. Obok mnie Pani Janeczka, po drugiej mastektomii. Pani Maria po pierwszej, obie niemal w wieku mojej babci, ale żaden wiek nie usprawiedliwia spółki z nowotworem. Te Kobiety żyją, mają dzieci, wnuki, wspomnienia po mężach. Drżę na myśl o tym, że kiedykolwiek mogłoby coś mi się stać. Albo nam. I że dzieci zostałyby same. Bo IM nie może się NIC stać. Boże dopomóż.
Wszystko jest takie ulotne. Wszystko Życie i Wszystko Chwila. Wystarczy "tylko" kochać, oddychać pełną piersią i czerpać świadomie. Jeść dobrze, spacerować i rozmawiać. Tulić się do kochanego męskiego ciała pachnącego Allure edition blanche. Zatrzymać się.
Mnie otulają myśli moich Bliskich, czuję oddechy dzieci już śpiących, ich otwarte buźki wzbudzają silne matczyne miłosne wzruszenie.

Poczytam jeszcze...



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
zaczerpnięte z www.pogromcymitowmedycznych.pl od dr hab. n.med. Krzysztof Łabuzek

"Każda komórka naszego organizmu, która podlega podziałowi mitotycznemu, powoduje powstanie kolejnych komórek, których materiał genetyczny jest identyczny, w porównaniu do materiału komórki, z której powstała. Może jednak zdarzyć się tak, że w wyniku zadziałania pewnych czynników fizycznych, chemicznych, hormonalnych, biologicznych dojdzie do uszkodzenia skomplikowanej maszynerii odpowiedzialnej za powielanie materiału genetycznego i kolejna komórka, która powstanie, ma ten materiał zniekształcony, uszkodzony. Z jednej strony doprowadzić może to do degeneracji komórki i do jej  śmierci, co w sumie nie jest najgorszą sytuacją, jednak w niektórych innych sytuacjach może komórkę „unieśmiertelnić”. Taka zmutowana komórka zaczyna żyć swoim własnym życiem, dzieli się bez kontroli innych, sąsiednich komórek, wytwarza substancje, których w normalnych warunkach nie wytwarzałaby, staje się odporna na czynniki regulujące naszego układu immunologicznego, może posiąść zdolność łamania otaczających ją barier i naciekania sąsiednich struktur, może nabyć umiejętność odrywania się i migrowania na znaczne odległości, dając początek przerzutom nowotworowym. Cały proces kancerogenezy u człowieka został dość dobrze poznany, jednak możliwości ingerencji i leczenia mamy wciąż dość ograniczone. W aspekcie omawianego mitu, jego pierwszej części, nie można powiedzieć, że każdy z nas ma w sobie raka, można natomiast powiedzieć, że w pewnym sensie każdy z nas posiada skłonność do kancerogenezy, jednak dzięki sprawnie funkcjonującym mechanizmom naprawczym, u znakomitej większości z nas ostatecznych efektów tego procesu nie będzie dane nam zaobserwować. Na szczęście."

wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...