niedziela, 30 lipca 2017

La vita è bella.




Włoskie wakacje 2017. Bez nadmiaru słów. Krótko. Inaczej.
Mamy za sobą urlop pełen wrażeń, cudownych widoków, nowych miejsc i mnóstwa przemyśleń.
Jednak na pierwszy plan, wśród wszystkich tegorocznych wspomnień, przeciska się ten jeden dzień, ten moment, dwie sekundy spóźnionej reakcji.

Dziesięć dni we Włoszech podzieliliśmy na dwa campingi, dwa zupełnie różne światy i klimat. Dzieliło je niemal wszystko, a dosłownie ponad trzysta kilometrów. Po czterech dniach spędzonych na campingu w Alpach, zapakowani, ruszyliśmy na południe, nad morze. Po zaledwie kilku kilometrach, w piękne gorące włoskie południe, w tył naszego auta uderzyło białe Audi.




Uderzenie niby nie było mocne, ale tego odgłosu nie zapomnę chyba nigdy. Na szczęście nic nam się nie stało. W tamtym momencie byliśmy wściekli, bo cztery rowery, wiezione na bagażniku właśnie z tyłu naszego samochodu, "przyjęły" na siebie całą siłę zderzenia. Teraz wiemy, że to całe szczęście w nieszczęściu. Gdy tylko strzepnęłam z siebie pierwszy szok i upewniłam się, że dzieci są całe i bezpieczne, rozpłakałam się z bezradności... A potem się zaczęło... policja, zdjęcia, telefony, absurdy.
Zniszczony bagażnik i rowery, dziura zamiast tylnej szyby, zbita lampa i pognieciona klapa samochodu. Obce miasto, tysiąc kilometrów do domu, dwoje naszych dzieci...
Niedowierzanie. I ta przepraszająca mina pasażera białego Audi, gdy wręcza mi jeden mały rowerowy pedał. Znalazł go na szosie, gdy odjechaliśmy za włoskimi carabinieri z miejsca kolizji. Musiał odpaść z rowerka Janka. Podobnie, jak nasza tablica rejestracyjna...

Życie jest nieprzewidywalne. W jednej chwili beztroska się urywa, los wypycha cię bez pytania ze strefy komfortu i możesz liczyć tylko na to, że adrenalina najpierw zmobilizuje cię do racjonalnego działania, zanim pozwoli sercu i myślom uwolnić to ich "co teraz? co by było, gdyby...? co jeszcze...??!!".

Na szczęście nic nam się nie stało. W dodatku, zupełnie przypadkiem, spotkaliśmy dobrych ludzi, którzy pomogli nam odruchowo i bezinteresownie. Do teraz mnie to wzrusza. Nie mniej, niż wspomnienie tych pięciu godzin po kolizji, ze wszystkim, z czym musieliśmy się wtedy zmierzyć. Zanim mogliśmy kontynuować podróż.


...a jednak napiszę coś jeszcze. Zmieniam tytuł tego posta, bo - jak zwykle, gdy siadam do bloga, pojawiają się nienazwane dotąd myśli. Lub nowe okoliczności.
Życie jest piękne. W tych drobnych chwilkach szczęść w nieszczęściach, w Osobach, które stają na naszej drodze. I w tym, że większość tych gorszych momentów wypieramy z pamięci.
Życie jest piękne, gdy dostrzegasz, że to twoje życie, a zmartwienia, kolizje, "nie tak miało być", są niczym, niczym! - w porównaniu do operacji wycięcia złośliwego guza u bliskiej ci koleżanki, dawnej współlokatorki...
Wstydzisz się swojego "nie tak miało być" I myślisz "co mogłoby być". I dopiero wtedy czujesz gęsią skórkę. I prawdziwy strach.

Życie.












7 komentarzy:

  1. Ohhh Cieszę się, że nic Wam się nie stało. To było szczęście. Nic nie trwa wiecznie, trzeba doceniać każdą chwilę. Pewnie ten wypadek wiele Was nauczył. Zresztą widać po tym poście. Bardzo się cieszę, że jesteście cali i zdrowi, do tego spotkaliście życzliwych ludzi. Bardzo wartościowy post. Życzę Wam co najlepsze. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry:) Dziękujemy. Masz rację, każdą chwilę trzeba doceniać, bo nie można być pewnym, co się wydarzy za tydzień, rok, a nawet jutro. A o tych spotkanych przypadkowo osobach i o cudownych miejscach, które widzieliśmy jeszcze napiszę:)
    pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudne doświadczenie za Wami , nie mamy wpływu na nic ,życie pisze własne scenariusze . Piękne wyglądasz . Pozdrawiam . Kasia P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Faktycznie na wiele spraw nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to, co z nimi dalej zrobić, jakie wnioski wyciągnąć i jak bardzo można się tym życiem cieszyć, tym dokładnie, które się ma!:)

      Usuń
  4. Cieszcie sie każdą chwilą Najważniejsze że wszyscy cali a rowery naprawi sie :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, najważniejsze, że nam nic nie stało, moi znajomi mieli mniej szczęścia... co prawda lecieli helikopterem, ale z jednego włoskiego szpitala do drugiego...!

      Usuń
  5. Aniu - dobrze, ze Wam nic się nie stało ! Cóż, takie rzeczy też się zdarzają, najważniejsze że dobrze się skończyło! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń

"wyjdź ze mną na deszcz"

"wyjdź ze mną na deszcz" z płyty "Mój dom", Kortez Od kilku dni chodzę, jak zaczarowana. Zresztą, nie tylko ja.....