czwartek, 10 kwietnia 2014

Poznań

Byłam wczoraj w Poznaniu.
Jechałam pociągiem.
Było fantastycznie!:)
Już dawno nie miałam tylu chwil dla siebie, bez koniecznego i możliwego pośpiechu.
Podróż, książka Jedz, módl się i kochaj i ja.

Już stojąc na dworcu, uświadomiłam sobie, że - mam czas, że słyszę swoje myśli, mimo, że jeszcze rozpędzone. I - jak zwykle - zaczęłam robić porządek w torebce!:) No tak, JESZCZE rozpędzona nie "marnowałam" ani chwili.
W pociągu - takim poczciwym przedziale rodzimego osobowego, na szczęście pustki.
Siadam przy oknie i czuję, że czas biegnie ze mną równolegle. Łaknę te minuty dla siebie jak powietrze, napawam się ciszą, a dzięki niej słyszę i widzę więcej.
Ze szczęścia nie mogę skupić się na książce. Jestem rozdarta  między tym, co za oknem, a nią.

Widzę domy, pola, drogi, z każdym wiążąc opinie, osądy i przemyślenia.
Dlaczego niemal za każdym domem, w pasie między nim a nasypem kolejowym, jest taki potworny bałagan?
Z okna pociągu wygląda to strasznie. Czy nikt tego nie widzi? Czy dlatego, że niby nikt tego nie widzi?
I nikomu to nie przeszkadza? Mi bardzo. Nie pasuje do mojej aktualnej potrzeby pięknych widoków.
Na szczęście docieramy do lasów i gęstych parków.
Widzę dom ukryty w drzewach, kilka iglastych (niestety nie potrafię określić gatunku, nigdy nie zwracałam na to uwagi, choć teraz żałuję niewiedzy i obecnego nieczasu na jej przyswojenie).
I nagle..olśnienie! Już wiem, gdzie chcę mieć przesadzony świerk z donicy w ogrodzie! Ma rosnąć przy oknie z salonu, osłaniając nas przed przyszłymi sąsiadami, którzy wybudowali się tak nachalnie blisko, że sami nie będą musieli kupować telewizora. Chcę, żeby to iglak do nas zaglądał, zamiast sąsiadów:)
Zawsze marzyłam o bliskości iglastych drzew, a zwłaszcza o ich widoku z kuchennego okna.
Kojarzą mi się z...Dźwirzynem:) Z morzem i tym pasmem drzew - właśnie iglastych oddzielających miasto i domki wczasowe od jedności wydm, plaży i morza.
Nawet teraz, jadąc pociągiem, mijając las, patrzę na jednostajność brązowych pni, co mnie uspokaja, ale wystarczy, że spojrzę w górę, na ciemną zieleń wierzchołków i...niemal słyszę szum fal, a  na twarzy powiew słonego morskiego powietrza. I jest mi dobrze.
 I tak się zastanawiam, czując, że od ponad godziny moje myśli niewymówione rozgadały się na dobre, skąd u mnie taka niesamowita potrzeba nazywania? Skąd bierze się potrzeba pisania, ubierania w słowa, zostawiania śladu? Moja ostatnia frustracja (w sumie...nie lubiłam tego słowa, ale przyczepiłam się do niego, bo pasuje teraz do mnie:( ) wynika również z tego, że znajduję czasu na słuchanie swoich myśli i emocji.
O tak, emocji sporo we mnie i ze mnie eksploduje, ale dotyczą bałaganu, rozsypanych puzli, piasku w..we wszystkim...moich dzieci, niewyspania i niedogonienia. Ale to wszystko podszyte jest brakiem czasu na i dla siebie. Dla tego, co we mnie. Nie przeszkadza mi, że nie mam pomalowanych paznokci, że nie chodzę regularnie do fryzjera, nie jeżdżę na zumbę, nie spotykam się z koleżankami, nie chodzimy do kina.
Przeszkadza mi, że nie widzę perspektyw na to, żeby mieć czas na pisanie, czytanie, oddychanie.
Ciągle tylko zadyszka.

A wracając do pociągu...zaglądam do książki, a tam kolejne wyzwanie dla mnie - jeden z bohaterów pyta Liz o to, jakie słowo pasuje do danego  miasta. Na przykład słowem dla Rzymu jest - według niego - SEKS. Słowem dla Nowego Jorku, jest - według niej - OSIĄGAĆ. Zwraca uwagę na to, że to czasownik.
Zastanawiam się nad słowem dla Poznania - było to kiedyś, przez jakiś czas, moje miasto, studiowałam tam dziennie w sumie przez 6 lat! (rok próby na Politechnice, a potem udane powtórne przyjęcie na Akademię Ekonomiczną). Słowo dla Poznania znajduję bez trudu: MOGĘ.
Mogę - bo potrafię, bo jestem odważna, bo nie boję się wyzwań.
I mogę - bo chcę, bo nie boję się spróbować własnych możliwości, bo się uda, po prostu musi się udać.

I taką mam również nadzieję kilkanaście minut po wizycie u chirurga onkologa, celu mojej podróży. Nie uspokajał, ani nie straszył, tylko zaprosił do szpitala na usg szyi w najbliższy piątek.
(piszę ten post już trzeci dzień, więc piątek już jutro...)
Będzie albo dobrze, czyli po wyniku operacja, albo trochę mniej dobrze i biopsja.

Opcji nie mam, muszę być zdrowa. Nawet nie dla siebie.
Dla Nich.

 

1 komentarz:

  1. Napiszę tylko- powodzenia! Nie bylam w Poznaniu nie wiem jakie slowo do niego pasuje...

    OdpowiedzUsuń

tydzień przed urlopem

Tydzień przed urlopem. Choćby nie wiem, jak dobrze udało mi się do niego przygotować, zawsze mnie zaskoczy. Tydzień przed urlopem chce mi ...