Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zazdrość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zazdrość. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 sierpnia 2015

pozwolić innym być...nimi

 
 
Ostatnio poczułam to, gdy przeczytałam o śmierci pana Jana Kulczyka. A właściwie bardziej o tym, jaki był, iloma sprawami i biznesami się zajmował, jak wiele zdziałał. Przykre i niestosowne wydały mi się wówczas krytyczne i kpiące komentarze różnych ludzi na jego temat. Nie zatrzymywałam się przy nich. Przecież umarł człowiek.
Pomyślałam....niby taki, jak ja. Dwie ręce, dwie nogi. Ale ta głowa! Skąd u niego tyle talentu? Niesamowitej mieszanki siły, odwagi, sprytu, szaleństwa. Zapewne konsekwencji i uporu. Szczęścia? Odszedł niezapomniany, żegnany przez wielu.
 
Poczułam to też, gdy dowiedziałam się, że kolega ze studiów został członkiem zarządu Microsoft Poland i dyrektorem jednego z działów. Taki sukces! Byliśmy w tej samej grupie, ci sami wykładowcy, pani od hiszpańskiego, te same korytarze, ławka, powietrze. Niby te same szanse, start. On tam, ja tu.
 
Kłuje.
 
I jeszcze wtedy, gdy widzę doskonałe efekty silnej woli. Której u mnie ciągle deficyty.
Dziewczyny, kobitki (a wczoraj nawet i kolega), dla których nie ma zmiłuj. Ćwiczą, jedzą inaczej, i chudną. Trzymają się zasad. Konsekwentnie i jakoby dobrowolnie zaliczają kolejne "padnij", a zanim zaraz "powstań". W wymiarze czysto spoconym. Co najmniej trzy razy w tygodniu. Chudną i widać, że czują się wyśmienicie.
 
Albo gdy czytam Volanta. Można go kochać lub nienawidzić. Obojętnie przechodzi się z trudem. Jego droga do napisania książki, potem kolejnej, znowu wyzwala we mnie tą myśl przelotną. On napisał. Tak, wydawałoby się, z lekka. Być może zacisnął zęby nieraz. Klął z pewnością. Ale autorem jest. Osiągnął cel, sobie ściśle postawiony.
 
Pojawia się. Na chwilę. Szpileczek zazdrośnik. Potrafi zakłuć intensywnie. Przebudza. I przez tą jego chwilę wkurza.
 
Bo jak to? Oni mogą? Im się udało! Czym się różnimy? Co oni mają w sobie takiego szczególnego? Dlaczego ja tego nie mam? A może mam, ale niewykorzystane leży w zakątkach mojego JA. Przecież też tak chcę. Odnieść sukces. Być podziwianą. Dumną z siebie. Być jak oni.

 
Po chwili uśmiecham się już do siebie. Zazdrośnik ujarzmiony. Przebudzenie trwa, ale teraz pachnie adrenaliną. Myśli wracają na swoje miejsca, ale podskakują przy tym, przypominając mi o sobie, jedna za drugą.
Moje myśli, moje małe eureki.
Jak ta: jeśli bardzo i tak naprawdę czegoś pragniesz, to uda się. Wszystko jest możliwe. Wiem to i tego właśnie w moim życiu doświadczyłam. Można. Osiągnęłam własne sukcesy. Przezwyciężyłam sporo tylko moich słabości. Czasem były małe, śmieszne, te z dzieciństwa. Strach i wahanie. Nieśmiałość. Niektóre wymagały kilkunastu lat starań, niektóre ogromnej odwagi lub wyrzeczeń, ale udało się przecież.
Spełniło się - z pewnością nie bez mojej pomocy - tak dużo moich marzeń.
Mam w sobie siłę. Mogę spokojnie być mną, fajną wartościową babką. Czerpać inspirację z sukcesów innych i odkrywać, że słabości nie zawsze muszą być wadą.
 
Ja mam własną ścieżkę, tylko moją, bez porównań i ocen.
Mogę spokojnie być sobą. I pozwolić innym być nimi.