poniedziałek, 28 października 2013

Bezbłędny duet...

Sms od Asi...
"Właśnie miałam super widok przez okno w kuchni:)
niesamowity duet w akcji:)
wasz żywiołowy Janek i ostoja spokoju - pani Ola :)
są bezbłędni:)"

Zupełnie nie mam problemu z wyobrażeniem sobie tej akcji:) Johnny jest malutki, ale potrafi zaznaczyć swoja obecność, nastrój, emocje:)
Pani Ola to niania, opiekunka naszego Synka. A Synek za kilka dni skończy 2 latka, jest spod znaku Skorpiona, a w charakterystykę tego znaku akurat - niestety - wierzę:)
Bunt dwulatka dopada nas głośnymi, nagłymi, niezrozumiałymi napadami płaczu, narzekania, marudzenia i mazania się.
Przejdzie. Wiemy:) Ustąpi miejsca buntowi 3 latka:)



Liście...orzechy...dynie...

Miałam napisać, że znowu źle, że finansowo dolina, że do miasta po ozdoby daleko (całe 8km...) i czasu na szperanie brak, że tak by się chciało mieć i zrobić i powiesić, ale...ale...ale....

Ale co tam!
I tak małe chwilki i ozdoby można znaleźć w pobliskim lasku, podczas spaceru z dziećmi, 
własnoręcznie zebrane liście cieszą prostą dziecięcą radością i dumą 
("Mamuś zobacz jakie wielkie znalazłam! Największe!").
Darowane orzechy, dynie z łabędzia szyją znalezione u małego ogrodnika w naszej wsi.
Pomarańcza z goździkami...

Pachnie uśmiechem:)










soft & cozy

Na co dzień - w pracy - mam kontakt z meblami, tkaninami, mnóstwem tkanin!
Czasem wpadają mi w ręce prawdziwe perełki:) Grube mięsiste tkaniny z wyraźną fakturą, albo kraciaste w klimacie pachnącej papierowym kurzem biblioteki...


Albo te świąteczne, kominkowe, również w dużą kratę, tym razem brąz tuli się do czerwieni...



Ostatnio trafiłam jednak na coś tak fikuśnego, że musiało to znaleźć miejsce w moim blogu:)



sobota, 19 października 2013

Spacerkiem

Jesień w tym roku zupełnie rozbraja mnie kolorami.
Aż trudno usiedzieć w domu! Dzieci roznosi energia, trudno je okiełznać. 
Dlatego z przyjemnością i ulgą korzystam ze słonecznych dni, ubieramy się na cebulkę i wyruszamy...przed siebie:)









w sexy ciele sexy duch

Biegam. Nareszcie mogę tak powiedzieć i ani trochę przy tym nie bujać:)
Biegam, chce mi się, umiem, lubię!
Poprzednio biegałam w...liceum! Strasznie tego nie cierpiałam, wyjątkowo. Jeśli w ogóle dobiegłam do końca, to byłam raczej ostatnia. A sprint? Do dziś z łatwością udaje mi się oszacować dystans 100m, bo kojarzy mi się z setką z liceum:) Trauma:)
Potem próbowałam biegać z Sąsiadką, po urodzeniu Małej, ale moja ówczesna kondycja pozostawiała sporo do życzenia...
A teraz? Od kilku tygodni staram się wyrwać 2-3 razy w tygodniu, jest to czas dla mnie, nie muszę jechać do miasta, umawiać się, być zależna. I o to właśnie chodzi. Już dawno przestałam udawać, że zdążę, że mogę, że dam radę. Wiązało się to ze stresem, nerwowością i czasem na końcu płaczem...bo nie mam się w co ubrać, bo wyglądam grubo.
A teraz? Może i nie umawiam się z koleżankami, nie przesiaduję w kawiarniach, klubach (hehe, żeby choć wiele takich było w naszym pobliskim mieście...). Nie chodzę na zumbę, na basen. Ale mogę biegać!:) Kiedy chcę i..zawsze minimum pół godziny:) Wracam zmęczona, spocona, ale szczęśliwa. Oby trwało to jak najdłużej:)



piątek, 11 października 2013

Czosnek z pietruszką

Niedawno robiłam kolejne bułeczki z przepisu Doroty - czosnkowe z pietruszką.
Mają figlarne kształty, wspaniale pachną i są przepyszne!





Podobno widać po mnie ostatnio więcej pozytywnej energii:) Kolekcjonuję pojedyncze chwilki, jak zapasy, a uzbierane w godzinkę wykorzystuję na pichcenie. Lubię to słowo. Pasuje jako określenie moich kulinarnych prób. "Gotowanie" kojarzy mi się z...ziemniakami, z gotowaniem ziemniaków:) 
Uwielbiam więc pichcić dla samego czasu spędzonego na robieniu tego, co lubię. No, oczywiście zyskują na tym najbliżsi, bo raczej nie zdarzają mi się większe wpadki, czasem danie nie wygląda najpiękniej, ale zawsze da się je zjeść:)

Październik


W tym roku październik jest wyjątkowo piękny i ciepły.
Zachwyca kolorami, liście zmieniają barwy z dnia na dzień. 
Wracając z pracy mogłabym zatrzymywać się co chwilę i robić zdjęcia drzewom:)
Boję się, że za kilka dni liście opadną i zrobi się goło...

Wczoraj udało mi się uchwycić dom i ogród Rodziców B. w ostatnich promieniach popołudniowego słońca. Śmiech dzieci, pokrzykiwania papużki, szelest opadających liści.
Nie wpuszczamy jeszcze jesieni do domu, trzeba nacieszyć się nią na świeżym powietrzu!:)
























środa, 9 października 2013

Lawenda

Dziś lawendowo...pachnąco...
moje ulubione ogrodowe lawendowe zdjęcia...
W ten weekend pewnie zabiorę się za ich przycinanie, sam kwiat, a z niego? 
Może miód?
 Bukieciki?
 Suszki?











wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...