środa, 29 kwietnia 2015

lenistwo osobiste


no co zrobić...
gdy ogarnia mnie senność, wmawiam sobie, że znowu mi się należy
leżenie
ciśnienie niskie
resztki zimowego czy wiosennego przesilenia
silne pole grawitacyjne na sofie
poduszka pilot powieki
 
leżę i rozmyślam
że zrobiłabym tak wiele
gdyby mi się chciało
 bardziej
 
czyste lenistwo
owszem może należeć się w sobotę i niedzielę
i w poniedziałek na zachętę
bo poniedziałki trudne są z zasady
 
ale jeśli leżę do środy
błąkam się po domu wieczorem
szukając usprawiedliwienia
 
a potem się wkurzam
złoszczę biadolę
popłaczę nad stertą ciuchów niepoukładanych
nie taki dom wymyślałam
nie taką siebie
 
 i czuję to lenistwo swoje
jakby obok mnie siedziało
na tej sofie
namacalne ciężkie uparte
za nic nawet ręką nie mogę ruszyć
żeby je wygonić
 
otrząsnąć się wstać energicznie
koc zrzucić
jak skorupę twardą jak w tej reklamie
kajdany bym napisała ale to już przesada by była spora
 
powietrze i tlen przez nos do każdej komórki śpiącej wtłoczyć
i działać
przypomnieć sobie ile potrafię
i że potrafię
 
nie spać!
NIE SPAĆ!
 
 

niedziela, 26 kwietnia 2015

gdzie uczą jak być rodzicem udanym?

Nie do końca pojmuję, jak to działa w blogowym świecie, ale zauważyłam, że podatny jest na epidemie.
Jeden temat czasem potrafi przewinąć się niemal równocześnie przez kilka blogów.
Nie, nie krytykuję, stwierdzam.
I jakkolwiek daleka chciałabym być od podążenia za tą falą, tym razem ulegam.
Epidemii bycia mamą złą.
Nie dość, że złą mamą, to jeszcze mamą złą.
Weekend minął, ciepły, przyjemny, pracowity.
A ja? O dziwo nie ochrypłam, po tysiącu wykrzyczanych...
nie rób tak
przestań
ciszej!
zostaw to
daj mu spokój
poczekaj
nie biegajcie!
oddaj jej to!
nie teraz
ile razy mam prosić???
skończyłeś?
jedz!
odłóż!
no dalej!
idziesz?
ciszej!

Złość w dwie sekundy uderza jak tsunami i wypełnia mnie po brzegi.
Policzki pieką z emocji, zęby zgrzytają od gniewu, powieki szczypią od pierwszej łzy.
Tak bardzo chciałabym być mamą ciepłą, dobrą, spokojną...
O której mówią, że złego słowa na drugiego nie powie. Zawsze ma czas, pomoże, pokieruje.
Że zawsze uśmiechnięta, że chce się z nią przebywać.

Czy ze mną chce się przebywać? Dzieci kochają bezwarunkowo, ale wiem, że nie lubią, gdy podnoszę głos. Gdy wychodzę z siebie.
Bo czasem zauważą.

Jak to robić? Gdzie uczą być rodzicem udanym?
Czuję, że wystarczy kilka godzin, a moja nagromadzona wcześniej, wygrzana wiosennym słońcem, dobra energia spala się z hukiem.

Znajomi poklepują "to minie, wyrosną".
Ale ja nie chcę czekać, przeczekać. Chcę już być dobra, ciepła i spokojna.
Chcę tulić do snu miękkim głosem, miłością.
Czy to właśnie czują, gdy w końcu gaśnie światło?

A co ja czuję, gdy gaśnie światło? Jeszcze szum. I gorzki żal. Bo znowu za mało się starałam. Brwi strapione i skupione. Od jutra spróbuję od nowa. Jeszcze raz.

Mama moja mówi, że w końcu się udaje. Ale dopiero przy wnukach....

szczypta Prowansji...albo dwie:)

marzy mi się Prowansja
podróż
bagietka... deska serów, wino...
czosnek, oliwa, pomidory...

wczoraj na śniadanie Wysokie i inlet o Grand Tour of Switzerland - to znak!  już wiemy, że kiedyś, pewnego dnia, zorganizujemy się i objedziemy tą naszą Szwajcarię, zajrzymy ponownie lub na nowo, wrócimy do kilku znanych już miejsc i odkryjemy razem te nieodkryte...

ale Prowansja...te kamienne uliczki, piaskowe domy, gorące powietrze i wrażenie, że czas wolny, wakacje, urlop, wolność, lekkość...nigdy się tu nie kończy...trwa...
tak, jak moja, nasza miłość do prowansalskich zakątków...
to jest TO!
właśnie oglądam "It's complicated", piję wino, prasuję! rozglądam się po salonie, niedoskonałym, powiedzmy, bezpiecznym dla dzieci, a jeszcze bardziej dla potencjalnych ozdób, dekoracji, które będą, kiedyś
i tak sobie myślę...niech to "kiedyś" w końcu nadejdzie! jak to zrobić - jeszcze nie wiem, ale mam szczerą nadzieję, że mój zmysł dekorowania narodzi się we mnie na nowo...tak, jak to się właśnie dzieje ze zmysłem kulinarnym
(podobno ostatnio idzie mi coraz lepiej, znowu słyszę "pyszne!" na smak mojego ciasta i domowego pasztetu!)

bo zmysł do pisania chaotycznych postów mam na pewno

w każdym razie.... pragnę w naszym domu szczypty Prowansji:)
sielskości, ciepła, charakteru
beży, kremów, taupe
zapachu ziół prowansalskich i lawendy
pełnego stołu i gwaru przyjaciół i znajomych

od czego zacząć? inspiracji znajdę z pewnością mnóstwo, więc pomalutku będę tworzyć nasz prowansalski nastrój w domu, bo w sercach zamieszkał 7 lat temu:)










piątek, 24 kwietnia 2015

te najlepsze chwile - tym razem optymistycznie i dla usmiechów:)



Od wczoraj myślę...
cały czas brzmi mi w uszach...bo usłyszałam, że smutno, że posty poważne...
i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że potrzebujemy więcej radości!
Że na co dzień nie jestem przecież aż taka zadumana, nie słychać moich ciężkich westchnień na każdym kroku...
że sporo we mnie emocji, ciszy w sumie za mało..
uśmiecham się i śmieję
rozśmieszamy się z B. - tak, tak, podziałał na mnie komentarz Marty pod postem u Iwony, która pisze, że my, blogerki, głównie o dzieciach, a przecież przede wszystkim jesteśmy kobietami, żonami, partnerkami:)
choć i tak o dzieciach pisać będę, bo one nadają obecnie naszemu światu barwy kolorowe - mam tu na myśli nasz prywatny, domowy świat z B.

od uśmiechu zmarszczki robią się w tych dobrych miejscach na twarzy:)
zamiast grubej pionowej kreski między brwiami:)

te najlepsze chwile przydarzają się codziennie
tak, jak wczoraj, kiedy piąteczka dzieci cudownie szybko odnalazła wspólny język - nie dziwne, mamy blogerki:) i w dodatku się lubią - oj, tu pozdrowienia również dla towarzyszącego Czytającego B., bo mógłby się obrazić, że pominęłam:)
i te nóżki fikające w wózku
i te buźki brudne później od lodów
i pomysły na zabawę, chowanie się z całym dobrodziejstwem pluszowego inwentarza w ogrodowym koszu na trawę
albo kolorowe obrazki suszące się na parapecie, motyle, serduszka wymalowane małym paluszkami
za dużo, ale co zrobić, bajek obejrzanych w każdej możliwej pozycji - jak my wtedy lubimy tą ciszę chwilową w domu!

lubię też planować te chwile najlepsze, już wiedzieć dokąd, jak i z kim
bo, że pod namiotem, to wiemy już od dawna:)
będzie hardcore...:)








środa, 22 kwietnia 2015

ta najlepsza chwila





bardzo blisko mnie
kolejne pożegnanie
odejście na zawsze

jakie życie jest ulotne
krótkie
ale ile to jest to długo?
zawsze za krótko...?

jednego dnia jesteś
a wszystkie te później już bez ciebie
ty się zatrzymujesz
ale obraz ciebie w oczach innych
już się nie zmieni
już się bardziej nie postarzejesz




 
 
Czasem przechodzimy obok kogoś każdego dnia, uznając, że go znamy.
W pracy, lokalnym sklepie, na zebraniu z rodzicami.
Ale tak naprawdę nam znany jest tylko mały wycinek życia tych osób, pojedyncze historie, które budują niedoskonały obraz znajomego w naszej wyobraźni.
Zdarzyło mi się nie raz, nie dwa, poprzestać na tej niedoskonałości, ale! być na tyle bezczelną, że to na niej oparłam swoją opinię o danej osobie.
Nieładnie, wiem.
Wstyd mi było wtedy przed samą sobą za te pochopne oceny. Za samo ocenianie.
Jakim prawem ustawiam kogoś na półce, nadaję mu etykietkę?
Zamiast brać, jakim jest.
Może to jego gorsza chwila w życiu? A może właśnie ta lepsza?
A może jedna z ostatnich...

Prawdę znają Ci bliscy, tak naprawdę bliscy.
A może tylko my sami?
A może tylko Bóg?


jadę i słucham
śpiewam na cały głos
a potem sobie płaczę po cichutku
za tymi, co już się nie postarzeją
i nad sobą
bo ja chcę się zestarzeć
bardzo chcę
z tymi wszystkimi chwilami...

********************************************************************

"Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam
Śpij, nocą śnij, niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi
Teraz śpij
Niech dobry Bóg zawsze cię za rękę trzyma

kiedy ciemny wiatr porywa spokój, siejąc smutek i zwątpienie

 Pamiętaj, że... jak na deszczu łza - cały ten świat nie znaczy nic a nic...
Chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil...

Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, żeby umieć żyć bez znieczulenia
Bez niepotrzebnych niespełnienia myśli złych

Jak na deszczu łza - cały ten świat nie znaczy nic a nic...
Chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil...

najlepszą..."
Autor: Maciej Balcar
"Do kołyski"
z repertuaru Dżem


 


 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

just be me





"Kochanie, siódma..."
Jeszcze nie nerwowo, jeszcze tylko szept, ale już wiem, że jest źle.
Codziennie rano jest źle.
Codziennie spóźniam się do pracy o sekundy lub minuty.
A najwięcej, jak reszta idzie na dziewiątą....wtedy wstaję najpierwsza i wydaje mi się, że zdążę naprawić świat w ciągu pół godziny. Nastawiam zmywarkę i pralkę, dokładnie zgarniam okruszki z kuchennego blatu. Śniadaniówki już pełne - kanapki z białym serkiem przekrojone w trójkąty, żeby lepiej się dzieciom jadło. W mini pojemniczku serek homogenizowany z pokruszonym herbatnikiem i kostkami jabłuszek. Żebym tylko nie zapomniała o łyżeczkach. Kilka fistaszków albo rodzynek. Czasem ciasto bananowe.
Na stole koktajl z banana, kiwi i gruszki. Wyczytałam, że to hit. No...dla mnie to hit, bo przecież większość już go zna. Pyszny, bez białego cukru, a ja się cieszę.

Ale to nie dziś.
Dziś alarm, bieganina szybsza i bardziej nerwowa, niż zwykle.
"Daj, ja ubiorę" wymieniamy się dziećmi. Szczęśliwie nie marudzą i przytakują na przygotowane wcześniej stroje. Księżniczka Zosia, Zygzak McQueen. Spineczki, dwie kiteczki, okulary. U Janka gluty pod noskiem, wywieszony język i ściskany w rączce traktorek. Ich ruchy taaakie wolne, inny wymiar. Ja biegam boso, pełna synchronia zmysłów (mimo, że bliska jestem ich postradania (co to za słowo w ogóle???) ) - jednocześnie czeszę Małą, drugą ręką wrzucam śniadaniówki do plecaków, wycieram Jankowi nos. Potem kroję sałatkę dla siebie i żałuję, że nie mam trzeciej ręki albo nie potrafię nogą otworzyć lodówki i wyjąć z niej roszponki. Myślami przelatuję po półkach w szafie i znowu nie wiem, w co się ubrać! Kot zdziwiony, codziennie tak samo, patrzy na mnie zza okna przy zlewie. Gdyby umiał robić miny, już widzę, jak by ona wyglądała.... bo nie umie, ale ja i tak ją widzę, minę beznamiętnie zdegustowaną.
B. zapina kurtki, mota się z apaszkami, przekręca czapki. Chwyta plecaki, szybki całus i wychodzą. Nie bez przepychania i łez, bo między naszymi dziećmi trwa nieustający wyścig. Pierwszy ja, pierwsza ja, zawsze i o wszystko.
Poszli. Cisza w domu. W mojej głowie panika. Już tak późno, a ja niekompletnie ubrana, bez pomysłu na strój. Tory na pewno zamkną, będę gonić pociąg ten sam, całą drogę, czekając jak sierotka na trzech przejazdach. Ale przynajmniej posłucham resztek Nogasia i domaluję rzęsy na luzie.
Ta cisza w domu. Tylko w mojej głowie jeszcze resztki zgiełku, szumu, poganiania. Myśli rozpędzone, i te same, co zawsze żałosne westchnienia...

Czemu tak  musi być? Czemu każdy ranek taki sam, nerwowy i z zadyszką? O ile wcześniej musiałabym iść spać poprzedniego wieczoru, żeby rano obudzić się na czas z uśmiechem i powolnym krokiem?  Czy to możliwe? O tak!
Ale u innych. Moja doba musiałaby mieć dodatkowe kilka godzin. Ale ja i tak nadal bym się spóźniała.

Czyli to jednak kwestia mnie. I naszej cudownej zwariowanej Rodzinki:) Już taka jestem. I wszystko wiem, całkiem świadomie popełniam moje własne błędy. Pozwalam, żeby się pojawiały i truły mi każdy dzień. Dość dokładnie je powtarzam, jak dejavu, jeden po drugim. A wystarczyłoby tak właśnie, po kolei usuwać ich przyczyny. A ja się poddaję na samą myśl o rewolucji w naszej sypialni i pokoju dzieci. Muszę wypatroszyć szafy z tego, co za małe, za ciasne, za stare i za nieużywane-od-lat. Dać tym szafom odetchnąć, a dzięki temu odetchnę i ja. Żebym potem nie szukała dwa dni tej spódnicy w granatowe białe pasy.

Ale to nic. W jednej z amerykańskich komedii, nota bene o mamie blogerce (chyba już o nim wspominałam), usłyszałam kilka całkiem niezłych, o dziwo, tekstów. Bardzo mi się spodobały i będę je sobie powtarzała, tak często, jak się da:

Wątpię, żeby Bóg popełnił błąd, dając twoim dzieciom CIEBIE, jako ich mamę

 
 
Myślałam, że to moje życie musiałoby się zmienić, żebym znowu mogła czuć się szczęśliwa - BŁĄD!
Moje życie JEST wspaniałe! Żeby to dostrzec, zmiana musiała zajść we mnie.
 


wtorek, 14 kwietnia 2015

budzę się - wpis dwudniowy

budzę się!

do życia
do planowania
do realizowania

ze słońcem chce mi się więcej i czuję, że więcej mogę!
wraca energia zaspana po zimie i wiosenno-niewiadomo-jakim przesileniu
nigdy w nie za bardzo nie wierzyłam, a tu masz!
ale już się otrząsam
i widzę rozpacz małą w lustrze
miękko, krągło, ciasno
czuję zmiany, ale takie, które skradają się z wiekiem, przycupną, dociążą, i pozbycie się ich graniczy z cudem
dwa kilogramy w ciągu Świąt zdobyć - żaden trud
ale je zgubić? plus jeszcze chyba z pięć?
kilka lat temu wystarczyło, że...było już po Świętach, normalne posiłki, codzienny ruch
mając 35+ niestety wszelki nadmiar trzeba porządnie wypocić, sam nie zniknie

tak więc dziś, w poniedziałek trzynastego kwietnia - budzę się i zaczynam jeść otręby, popijając truchtem
wiem, że cukierki i czekolada leżą, leżą i czekają na moją chwilę słabości
pewnie i takie nastąpią...
ale nie zamierzam rozpoczynać diety trwającej 10 lat!

jest 12:58, a ja jak dotąd zjadłam naleśnika (smażyłam je dziś rano dla dzieci, czerpiąc euforyczną radość z tego, że one jedzą, że ich brzuszki budzą się ze smakiem domowych przekąsek, a nie pełne czekoladowych kulek z nestle)
o 11:00 sałatkowa owocowa własna (gruszka, melon, kiwi) z garścią musli i łyżką jogurtu truskawkowego
czekam na..o! to już! 13:09 - sałata lodowa z fetą, kozim serem, pomidorem i miodowo musztardowym dressingiem
to lecę...


...hmm...pyszne
co prawda żołądek zdecydowanie zbity z tropu, rozpędził się, rozochocił a tu....dno i koniec
chcę więcej!
pozostaje woda z cytryną i odmierzanie godzin i minut do następnego niby posiłku:)

ale jestem z siebie dumna
dzień pierwszy, tzn. jego połowa, bez porażek:)

WTOREK
Wczoraj nie było źle, co prawda zjadłam i loda truskawkowego (cała rodzinka jadła, mi ślinka ciekła po brodzie, więc uległam), (ale mówią, że zimna słodycz jest lepiej spalana od ciepłej:) ) i małe opakowanie ciasteczek bebe. Ale zasypiając czułam głód, więc mały sukces można odnotować.

Dziś od rana kawa zamiast wody. niedobrze. I mała kanapka. Na drugie śniadanie melon.
Co oznacza, że do 16:00 wypiję chyba dziesięć szklanek wody:)
I jak tu pracować przytomnie....

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

filtr na niechciane



Najchętniej schowałabym się przed światem.
Przytłaczają mnie informacje o okrucieństwie, dziwactwach, które wpraszają się w nasze życie nachalnie i bez pytania. Nawet w gazetach, które lubię czytać, napotykam na przefarbowane artykuły, przejaskrawione opinie. Z każdej strony, chcąc nie chcąc, potykam się o zło. I nawet tam, gdzie, - wydaje mi się - wcale go nie ma, ludzie je kreują. Przekształcają codzienność lub zwykły normalny do przeżycia trud, w dramat i skandal. Podkreśla się, przejaskrawia niedobre. Byle  bardziej niesmacznie, dosadnie, szokująco. Mówią, że na to wszystko znajdują się odbiorcy, czytamy, zaglądamy, domagamy się.
Ja nie. Oj, zaintryguje mnie nieraz jakaś zmyślona historia o którymś z celebrytów. Odruchowo klikam. Ale nie chłonę.

Męczą mnie te wszystkie niby prawdziwe, wstrząsające, mające przykuć uwagę i zaniepokoić, rewelacje.
Świat jest okrutny. Wiem. Być może to tchórzostwo z mojej strony, ale o wielu prawdach wolałabym nie wiedzieć. I uchronić przed wiedzą o nich nasze dzieci. Póki są dziećmi i czują się bezpiecznie.

Chciałabym móc czytać i słyszeć prawdę. A nawet suche fakty przedstawiane są przez stronę, Nieobiektywnie. Narzucają ocenę. Od razu sugerują opinię.
I te narzucone opinie i osądy trafiają do młodych i miękkich ludzi. Kształtują ich kręgosłupy. Podpierają światopogląd. Jak mają oni potem samodzielnie podejmować własne decyzje, gdy nie dostaną podpowiedzi z mediów?

Dlatego ostatnio mam ochotę trochę się oderwać, uciec, zamknąć oczy i uszy na wiadomości serwowane w telewizji i portalach internetowych, na nagłówki z gazet.
Ubrać się w filtr na niechciane.






środa, 1 kwietnia 2015

ciemno, ale nie głucho



za oknami wiatr jak szalony
mknie i rządzi
groźny i silny
ciemno, ale nie głucho

w domu cicho
tylko wiatr świszczy przy kominku
wszystko śpi
bez prądu
ciemność

białe kartki, czarne litery
jedna za drugą, przy blasku świec
wino lekko słodkawe
wtulona w koc z Montany
policzki rozgrzane

i ta cisza mediów cudowna
oddech dzieci śpiących
podekscytowanie potencjalną nudą
leniwie i bez pośpiechu

jestem




"wyjdź ze mną na deszcz"

"wyjdź ze mną na deszcz" z płyty "Mój dom", Kortez Od kilku dni chodzę, jak zaczarowana. Zresztą, nie tylko ja.....