wtorek, 26 lipca 2016

toskański weekend



Życie pędzi jak kolejka górska. W ogóle nie zwraca uwagi na to, że ty naprawdę naciskasz na hamulec. Nie cieszy cię ani adrenalina, ani wiatr we włosach, skoro nie możesz na dłużej zatrzymać się w ulubionych miejscach, zapisać do końca wyjątkowych momentów, dźwięków, zapachów. Nie wypatrujesz celu podróży, skoro nie wszyscy do niej z tobą dotrą...


Tak. Wiem. Nostalgicznie, jak na tą porę roku. Jak na wakacje, lato, urlop. Tak wiele się dzieje! Ostatnie tygodnie zdążyłam zapisać jedynie na karcie w aparacie fotograficznym. Nagłówki roboczych postów mnożą się i czekają na mnie. A ja czekam na wolny, prawdziwie wolny wieczór. Czy taki w ogóle istnieje? Zaczynam wątpić. Każdy wypełniony czymś lub Kimś. Nie, nie! Nie narzekam. Wzdycham tylko ciężkawo i wyobrażam sobie taki wieczór tylko dla mnie. Co bym wtedy robiła? Od czego bym zaczęła? Relaks? Książkowe zaległości? Blog? Sen? Kino? Patrzenie na niebo?
haha! To właśnie miałam robić podczas calutkiego wolnego tygodnia:) Ale codzienności i pilności nazbierało się tak wiele, że zwyczajnie i z przyjemnością stopniowo ich dopełniałam. Nadzieja na pisanie i zasypanie Czytelników postami, na przesiadywanie w cichości wieczoru i opróżnianej lampki wina na tarasie, na lekturę ulubionych blogów, co ostatnio mocno zaniedbuję... malała z każdym dniem. Na szczęście nie miałam czasu na marudzenie. Dzieci, dom, wyjazdy, praca, wycisnęły ze mnie mnóstwo energii. Śmiechy chichy, nie zmykające się drzwi wejściowe, pomidorówki i naleśniki dla małych Gości (no jak można odmówić trzylatce patrzącej mi prosto w oczy ze słowami "ciocia ja tes kce..."?).
Nie wrócę już zbyt daleko wstecz z uzupełnianiem wspomnień. Ale wyjątek zrobię dla eleganckiego weselnego weekendu. W Toscani...




Do Toscanii mam bowiem dwadzieścia kilometrów.







Miejsce mnie po prostu zachwyciło. Okoliczności sprzyjały - bawiliśmy się z okazji ślubu brata mojego Męża. Hotel i restauracja oraz piękny ogród - doskonały początek lata. Najbardziej urzekły mnie wnętrza hotelu - biel i czerń, połysk, gracja i elegancja. Idealnie na weselne przyjęcie:)











A ja? Profesjonalny makijaż, nowe sukienki, szpilki, doskonały humor - dawno już tak dobrze się nie bawiliśmy:) A rodzina powiększyła nam się o moją imienniczkę z tym samym nazwiskiem!
Młodej Parze życzę Miłości, takiej po prostu...






Śluby zawsze mnie wzruszają. Ta radość, emocje i nawet gdzieś tam maleńka z tego wzruszenia łza, na wspomnienie własnego ślubu, tego wyjątkowego dnia...
...bo wtedy najbardziej dociera do mnie świadomość i dotykalność tego, że ta wyjątkowość trwa do dziś, ani trochę nie zelżała, nie wyblakła, nie spowszedniała...

6 komentarzy:

  1. Masz mnie, przyznaję, dałam się nabrać! Ale wcale nje czuję się rozczarowana, wręcz przeciwnie-tyle pięknych widoków i tyle pięknych kobiet! Takie rzeczy tylko w polskiej Toskanii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz ten mój uśmiech szeroki, kiedy czytam Twoje słowa?:-D
      Nie chciałam aż tak Was zmylić, tym bardziej, że piszę już post o tym, jak blisko nas mamy iście szwajcarskie widoki i klimaty. A na imieniny dostałam białą bluzkę, którą śmiało mogłabym nosić w Bawarii:-) Jeśli czegoś bardzo się pragnie, okazuje się, że jest to całkiem blisko nas:-)

      Usuń
  2. Widzę że i Marysia potańcowała;-)
    Fajny taki czas w bliskiej Toskanii pełnej miłości Ślicznotko ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się teraz rumienię 😘 ale cóż poradzić z tą urodą... haha :-)

      Usuń
  3. Aniu, uwielbiam Cię czytać :) Wzruszam się i wzruszam i jeszcze raz wzruszam. Jak to dobrze, móc tutaj przyjść i zostać na dłużej. Dokładnie takie słowa mogłabym napisać pod każdym Twoim wpisem. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo się cieszę i dziękuję za tak miłe słowa. Ależ przychodź, gość się, ile zapragniesz:) I to ja - dziękuję!:)

      Usuń

"wyjdź ze mną na deszcz"

"wyjdź ze mną na deszcz" z płyty "Mój dom", Kortez Od kilku dni chodzę, jak zaczarowana. Zresztą, nie tylko ja.....