wtorek, 14 kwietnia 2015

budzę się - wpis dwudniowy

budzę się!

do życia
do planowania
do realizowania

ze słońcem chce mi się więcej i czuję, że więcej mogę!
wraca energia zaspana po zimie i wiosenno-niewiadomo-jakim przesileniu
nigdy w nie za bardzo nie wierzyłam, a tu masz!
ale już się otrząsam
i widzę rozpacz małą w lustrze
miękko, krągło, ciasno
czuję zmiany, ale takie, które skradają się z wiekiem, przycupną, dociążą, i pozbycie się ich graniczy z cudem
dwa kilogramy w ciągu Świąt zdobyć - żaden trud
ale je zgubić? plus jeszcze chyba z pięć?
kilka lat temu wystarczyło, że...było już po Świętach, normalne posiłki, codzienny ruch
mając 35+ niestety wszelki nadmiar trzeba porządnie wypocić, sam nie zniknie

tak więc dziś, w poniedziałek trzynastego kwietnia - budzę się i zaczynam jeść otręby, popijając truchtem
wiem, że cukierki i czekolada leżą, leżą i czekają na moją chwilę słabości
pewnie i takie nastąpią...
ale nie zamierzam rozpoczynać diety trwającej 10 lat!

jest 12:58, a ja jak dotąd zjadłam naleśnika (smażyłam je dziś rano dla dzieci, czerpiąc euforyczną radość z tego, że one jedzą, że ich brzuszki budzą się ze smakiem domowych przekąsek, a nie pełne czekoladowych kulek z nestle)
o 11:00 sałatkowa owocowa własna (gruszka, melon, kiwi) z garścią musli i łyżką jogurtu truskawkowego
czekam na..o! to już! 13:09 - sałata lodowa z fetą, kozim serem, pomidorem i miodowo musztardowym dressingiem
to lecę...


...hmm...pyszne
co prawda żołądek zdecydowanie zbity z tropu, rozpędził się, rozochocił a tu....dno i koniec
chcę więcej!
pozostaje woda z cytryną i odmierzanie godzin i minut do następnego niby posiłku:)

ale jestem z siebie dumna
dzień pierwszy, tzn. jego połowa, bez porażek:)

WTOREK
Wczoraj nie było źle, co prawda zjadłam i loda truskawkowego (cała rodzinka jadła, mi ślinka ciekła po brodzie, więc uległam), (ale mówią, że zimna słodycz jest lepiej spalana od ciepłej:) ) i małe opakowanie ciasteczek bebe. Ale zasypiając czułam głód, więc mały sukces można odnotować.

Dziś od rana kawa zamiast wody. niedobrze. I mała kanapka. Na drugie śniadanie melon.
Co oznacza, że do 16:00 wypiję chyba dziesięć szklanek wody:)
I jak tu pracować przytomnie....

11 komentarzy:

  1. O kochana, nawet nie wiesz, co uczyniłaś tym wpisem! Ja mam jakieś 10 do zrzucenia i tak sobie tradycyjnie z dnia na dzień przekładam to odchudzanie, no ale teraz...!
    Teraz czas ruszyć się sprzed komputera. Ale będę zaglądać. I śledzić postępy. I trzymać kciuki z całych sił!
    Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też chciałabym z dziesięć, ale 5 to już będzie coś! A jeśli uda się to jeszcze utrzymać dłużej, niż kwartał....działamy:) Trzymaj kciuki, trzymaj:)

      Usuń
  2. Aniu trzymam kciuki. Przy dobrym odżywianiu I życie jest lepsze.
    Szkalnka wody z cytryną , koktail (banan, borówki, pomarańcza) sałatka na obiad, warzywa na parze i to tyle na dzisiaj
    Nie jesteś sama w tej walce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu mi lepiej:) Najważniejsze to przebrnąć przez te pierwsze dni...i zapomniałam o koktajlach! A dzieci też je uwielbiają:)

      Usuń
  3. Ja też odliczam godziny do posiłków. Oj, ciężko..

    OdpowiedzUsuń
  4. Do poczytania fajny blog :)
    http://qchenne-inspiracje.blogspot.com/2015/04/nzpjak-madrze-i-trwale-schudnac-oraz.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tam zajrzałam - i całe szczęście:) Zależy mi na tym, że tak się odchudzać, żeby nie bolało i żeby zostało:) pozdrowienia:)

      Usuń
  5. +35 ciężko, ale +45 to prawdziwa bieda!! Trzymam kciuki. Sama walczę i walczę... :( najbardziej lubię iść na "głodniaka" spać, ale... to rzadkie chwile :)) serdeczności a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, gdybym ja chodziła spać o rozsądnej porze (czyli już powinnam chrapać) - z pewnością zredukowałabym ilość pochłanianych kalorii, a to tylko początek plusów....

      Usuń
  6. Ja lecę po bandzie - notuję i obliczam, co i ile zjadłam, sprawdzam kalorie, wielkość porcji... Potwornie to pracochłonne, ale uzmysławia pewne sprawy. I działa! :)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Aniu! Jest pracochłonne, bo kiedyś próbowałam. Czerwieniłam się sama przed sobą wpisując niektóre pozycje:) Ale damy radę, trzymam za Ciebie kciuki:)

      Usuń

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...