Dzień dobry:-)
Przeglądałam ostatnio swoje stare posty i wynurzenia, te z zeszłego roku. Jak mi wtedy szło! Słowa chyba same z głowy wyskakiwały, takie proste i szybkie. Takie od serca.
W tym roku wena jakby na wakacje wyruszyła i zapomniała, którędy ma do mnie wracać. Wypatruję jej i co rusz wydaje mi się, że to ją z oddali widzę. Piszę wtedy o własnych wakacjach, wymuszam wnioski i spostrzeżenia na pozór mądre. Ale niedosyt czuję jakiś od kilku już miesięcy. Bo to nie wenę z oddali widziałam, tylko chęć popisania i to do niej mnie tak pchało. Wszak trening mistrza czyni i im więcej piszesz, tym mają lepsze słowa spod dłoni się udawać. No. To ćwiczę i zamęczam Was, Czytelników, swoim lepszym i gorszym dniem. Z nadzieją - i na szczęście wieloma sygnałami - że te lepsze są nadal w przewadze :-)
Wiem, że to codzienność mnie tak pochłania. Praca, dzieci, rower (nareszcie mogę i to dodać!), starość. Zwolniłam. Czuję, że żyję, choćby jeden dzień miał być podobny do drugiego. Ale przeżywam je po kolei i uważnie . Ta uważność taka ostatnio modna i polecana.
Tylko książki obok mojego łóżka leniwie czekają. Przykurzone brakiem nadziei, że w najbliższym czasie zajrzę do nich na dłużej.
Zajrzę, napiszę, zadbam. Wena i wrażliwość wróci.
Teraz uważnie przyglądam się naszej cudownej zwyczajności. A niedługo wyciągnę z niej na papier magię.
Pozdrawiam i ściskam,
Ania
niedziela, 14 sierpnia 2016
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
-
1 Słowo za słowem wlecze się czasem, zupełnie w myślach jeszcze. Marzy się. Płynnie błądzi między kolejnymi dniami, miesiącami i latami. D...
-
Siedzę na drewnianym, dziecięcym krzesełku, przy kominku, ogrzana jego ciepłem. W dłoni piękna kryształowa szklanka, do połowy pełna... kilk...
-
Mój blog. Nasze podróże. Już ponad 10 lat temu, tu, na tym blogu, pisałam o Montanie. Potem o Szwajcarii, Włoszech, Karkonoszach i własnym...
Pozdrawiam Aniu i ja roweruję i myślę wtedy o Tobie i o Twoim rowerowych widokach :)
OdpowiedzUsuńTak właśnie czułam!:)
UsuńAch, jakbym mogła, najchętniej bym aż do Ciebie dojechała, żebyśmy mogły w końcu się spotkać:) Trzeba by o tym pomyśleć:) Tzn. o spotkaniu, nie o dojechaniu rowerem, haha:)
Ja też jakoś mniej piszę, a więcej pedałuję:) Ale jak tu nie korzystać z tych pogodniejszych momentów? Pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńO właśnie! Nie da rady robić dobrze zbyt wielu rzeczy naraz:) A te momenty są faktycznie cudowne, ten czas dla siebie, którego wcześniej mi tak brakowało!:) Pozdrowienia:)
UsuńWakacyjny czas to zwolnienie tempa u wszystkich Widać po ilości postów na zaprzyjaźnionych blogach :-)
OdpowiedzUsuńJa tu cierpliwie czekam czy wena przyjdzie czy nie :-)
Pozdrawiam