środa, 13 lipca 2016

go camping

- Nareszcie! Zaczynam urlop!
- Szczęściara. Wyjeżdżacie gdzieś?
- Tak. Do Szwajcarii.
- Oooo....
- Pod namiot.
- ??? ale chyba bez dzieci? (zdziwienie)
- Z dziećmi.
- ????? acha...! łapię....żartujesz? (śmiech)


Z taką reakcją spotkałam się w zeszłym roku. Zdziwienie mojego kolegi było ogromne. Do końca nie był przekonany, że mówię serio.

Wyjazd na camping, pod namiot, zagranicę, z dziećmi, nie musi być żartem.
Nie twierdzę, że jest to forma wypoczynku dla każdego. Nie namawiam na siłę. Nie wmawiam.
"W wakacje każdy robi, co chce" - mówiła nam nasza mama, gdy byliśmy dziećmi.


My - lubimy i chcemy pod namiot, na trawie, bez darmowych drinków, białych ręczników i pełnego bufetu. Nasz pierwszy wspólny campingowy czas, niezapomniany - to podróż poślubna (Szwajcaria, Francja). Do dziś z nostalgią wspominamy Camping des Sources pod Gordes w Prowansji. Albo ten w Chamonix, u stóp Mont Blanc. Potem - już z dziećmi - dwa razy wyjeżdżaliśmy z Eurocampem, znowu Szwajcaria i Manor Farm i wygrany pobyt na Lazurowym Wybrzeżu - La Baume.
Dwa lata temu zdecydowaliśmy się na romantyczny wypad we dwoje nad Jezioro Bodeńskie - trafiliśmy doskonale, na kameralny, mały prywatny camping w miejscowości Wsserburg.
W zeszłym roku szwajcarskie super campingowe wakacje z przyjaciółmi, o czym pisałam już tutaj.


Lubimy. Każdy kolejny wyjazd uczy nas czegoś nowego. Co roku wynosimy z naszych wakacji nowe emocje, doświadczenia, radości i wspomnienia. Co roku zapisuję sobie kilka punktów z serii: pamiętać w przyszłym roku. Co ze sobą zabrać, a co nie? Jak się przygotować? Jak przetrwać długą podróż? Jak odpocząć? A da się odpocząć?


Generalnie nie lubię postów pouczających, rad i przymusów typu 10 rzeczy, które musisz zrobić... zobaczyć... spakować....
Dlatego po swojemu, o sobie o nas, napiszę, jak to było u nas. Może komuś się przyda. Może zachęci, wywoła uśmiech:)
Let's go camping!


Miejsce. I czas!
I chyba ten czas nawet ważniejszy, choć na ten aspekt podróży nie mamy czasem wpływu. W zeszłym roku spędziliśmy cały tydzień na campingu w Szwajcarii - Camping Aaregg, w okolicach miejscowości Brienz. Niewiele to mówi tym, którzy Szwajcarię znają z serów, zegarków i banków. Ale wystarczy zajrzeć na stronę, zdjęcia, opinie lub - wybrać się tam:), żeby stwierdzić, że jest to miejsce wyjątkowe, cudownie położone, znajdujące się w Alpach Berneńskich, pomiędzy dwoma jeziorami. Jest to miejsce o bardzo wysokim standardzie, komforcie, jak na camping przystało. Szczerze przyznam, że Aaregg podniósł poprzeczkę naszych oczekiwań najwyżej, jak mógł. W tym roku mieliśmy spory kłopot z wyborem miejsca niegorszego, równie atrakcyjnego dla naszych dzieci, czystego, łączącego możliwość wypoczynku biernego, mobilnego i...wizualnego:) Przyznam również, że właśnie czas miał na to nasze wrażenie i zachwyt wpływ niemały. Niemal cały nasz zeszłoroczny pobyt na Campingu Aaregg "zmieścił się" przed szwajcarskim wysokim sezonem. Mówiąc wprost - camping był po prostu nasz! Niewielu wypoczywających, cisza, pustawy plac zabaw = zero walk o huśtawki, zero nerwowego przeliczania, czy wszystkie dzieci nasze są. Pustawa plaża. Pustawe sanitariaty. Cisza. Spokój. Aż... do przedostatniej doby, kiedy to na camping pojawili się Szwajcarzy, rozpoczynające swoje urlopy. Zagęściło się na parcelach, plaży, pod prysznicami. Życie na campingu mocno się ożywiło, ale dzięki temu żal przy pakowaniu i wyjeździe nie był aż tak dotkliwy. W tym roku, wybralibyśmy się do Brienz ponownie, bez wahania, ale niestety optymalny czas urlopu wypadał w wysokim szwajcarskim sezonie. A w rejonach Interlaken byliśmy już w sumie trzy razy! Na szczęście w dobie internetu, portali, możliwości sprawdzenia opinii innych namiotowych zapaleńców, wybór odpowiedniego campingu nie jest aż taki trudny.


Dach nad głową.
Namiot i wszelkie akcesoria campingowe to wydatek niemały. My - w miarę upewniania się, że all inclusive to jeszcze nie dla nas, że wolimy podróżować, poruszać się swoimi nieprzewidywalnymi ścieżkami i że nasze kości przeżyją jeszcze niejedną noc na dmuchanym materacu - rozbudowujemy namiotowe zaplecze. Namiot Quechua Seconds Family 4.2XL Illumin Fresh, dwupłytowa kuchenka indukcyjna, "szafka" z blatem, półeczkami i torbą, służącą za zlew, stolik i krzesełka turystyczne, dodatkowa "podłoga", materace - niby podstawa, minimum, ale wierzyć się nie chce, jakich umiejętności taki komplecik wymaga w momencie ładowania do bagażnika. Mój B. przed każdą podróżą robi symulację pakowania. Dzięki temu zabieramy niemal wszystko to, co ja sobie wymyślę:) Bo On potrafi. I mnie zna.
A co spakować?
Ja zabieram zawsze za dużo. Ale większość z nas tak ma, podejrzewam. Przepisu na idealną walizkę nie znam. Za to mogę doradzić, żeby nie zabierać ze sobą zbyt dużo jedzenia. Wyjątkiem są oczywiście osoby na specjalnych dietach, alergicy, małe dzieci. My "wyleczyliśmy się" z zabierania ze sobą zgrzewek wody, cebuli, ziemniaków, trzech rodzajów makaronów i zapasu zupek z kubka. I wielu podobnych produktów, które są ciężkie, zajmują dużo miejsca, a można je kupić w zbliżonej cenie w krajach, które odwiedzaliśmy.
I wszystko pięknie. I zarażamy naszym campingowym entuzjazmem coraz więcej znajomych. W zgranej paczce raźniej, zabawniej, bezpieczniej. Taką zgraną paczkę mamy i niemal dojechaliśmy z Nimi w tym roku na camping Alpen Caravan Park w Austrii. Plan był, walizki spakowane, dzieci nastawione, rezerwacja dokonana. I co?
Pogoda.
Nie mamy na nią wpływu. Nie można jej zaplanować, zarezerwować.
Ani się na nią obrazić.
Do pogody trzeba się dopasować. Albo zaakceptować z całym dobrodziejstwem.
Niestety prognozy opadów deszczu i temperatury na czas naszego wyjazdu pod namiot nad Achensee były druzgocące. Co najmniej trzy dni porządnego deszczu, 14 stopni w dzień, 8 stopni w nocy.
Z bólem serca, żalem i ogromnym rozczarowaniem, na niespełna dobę przed wyjazdem, zmuszeni byliśmy całkowicie zrezygnować z Austrii, zmienić plany. Pogodzić się z samym sobą. Wybrać rozwiązanie rozsądne, głównie ze względu na dzieci. I w błyskawicznym tempie opracować plan B!


Udało się. Zupełnie odpuściliśmy sobie namioty, niestety ten tydzień nie sprzyja spaniu pod chmurką w dostępnej nam części Europy. Pozostaliśmy w Polsce. Pięknej, zadbanej, zachwycającej, a niedocenianej chyba dotąd przez nas. Na camping przyjdzie jeszcze czas. Niejeden raz!


Wspomnienia...












 







3 komentarze:

  1. ten camping coś w sobie ma My w piatek na weekend nad polskie morze pod namiot oczywiście I tez niektórzy się dziwią i w głowę pukają A ja lubię tą niezależność Idealne przy objazdówkach
    Pozdrawiam serdecznie i słonko ślę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście:) Słonko było, dziś niby nie, a buzie mamy opalone! Jak tylko wrócimy, rozbijamy namiot pod domem. A co!

      Usuń
  2. Moje dzieci były pierwszy raz na kempingu w wieku 7 miesięcy. W kamperze, nie w namiocie, ale było naprawdę super. Zupełnie nie wiem, dlaczego to ludzi tak przeraża.

    OdpowiedzUsuń

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...