poniedziałek, 9 września 2013

Lonepeak



Wczoraj rozmawiałam z Nazhą, 8 godzin różnicy, ponad 9 lat niewidzenia, a buzia śmiała mi się non stop, gadałyśmy jak najęte:) Moja Przyjaciółka. Naprawdę mogę tak o Niej powiedzieć. Pochodzi z Maroka, ale od niemal 20 lat mieszka w Stanach, ma 2 synów i amerykańskiego męża. Amerykańskiego z Gór Skalistych, co warto zaznaczyć. W ogóle mój Big Sky to nie typowa Ameryka, z "nalotem" ze wschodniego czy zachodniego wybrzeża, ale prawdziwy modern dziki zachód:) Miałam szczęście mieszkać na ranczo, gdzie przeganiano konie na wypas, gdzie szumiał strumień jak z "A River Runs Through It", na lunch serwowano nam - pracownikom - przepyszne hamburgery z grilowaną piersią z kurczaka, pomidorami i moim ulubionym cream cheese. Yummy! Kowboje w kapeluszach, które rzadko znikały z ich głów, domki z bali, obowiązkowy popołudniowy deszcz latem i cudowna złocista jesień, która odsłaniała liściaste drzewa zaszyte w gąszczu iglaków na zboczach wzgórz...

 
 
 
 


I te dwie wstążki - hwy 191, droga do Bozeman i Gallatin River - które zsunęły się z tych zbocz i lekko tylko poplątały...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...