poniedziałek, 14 listopada 2016

bilet w jedną stronę

Siedzę na drewnianym, dziecięcym krzesełku, przy kominku, ogrzana jego ciepłem. W dłoni piękna kryształowa szklanka, do połowy pełna... kilka łyków dobrego drinka i się włączają...
...te myśli...
...te moje myśli...
Oglądam film o pasji, o niemożliwym. Niemożliwym, które okazuje się możliwym. O szaleństwie. Sięganiu ponad. O trudzie próbowania, upadania i podnoszeniu się od nowa.
O nadziei, uporze, przekonaniu, że to niemożliwe musi się udać.


A może ten film jest całkiem zwyczajny, tylko moje myśli,  znane mi dobrze, schowane przede mną...ubarwiaja, dodają, nazywają... Może widzę w tym filmie siebie?


Zazdroszczę.
Innym.
Ich talentu. Świetnych pomysłów. Pomysłu na siebie. Konsekwencji. Organizacji.
Wydają się lepsi. Silniejsi. Zadbani. Poukładani.
Zazdroszczę, bo mam wrażenie, że im się udaje, a ja tkwię w jednym punkcie. Oni idą swoją drogą.
A ja?


Ostatnio wydaje mi się, że tuptam w tym samym miejscu. Po kroku do przodu, dwóch w bok jeden i kolejny, i znowu trafiam na to samo skrzyżowanie.
Bo czasu za mało. Bo dzieci wciąż nieduże. Bo praca, zadania domowe, zdrowe odżywianie, wkładanie naczyń do zmywarki, wyciąganie ich z powrotem.
I znowu korek. Codzienne dejavu.
Mam wrażenie, że powinno coś jeszcze się dziać. Siadam czasem w ciszy rzadkiej, z  muzyką w tle spokojną i rozmarzam się. Zastanawiam, dumam... czy jest coś jeszcze? i kiedy?
Do niektórych chwil tęsknię, o niektórych marzę.
Noszę je w sobie.
Są moje. I odzywają się czasem właśnie. Niezmiennie przypominają, szeptem niemal, że niemożliwe jest przecież możliwe. I ja to wiem.


Bo trzymam w rękach bilet w jedną stronę. Tę moją, tę jedyną.
Bilet na życie we dwoje, z dziećmi niedużymi, z porannym pośpiechem, z niedokończoną elewacją.
Na życie ze słabościami, które są tak moje, że aż trudno mi na nie narzekać i przyznawać się do nich.
Na życie z tuptaniem w jednym miejscu, tak długo, jak trzeba, zanim ruszę dalej.
Na życie niemożliwe, które dzieje się tu i teraz. Niemożliwe, bo jeszcze dziesięć lat temu nie wierzyłam, że w końcu się spełni. Nie mogłam słuchać, jak inni mówili o swoich... zadaniach domowych, wspólnym kredycie, wkładaniu naczyń do zmywarki i wyciąganiu ich z powrotem. Kompletów cztery. A ja marzyłam, pragnęłam, próbowałam. Bo sama nie miałam. A lata leciały. Choć nadzieję już wtedy traciłam na miłość, normalność, spokój serca. Na szczebiotanie, mruczenie, śpiewanie i kolejny klocek lego pod dużym palcem u nogi.


A przecież niemożliwe stało się możliwe. Odnalazłam Swoją Drogę. A na niej i Ciebie i Ich.
I dom. Z kominkiem, przy którym pomarzyć mogę o kolejnych stacjach. Z krzesełkami dziecięcymi w salonie.
I już nie martwię się o to, czy jest coś jeszcze. Przecież myśli krążą, marzenia szeptają. Nie odpuszczą. Ani ja im. Noszę w sobie jeszcze sporo niemożliwych.
I mam bilet w jedną stronę. Z takim się nie zawraca.










13 komentarzy:

  1. Piękny tekst... Odnajduje w nim i siebie...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ania! Jak Ty napiszesz... to naprawdę....
    Wdzierasz się w moja duszę. Czasami boje się tu zaglądać :)
    Twój blog jest blogiem roku, lat, wieczności w dziedzinie literatura!

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę jeszcze. Aniu, cieszę się, że jesteś szczęśliwa, że jesteś tak pięknie zakochana :) Pisz nam jak najwięcej. Tak cudownie układasz litery o życiu, o nadziei i zwykłym/niezwykłym szarym dniu. Marzę o spotkaniu z Tobą, choć pewnie nie wydusiłabym z siebie zbyt wiele, z zachwytu nad Twoją osobą, talentem do pisania, tak pięknym przeżywaniem życia to jednak mogłabym spojrzeć w Twoje oczy i zabrać to wspomnienie ze sobą na zawsze :) Pomagasz mi. Pewnie o tym nie wiedziałaś :) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana... jak Ty mi dzień dzisiaj pokolorowałaś! Poczułam się...wyjątkowa:) Pisanie to moje marzenie, moje plany nieśmiałe, nieudolne, ale próbować nie przestanę. A takie obecności, jak Twoja i wielu innych mi już bliskich tu zaglądających, zawsze dodają skrzydeł:) dziękuję!
      Nie ma na co czekać! Trzeba się spotkać:) Od dawna się przecież znamy:) ściskam:)

      Usuń
  4. Kochana moja, ja również czasem mam wrażenie, że w miejscu tuptam, ale to tylko pozorne tuptanie w miejscu, prawda? Bo czas w miejscu nie stoi, nie zaczeka, wszystko dzieje się tu i teraz, jutro już jest inaczej.
    Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym, tak jak i Ty, u SIEBIE już tuptać, naczynia wkładać i wyjmować ze SWOJEJ zmywarki i siedzieć przy SWOIM kominku, rozmyślając. Ale czekam i nie pospieszam, a w międzyczasie postanowiłam wykorzystać chwile najlepiej, jak umiem, robiąc to, co kocham całym sercem.
    Bo tak jak i Ty wierzę, że niemożliwe jest przecież możliwe. I tego się trzymam :))
    Uściski przeogromne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat na nas nie poczeka, czas leci, na siłę go nie zatrzymamy... "jutro już jest inaczej".. czasem to właściwie wybawienie! Czasem, na drugi dzień, tuptanie boli już mniej:) zwłaszcza, gdy się czyta Was:)
      Życzę Ci Twojego niemożliwego:) buziaki:)

      Usuń
  5. Jak bym słyszała swoje myśli...i to nie pierwszy raz....Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie stoisz w miejscu.. każdy Twój dzień jest inny od poprzedniego i jak widzę bierzesz życie garściami.Tak trzymaj jesteś cudowną osobą. .wspaniałą żoną i super mamą a życia nikt z nas nie zatrzyma ono biegnie tak jak i my biegniemy;)
      Pozdrawiam-Lawendowa;))
      martaimama.blogspot.com

      Usuń
    2. Dziękuję Kochana za takie dobre słowa:) Życie biegnie, masz rację, trzeba dotrzymać mu kroku, ale najlepiej na swoich warunkach:) uściski:)

      Usuń
  6. Aniu, przeczytałam, i tak jak ktoś już napisał uważam , że potrafisz się wedrzeć w duszę, swoją i innych też! masz talent i jesteś wyjątkowa, a tuptanie w miejscu też jest potrzebne, zwłaszcza jeśli to "nasze" miejsce :) pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) A wiesz, że urodziłyśmy się w tym samym dniu? Tylko, że ja o parę lat wcześniej:)

      Usuń

włoskie wakacje. cz. 4. Passo Stelvio - triumf konsekwencji

Na początku zaznaczę, że poniższa relacja jest zbiorem moich własnych emocji, przeplecionych nader istotnymi liczbami i faktami. Moich...