czwartek, 28 maja 2015

łyżeczka nutelli lepsza od nervomixu

20:30
zaczynam tę drugą część dnia
część pod tytułem "dzieci już śpią"
trochę to już wieczór, ale jasność za oknem daje złudzenie sporego zapasu czasu na to, co chcę jeszcze zrobić
oooo tak
jak tylko odgruzuję blat w kuchni...to przecież chwila...B. wyciąga naczynia ze zmywarki, ja ładuję ją od nowa
wystarczy schować do lodówki słoik z ogórkami, resztę szynki, mleko
dać kotu resztki, skórki, nadgryzione kanapki
pozakręcać syropy, zawinąć chleb, nalać sobie wina
milion okruszków na, pod i obok

a jak już pranie wyjmiemy i powiesimy, to pozbieramy zabawki z sofy i kolorowe rysunki z ławy
potem tylko borówki trzeba podlać i surfinie, i od razu jukę na tarasie i oleander
i na niebo popatrzeć, bo zaróżowione chowa się za domem sąsiadów
takie piękne, przygląda się nam głuptasom
i te ptaki w lasku niedaleko co wieczór kłótniami i pokrzykiwaniem każą mi się zatrzymać i podsłuchiwać
hmm, jakby tak moja mama mogła tu kiedyś tak usiąść i słuchać....bajka....

deska do prasowania o dziwo nie ugina się pod tym, co na niej
ale to jutro (w słowniku języka polskiego "jutro" oznacza dzień następny, ale u nas bliżej nieokreśloną przyszłość)
na dziś zadanie specjalne sobie wymyśliłam, farbowanie włosów
bo w sobotę na ślub znajomych wpadniemy, trzeba wyglądać

a może by tak usiąść na chwilkę malutką taką i sprawdzić, jakie czasoumilacze w telewizji inni oglądają...ale nie mogę siadać po dziesiątej, i z pewnością nie na sofie, bo przecież tam to silne pole grawitacyjne u nas jest...

zdjęcia dla Dorotki mam zrobić, bo wrzesień już niedługo, a pokój Marysi przechowalnię rzeczy wszelakich raczej przypomina, niż wybielony zakątek małej księżniczki...księżniczka idzie do szkoły, a Dorotka pomaga mi jej pokój zaczarować..
ale efekty pokażę PO, bo zazwyczaj moje PRZED pozostają tylko wpisem....

wszyscy biegają
ja też bardzo chciałabym być jak wszyscy
niestety waga chyba się nam zepsuła, liczby jakieś nie te pokazuje
a ja tak się staram
naprawdę
myślę o tym cały czas, cały dzień
sałatki w pracy, koktajle, dużo wody
trochę lodów tylko i truskawki
i pajda chleba ze skórką chrupiącą i samym masłem gostyńskim
nic więcej

a ta mała łyżeczka nutelli to tak tylko dla endorfin
dwie najwyżej, bo co za różnica
a na pewno nie grzech
czy nawet tego mam sobie odmawiać?
moja chwila ukojenia
bo juro od nowa
codzienny słodko-kwaśny maraton
mocne postanowienie na starcie i czekolada na mecie

ale nie narzekam
nic a nic
damy radę
a jak się słoik skończy
kupię następny





wtorek, 26 maja 2015

mój dzień, i Twój...



pewne chwile trzeba uwiecznić
bo dziś taki dzień
niby nie różni się niczym od pozostałych
ale jest wyjątkowy
pozwala nam czuć się wyjątkowo
szczególnie
wspaniale

 
 
te rączki małe
i głosik dziecięcy, który recytuje wierszyk o mamie
i to nic, że wierszyk pasował również na dzień babci
i z rozpędu, z pamięci
w ostatnim wersie wpadło "babciu, żyj sto lat!"
 
 
wzruszają kochają
kłócą się i ociągają z wyborem skarpetek
bo nie pasują do tych spodni
a koszulka inna musi być, ta w kratkę
bo przecież t-shirt za mało elegancki
(na trzylatku by był)

ale ich mamą jestem i będę do końca świata
bo mamą zostałam
dane mi było jest i będzie
mam tak wielkie szczęście!
trudno o większe, bo przecież wielu stara się i pragnie i nie może...

 
i choćbym chciała tysiąc postów o innych moich ciągotkach napisać
albo choćby listę żelazną spisać, co na wakacje pod namiotem musimy zabrać
to myślę o nich i z nimi
i jestem z nimi
bo na to tylko czasu i energii starcza
bo ich mamą jestem i już
i tyle i wszystko
cała ja

 
 
więc dbam dziś o siebie i rozpieszczam się
bo zasłużyłam
ciacho dobre i kawa
i laurki z buziakami

sama też biegnę do swojej mamy
uściskać Ją i podziękować za tak wiele
za życie i nadzieję
 
 
wieczorem usiądę jeszcze raz
pochylę się nad Nimi
Mamą i Babcią
bo dziś ukazał się o Nich artykuł w lokalnej gazecie
"o magicznej śmierci mamy"
o tym jak odejście nie oznacza pożegnania na zawsze
i o tym, jak silna jest tak naprawdę więź ze swoją Mamą

pomimo
bez względu na
i zwłaszcza dlatego

kocham Cię Mamuś
 
 a za Męża mojego kochanego Tobie, druga Mamo, też zawsze dziękować będę...:)

















PS. Zdjęcie ciacha to wyrób i własność Cukiernia Sowa - kostka firmowa, cudo....

środa, 6 maja 2015

przez dłuższą chwilę na ganku posiedzieć, powietrzem oddychać



Nie pisałam raptem tydzień, ale w blogowym świecie to już mała wieczność.
Owszem, w głowie literki i słowa, jak zwykle, skaczą, wyciągają w górę rączki, jak dzieci w szkole, pragnąc zaskarbić sobie wystarczająco dużo mojej uwagi. Chcą, żebym je zapisała, użyła, nazwała.
Samych tytułów potencjalnych postów przewinęło się przez moją głowę chyba z dziesięć.

O tym, że podróże kształcą, we wszelkich możliwych dziedzinach - to, po naszym majowym weekendzie w Toruniu u Moniki.
O tym, że ogród pięknieje z dnia na dzień, a wraz z nim przybywają robale. A robali nie cierpię i się ich boję.
O tym, że mamą złą, kobietą nie taką, jak bym chciała, gospodynią kiepską jestem i leniwą - ale o tym już było setki razy.

No właśnie. Czuję, że się wypaliłam, że zużyłam wszystkie ciekawe tematy, że moje pisanie nie jest twórcze.
A jedyne, co z niego wynika ostatnio, to narzekanie i zaległości w życiu prawdziwym, realnym, namacalnym, codziennym, ukochanym i moim.

Zabrakło mi mojego życia. Oddychania dniem i minutą. Wyspania się.
Przycupnięcia na ganku i gapienia się na dzieci.
Nie nerwowo, że blog czeka, bo spełniać się chciałam przecież.

Teraz spełnieniem niech będzie spacer. Majowe przy Figurze, na świeżym powietrzu.
Wyrywanie chwastów, glizda na dłoni. Na szczęście na dłoniach nowiutkie rękawiczki ogrodniczki.
Rozmowa z sąsiadką przy drinku i malowaniu paznokci. Ona maluje, ja piję.
I telefon do koleżanki ze studiów.
Albo łosoś ze szpinakiem w cieście francuskim na kolację.
Spotkanie ze stolarzem, przemeblowanie w pokoju Marysi.

Życie moje.

I nie tylko moje. Bo oni też czują, że się motam. Nie lubią, gdy krzyczę.

Więc na trochę się wyciszę. Na tyle, ile trzeba. Znając siebie już lat trzydzieści siedem, podejrzewam, że na krócej, niż by się przydało. Ale zaglądać i podglądać będę. Bo blogowy świat jest jak pudełko pełne czekoladek...



Ale zanim dam odpocząć, to jeszcze zdjęcia z Torunia i wizyty u Moniki - i Jej rodzinki - z którą studiowałam lat temu sporo:) Wisła, Muzeum Piernika, Dino Park w Solcu i duuuużo świeżego powietrza:)