poniedziałek, 10 września 2018

rozmaryn i róże


Uwielbiam to nasze życie wokół.
Tak wiele mam, że aż nie nadążam zdawać sobie z tego sprawy.
Lato, słońce, wakacje, dobre książki, spotkania, rozmowy z Przyjaciółmi, śmiech, trochę snu i trochę niewyspania.
Wino, rozmaryn, lawenda...


Czego więcej...?



Rozmaryn i róże...


Rozmaryn i róże... to tytuł, który mi pachnie, to przedłużenie mojego lata, tego ciepłego, dobrego czasu i - przede wszystkim - poczucia, że wszystko może poczekać... aż ja wymarzę sobie ze spokojem własne marzenia. Chłonęłam tę książkę od pierwszej strony, od okładki wręcz, aż zaprowadziła mnie do mojej własnej mapy marzeń. Przejechałam z Agnieszką całą niemal podróż, zatrzymując się na dłużej w miejscach, w których byliśmy z Bartkiem dosłownie. A w innych, bo od dawna ich szukałam...
" I wtedy dotarło do mnie, że za bardzo się starałam, a moją rolą nie jest dźwiganie ciężarów całego świata, za co płacę obniżeniem własnej energii. To, co robiłam do tej pory, mam robić inaczej - l e k k o  i  z  r a d o ś c i ą. Bez poczucia przytłaczającej powinności. (...)*



I mimo, że wiem, że nie wszystko jednak czeka na mnie, na te moje wymarzenia, i że tak słoneczne słowa i książki chłonie się łatwiej w ciepłe i jasne dni, a gorzej w te zwyczajnie trudne, cholernie trudne... to oddycham dalej. Bo te gorsze dni wpadają zazwyczaj bez zapowiedzi, bez pytania. Tym większy żal ma się do niewiadomokogo o to, że nie zapukały nawet... Ale przychodzą i będą zdarzały się nadal, przeplecione ogromną siłą mojej woli w ubranie kolejnych w znowu jasne barwy...
"Szczęście jest wyborem. (...) zaczyna się od ciebie. Nie od twojego związku, pracy, pieniędzy czy sukcesów. Zaczyna się zawsze od ciebie. Wybieraj rozważnie myśli i uczucia, bo tworzą twoje życie."*

Szłam dziś wczesnym wieczorem naszą drogą, niosąc w rękach podarunek od Przyjaznej mi Duszy. Ciężki był dość, ale mi tak lekko się szło. Z półuśmiechem i z myśli tysiącem. O tym, jak ja to życie nasze jednak uwielbiam, to nasze życie wokół. I tych Przyjaciół, którzy są, choćby nie wiem co. Bo to nie był zwyczajny podarunek, choć wyglądał zupełnie, jak wyciskarka do soków. Niosłam w tych moich ramionach niesamowite ciepło, zaangażowanie, troskę, całe serce niosłam, Przyjaźń, bliskość i wrażliwość ogromną. I jak tu się szczęściarą nie czuć? Od tej samej Przyjaznej Duszy dostałam też, w zwykły dzień, niezwykłą niespodziankę - zestaw na dobry początek. Specjalnie dla mnie uzbierany. Zeszyt do notowania, serwetki z motywem rozmarynu, świeże białe kwiaty i kilka kobiecych czasopism, które miały pomóc w stworzeniu mojej pierwszej mapy marzeń :)


 
O samej mapie napiszę jeszcze...

Zerkałam na boki, idąc tą naszą drogą, za ogrodzenia sąsiadów i pomyślałam, że w każdym z tych domów ktoś o czymś marzy, komuś zazdrości, za kimś tęskni. Że to nie tylko ja tak mam przecież. Zazdroszczę innym ciszy i spokojnych rozmów przy stole, czasu na pasje, czasu w ogóle. A oni może chętnie zamieniliby tą ciszę swoją na dni wypełnione po brzegi... obowiązkami rodziców - zdrowych, cudownych dzieci? Każdy z nas ma swoją porcję dni lepszych i gorszych. i jeszcze tych, których nie da się już dalej w pojedynkę udźwignąć, więc dobrze jest mieć blisko dobrych ludzi, takich, co to w dym, bez oceniania, bez pytania, wiedzą...
I dobrze samemu się rozejrzeć, bo może ten, któremu czegoś zazdrościmy, potrzebuje nas bardziej...?





* fragmenty książki Agnieszki Maciąg "Rozmaryn i róże"





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz