piątek, 7 lipca 2017

that's all...



Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście.
Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piątek.
Dzień, jak co dzień.
Zabrakło mi sił, żeby cieszyć się tym, że przede mną dwa tygodnie piątkowych wieczorów, lenistwa, wolnych poranków... że w poniedziałek nie muszę nastawiać budzika i iść do pracy:)


Ale potem przyszły do mnie, te myśli jak balsam, odezwało się to coś w środku, co reszcie kazało słuchać... słuchać uważnie...




Weź swoje życie. Teraz. Tutaj. Ze wszystkim.
Jest twoje.
I nie bój się.
Nie planuj za dużo. Za dużo nie oczekuj.
Bądź odruchem, ochotą, wolą, wolnym biegiem.
Oddychaj głęboko.
Nie spiesz się.
Żyj po prostu, po prostu żyj.


That's all...




To bądź odruchem przyszło mi na myśl już wczoraj, gdy idąc chodnikiem niemal w centrum miasta - kichnęłam. Raz. I drugi. A potem usłyszałam "na zdrowie" od nieco starszego Pana i nieco starszej Pani, którzy przejeżdżali akurat obok mnie na rowerach i od Pewnego Kogoś, kto odezwał się zza wysokiego gęstego żywopłotu. Pewien Ktoś mnie nie widział, ani ja nie widziałam Jego, więc to odruchowe na zdrowie wywołało we mnie szczerą radość:) Serdecznie wszystkim podziękowałam. I nie przestawałam się uśmiechać przez długie minuty.
Bądź odruchem. Bo jest w nas - tych słodkich, dobrych, życzliwych ludzkich odruchów - całe mnóstwo.
Wystarczy wrzucić na luz, nie bać się, nie ścigać ze sobą i resztą świata.


That's all...








niedziela, 2 lipca 2017

Sowia Dolina i nasz weekend w Karpaczu



Bardzo spontanicznie, niemal w ostatniej chwili, zdecydowaliśmy się spędzić długi czerwcowy weekend w Karpaczu. Na szczęście mamy tam sprawdzone, boskie (!) miejsce, więc wystarczył jeden telefon i nocleg zarezerwowany. W Willi Sowia Dolina byliśmy już dwa razy, sami, tylko we dwoje, ale za każdym razem obiecywałam sobie, że musimy przyjechać tu z dziećmi. Udało się:)








Uwielbiam Sowią Dolinę, znajduje się w cichej części Karpacza, prawie w lesie, nad ranem budził nas śpiew ptaków (i zapach racuszków z kuchni na dole:) ). No właśnie, te śniadania... Marysia pierwszego poranka wyskoczyła z łóżka, otworzyła drzwi pokoju i woła do mnie... "mamusiu! już pachną te racuszki, o których mówiłaś!":) Kraciaste tapety, obserwująca nas sowy, zapach jasnych drewnianych mebli w pokoju i śniadania, to to, co najbardziej urzeka mnie tutaj. Ach, no i jeszcze cisza, cisza...











Pani Magdo, mimo, że tym razem się nie widzieliśmy, czuliśmy Waszą obecność:) Dzieci były zachwycone (odliczały godziny do 21:00, żeby na pewno zdążyć na jacuzzi...), mi udało się posiedzieć na ławce z kawą! Długo!:) No i ta herbatka wanilia z miodem...
Dziękujemy:)


Pogoda nam sprzyjała, mimo wszystko. Pomimo deszczu udało nam się wcisnąć z naszymi planami i spędzić bardzo dużo czasu na świeżym powietrzu. Nóżki bolały (chyba i tak najbardziej mnie!). Jestem z nas bardzo dumna, bo to był pierwszy raz naszych dzieci w górach i dotarliśmy do Schroniska Samotnia. Janko częściowo na barkach taty, ale zrobiliśmy to:) Radość wielka, fochów parę też, pierogi ruskie i kufel piwa po odstaniu w gigantycznej kolejce - należało nam się bardzo:)
Czyli teraz z górki:) Dzieci górami zarażone, Marysia dodała chodzenie po górach do swojej listy "ulubionych hobby".




A góry? Zachwycają, jak zawsze, a dodatkowo wróciły mi wspomnienia z lat bardzo szkolnych. Kiedyś to ja byłam dzieckiem, nastolatką, bolało pod górkę i potem w dół, ale tak naprawdę niewiele się zmieniło przez te trzydzieści lat. Widoki, wrażenie oderwania się od przyziemnych zmartwień, i ta radocha, gdy dotrze się do celu - nadal to mam i teraz przekazuję naszym dzieciom. Mamy nadzieję, że trwale i na zawsze.













Tak więc, wrócimy... wrócimy na pewno...





wtorek, 27 czerwca 2017

lawenda

 

To ta pora roku, gdy nasza kochana lawenda szaleje. Nabiera głębokiej barwy, zwabia setki bąków, zdobi, rozkochuje, zachwyca...
Patrzę przez kuchenne okno rano... i po południu i pod wieczór... i napatrzeć się nie mogę...

 

niedziela, 25 czerwca 2017

rowerem





Jeszcze jakiś czas temu, gdy ktoś mnie pytał, czy uprawiam sport, robiłam wielce zakłopotaną minę.
Niby trochę narty - czytaj pięć dni w roku, w porywach do siedmiu...
Niby trochę biegałam - kolejne pięć razy...w roku, chyba, żeby liczyć bieganie po domu w poszukiwaniu drugiej skarpetki, drugiej rękawiczki i gumek do włosów... Ale takiej kategorii w endomondo nie ma o dziwo...
Czyli raczej słabo.


Na szczęście od ponad roku jeżdżę. Mam swój własny miętowy rower i bardzo się polubiliśmy.
Staram się trenować (to tak ładnie brzmi, prawda? zamiast przejażdżka rowerem - trening!)...


poniedziałek, 19 czerwca 2017

zobacz... zobacz...

z każdej książki, którą kiedyś przeczytałam, coś zostało
albo z filmu, pięknej sceny
lub z życia mojego własnego siedzi we mnie coś
co wraca, przypomina się lub przysiądzie gdzieś z tyłu
i ciepło przynosi
wrażenie spełnienia
poczucie szczęścia
dokładnie wtedy, gdy mi dobrze


niedziela, 18 czerwca 2017

mniej istnieć, żeby bardziej być





Każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze dni.
Każdemu zdarzają się sukcesy, którymi nie sposób się nie chwalić. Ale zdarzają się też i momenty, których zwyczajnie się wstydzimy.
Każdy ma prawo do błędu, może się pomylić, zapędzić. Ale zaraz obok ma i prawo do poprawy, do nowej szansy. I tej kolejnej.
Każdemu może się nie udać. Ale może się też udać, dzięki wielkiej pracy i poświęceniu.

Smutne to czasem, że niby wiedząc to wszystko - nadal - często czujemy się lepsi, mądrzejsi i ważniejsi.
Nieomylni.
I pragniemy poinformować o tym cały świat. Czy tego chce, czy nie.

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...