piątek, 10 lipca 2015

summer in our house


 
nasz dom nie stoi przy plaży
nie słychać szumu oceanu ani krzyku mew
nie ma okiennic w kolorze marine
 
ale wczorajszy wiatr
silny i ciepły
rozwiewał moje włosy
piaskiem obsypywał stopy

pachnący lawendą

kątem oka chłodna podłoga pomalowane paznokcie u nóg
przez okno w kuchni podglądam dzieci
bazylia na parapecie
 makaron z mascarpone i suszonymi pomidorami

lepiej być nie może?

:)

88 metrów nad poziomem morza
nie szkodzi

w takich chwilach buzia sama się śmieje
oddech lekki, myśli ulotne
nie odrywam się od ziemi
jestem ponad
ale tutaj, potrzebna

 mrużę oczy, słońce od zachodu zagląda odważnie
smaga twarz ciepłym promieniem

 problemy...jeśli jeszcze jakieś w pamięci pozostały, ulatują w powietrze jak jedwabny szal
 






Udało mi się wyskoczyć do pobliskiej wioski pełnej kramów i namiotów z bibelotami, starociami i zbędnościami.  Znalazłam kilka takich cudnych zbędności:)


 


 

czwartek, 9 lipca 2015

0836 Ticket - ROTHORN BAHN



Kiedy przed urlopem zdradzałam znajomym, dokąd się wybieramy, większość kiwała głowami, że drogo, że "no, no...przecież franciszek tak wysoko stoi". No cóż, decyzja o wakacjach w Szwajcarii zapadła przed skokiem kursu, a poza tym, jak się naprawdę chce, to można znaleźć i taniej i oszczędniej i nie mniej zachwycająco.

Czasem przeliczać po prostu nie wypada.

A czasem... trzeba wstać wcześniej, żeby zdążyć na pierwszy kurs, tańszy o połowę od wszystkich pozostałych...



0836 Ticket
Odjazd dokładnie o 8:36, bilet za 52 CHF tam i z powrotem dla jednej dorosłej osoby! I to po zniżce:)
Parowa ciuchcia, pod górę pcha wagoniki, wracając je ciągnie.
Prędkość: nie więcej, niż siedem kilometrów na godzinę.
Trasa: 7,6 km
Startujemy z poziomu 566 mnpm, stacja końcowa leży na 2244 mnpm - dzieciom przydały się lizaki, żeby odwrócić ich uwagę od zatykających się uszu.
Szczęśliwie nie zabrakło dla nas miejsc, choć baliśmy się, że wyprzedzi nas autokar turystów z... nie będę może podawać z jakiego państwa...może innym razem wspomnę...

Widoki i cel podróży przerosły nasze oczekiwania. Terkocząca kolejka, poruszająca się w ślimaczym tempie i szarpanym rytmie (oprócz standardowych szyn, miała dodatkową zębatkę dla bezpieczeństwa podróżnych) pokonała najpierw pasmo drzew i ciemnych, wilgotnych tuneli. Zerkaliśmy za siebie, w dół, wypatrując widoku miasteczka i jeziora Brienz.


Ten wybrzuszony półwysep, to nasz camping:)




A potem...usłyszeliśmy dzwonki, a naszym oczom ukazał się widok alpejskiej łąki. Idealna baza do reklamy milky, czyli krowy w kolorze karmelu, z ogromnymi złotymi dzwonkami pod brodą, soczysta zieleń doskonale... przygryzionych traw i biel górskich szczytów. Ostre słońce i błękit nieba. Sielsko anielsko.
A my ciągle wyżej i wyżej!









Górna stacja - Rothorn, powietrze ciężkie, krótki spacer pod górę w stronę restauracji szybko wywołuje zadyszkę. Słońce świeci mocno, dlatego - pomimo wysokości - wcale nie jest zimno. Przed nami, a raczej u naszych stóp, rozpościera się przepiękna panorama Alp Berneńskich, słynna Jungfraujoch (4158 m) i najwyższy szczyt tego pasma Finsteraarhorn (4273 m). Napawamy się widokiem ośnieżonych skał, miękkości zielonych zboczy i niemniej morsko zielonej barwy jeziora Brienz.
W takich chwilach buzia sama się śmieje. Oddech uspokaja, myśli układają.
Czułam, że odrywam się od ziemi, że jestem ponad, daleko, wolno...

Wystarczy przymknąć powieki, pozwolić wiatrowi smagać twarz ciepłym górskim powiewem...
Problemy...jeśli jeszcze jakieś w pamięci pozostały, ulatują w powietrze jak jedwabny szal...











storczyki

Zaglądacie?
Mój mąż dostał dwa przepiękne kwitnące storczyki, ale - jak dotąd - storczyki własnie w  moich rękach marnowały się. Są cudowne, ale nadal nie mam pewności co do tego jak je poprawnie podlewać, zalewać, moczyć, itp.
Wiem, że nie mogę używać wody z kranu, na doniczce nie ma być śladów pary, a korzenie powinny zrobić się białe i błyszczące, zanim zdecyduję się na kolejne podlewanie, ale w internecie znalazłam tyle sposobów na właściwą pielęgnację....niektóre wykluczają się!
Poradźcie proszę - jak to zrobić dobrze?

Dziękuję.

środa, 8 lipca 2015

miasteczko Brienz




Camping, na którym spędziliśmy tegoroczne wakacje, leżał kilkanaście minut spacerkiem od uroczego miasteczka Brienz. Prezentowało się pięknie właśnie z perspektywy naszego brzegu.
W jednej z ulotek zostało określone jako

"the goal and starting point of holiday dreams"
 
 
 
Znane jest jako kolebka rzeźbiarstwa, znajduje się tu jedyna w Szwajcarii szkoła snycerska (snycerstwo to sztuka rzeźbienia w drewnie, ale tak "na płasko") oraz szkoła lutnicza (Violin Making School). Przygotowując tego posta doczytałam też, że jedna z ulic Brienz - Brungasse - została kiedyś uznana za najładniejszą ulicę Europy! No cóż, niestety po fakcie. Zupełnie tego nieświadomi spacerowaliśmy i przejeżdżaliśmy tuż obok niej...
 
źródło: Google Maps
 
 
Szwajcaria, myślę, że nie tylko ta widziana naszymi oczami, sprawia wrażenie wyjątkowo uporządkowanej, akuratnej, bezpiecznej. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Donice, drewniane stołki, kwiaty, niby postawione przypadkiem, od niechcenia, tworzą sielankowy obraz idealnie wpasowujący się w klimat trochę górskiej, trochę przybrzeżnej wioski. Prawie nie widać mieszkańców, ale w oczy zdecydowanie rzucają się świetne i drogie samochody. Nad głową helikopter i motolotnie. Cichy szum to przejeżdżający co kilkanaście minut pociąg, czysty, miękki. Zauważamy, że go nie zauważamy.
 
Zazdroszczę, że można w takich miejscach po prostu żyć i mieszkać.
Że są czyjąś codziennością.
 





 
 



wtorek, 7 lipca 2015

nasza Szwajcaria 2015

Pomimo poddenerwowania i niepokoju, który towarzyszył mi od kilku dni, nasz tegoroczny wyjazd okazał się wyjątkowy.
W pracy niemal wszystko dopięte na ostatni guzik. Nawet, jeśli ten guzik miał być lekko luźny, sprawy domknęłam, przekazałam, amen. Wcześniej z trudem się to udawało, dlatego tym razem byłam bardzo szczęśliwa:)

Pakowanie... no cóż. Podobno na urlop all inclusive zabiera się sukienkę, strój kąpielowy i krem z filtrem. I tu zazdroszczę dylematów co do koloru tej sukienki.
Wyjeżdżając pod namiot do Szwajcarii, gdy prognozy pogody pokazują +30 stopni, a historia temperatur z poprzednich lat +12 stopni C...a trzeba zmieścić jeszcze wielki namiot, materace, krzesełka, stolik, kuchenkę, jedzenie i - obowiązkowo - lampiony, dla dobra nastroju... komentarz zbędny raczej....

Ale...daliśmy radę. W sobotni, zupełnie nie późny wieczór, udało nam się domknąć bagażnik.
Po kilku godzinach snu, dokładnie o 3:10 nad ranem, wyruszyliśmy do Szwajcarii.
My i nasi Sąsiedzi/Znajomi, dzielna Trójka. Ich pierwszy raz na tent-only-inclusive. Bez symulacji pakowania. Po paru modyfikacjach, im również udało się domknąć bagażnik.



Około ósmej byliśmy już przed Hof (Niemcy). Nawigacja wskazuje, że przed nami nadal 672km, czyli co najmniej sześć godzin czystej jazdy. Już podczas poprzednich podróży polubiliśmy niemieckie autostrady - piękne, proste i oczywiste. Ale dopiero teraz doceniliśmy zalety "telewizorków", czyli przenośnych DVD. Wzbraniałam się przed ich zakupem bardzo długo, i nadal czuję, że co za dużo bajek, to niezdrowo, ale ważniejszy okazał się spokój naszych dzieci i cisza w aucie. Cisza w aucie! Przerywana jedynie ich podśmiechiwaniem przy zabawniejszych scenach oglądanych filmików.


Godzinę później przymusowy postój, i to z piskiem opon. Janko połknął mentosa! A kto mu go dał? Mamusia.... Szczęśliwie obyło się bez przykrych konsekwencji, a drops przepadł w Jankowym brzuszku.

12:50
Na horyzoncie, niby odległym, nieśmiało pojawia się zarys górskich pasm. Alpy! Patrzymy na siebie porozumiewawczo, tą trasę już znamy:)  W Lindau spędziliśmy cudowny tydzień sam na sam w zeszłym roku. A widok górskich szczytów, zwłaszcza tych ośnieżonych, to coś, co kochamy.




 I te tunele! Najdłuższy miał 5200 m długości...




Wspomniane Lindau leży nad Jeziorem Bodeńskim, niemal na granicy z Austrią. Zjechaliśmy z autostrady i właśnie austriacką część naszej trasy pokonaliśmy zwykłą drogą, unikając w ten sposób obowiązkowej opłaty za przejazd autostradą.
Całą trasę skrupulatnie, z typową dla siebie pasją, przygotował mój kochany B. Oboje uwielbiamy mapy, stąd również drobiazgowość tego postu. Nawigacja również nam towarzyszy, ale wiemy, że nawet ta najbardziej aktualna lubi wywieźć na manowce.

"Mamusiu, jesteśmy już w Szwarcarii?" - pytanie Janka, przeplatane tysiąc razy tym drugim: "Kiedy dojedziemy?".

Po trzynastu godzinach naszej podróży, zjechaliśmy z autostrady na drogę numer 8. Ostatnie kilkanaście kilometrów okazało się wyjątkowo malownicze, strome i zakręcone. Wiedzieliśmy, że jeszcze tylko trochę...tylko trochę...





Dojechaliśmy! Z łatwością odnaleźliśmy cel naszej podróży - Camping Aaregg.


ciąg dalszy już następuje:)