piątek, 5 maja 2017

majowe wyzwanie rowerowe, czyli nasza pachnąca podróż




Ach, jakby się chciało zatrzymać wrażenia i emocje każdej podróży jak najdłużej!
Jak bardzo by się chciało, żeby nie mijał ten błogi stan, zachwyt, radość, podekscytowanie, który towarzyszy wyjazdom.
Podczas podróży obserwujemy inny, nowy świat, widzimy trochę innych od nas ludzi, którzy albo nas zauroczą i patrzymy na nich z przepozytywną zazdrością albo odwrotnie - potwierdzają, że to nasze życie jest jednak super.
W podróży docieramy w nieznane nam dotąd miejsca, otwiera się przed nami inne od naszego, inne możliwe, widoki zaskakujące, chwytające za serce i aparat fotograficzny.
Podróże zawsze dotyczą całych nas, nie tylko oczu, ale całego serca, emocji, głowy, marzeń i wyobrażeń.
Ja na przykład, mam bzika na punkcie frontowych domowych drzwi, furtek i ganków. Ciekawa jestem co za nimi, bo każde są inne, o każdych można by opowiedzieć własną historię... Wyobrażam sobie, kto za tymi drzwiami mieszka, jakie ma życie, a ma oczywiście radosne, sądząc po doborze kolorów, po ilości kwiatów, całemu swojemu romantyzmowi w moich oczach. Najbardziej lubię drzwi czerwone. I już lubię ich właścicieli:)
A potem wracam do domu i chce mi się odrobinę tego zapachu podróży wnieść i na nasz ganek, podobnie ustawić doniczki na schodach i podobnie zdobić okna, wracając myślami do tamtych, podglądniętych niby przypadkiem, ale przecież po coś...
I po całych tych przemyśleniach na spokojnie, po rozmowach przy winie, po zachłyśnięciu się wszystkimi tymi widokami, doświadczeniami, o, i po obejrzeniu w całości dobrego rodzinnego filmu, we dwoje, jeszcze w drodze powrotnej jest się przekonanym, że od teraz wszystko będzie inaczej, lepiej...



Pomysł na spędzenie części majowego długiego weekendu tylko we dwoje spotkał się z euforią niemal wszystkich. Łącznie z Babcią Janką, czyli moją Mamą, która zawsze ma na myśli przede wszystkim mój odpoczynek, a sama bardzo chętnie przygarnia na ten czas dzieci.
Jakoś tak naturalnie zdecydowaliśmy się wykorzystać te wolne dni aktywnie, rowerowo, za granicą, bo słyszeliśmy o siatce ścieżek dla rowerzystów w Niemczech. Mój B. wynalazł wpisy i opisy Saksońskiego Szlaku Winnego, uroczych okolic Drezna, Miśni, rzeki Łaby, cudowności!
"Wieszak" na rowery (do auta) - jak go określił Jaśko - pożyczyliśmy, ale już wiemy, że chcemy taki na stałe! Podróżowanie i zwiedzanie na rowerach zachwyciło nas do tego stopnia, że już zarażamy nim dzieci. I gorąco polecamy. Każdemu.





Dupka bolała, kolanka zaniemogły, ale było warto. Przejechałam więcej, niż myślałam, że w ogóle dałabym radę, w sumie ponad 110 km w dwa dni. Trzeciego dnia wracaliśmy, całe szczęście, bo dopadł mnie prawdziwy kryzys (rowerzysty:) ). Widoki cudne, zapachy kwitnącego bzu i akacji niesamowite! I to wszystko dzięki temu, że trasy pokonywaliśmy na rowerach, specjalnymi ścieżkami, doskonale przygotowanymi, oznakowanymi, niemal tłocznymi:)

Bo takich, jak my, było wielu...:) To tylko część parkingu pod Miśnią.


Co i jak i którędy opiszę w osobnym poście. Powspominam dzięki temu, wrócę tam na trochę, bo było naprawdę cudownie, pomimo niełatwej pogody i zmęczenia wiatrem. Polecam!







3 komentarze:

  1. Piękny wspólny czas :-)
    I pogoda dopisała i kondycja :-)))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Było super, już planujemy kolejny weekend i być może wakacje w przyszłym roku właśnie gdzieś tam, bo widzieliśmy camping przy samej ścieżce rowerowej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy09 maja, 2017

    Z bakcylem do podróżowania chyba trzeba się urodzić..ja jestem straszny domator.Ewelina

    OdpowiedzUsuń

włoskie wakacje. cz. 4. Passo Stelvio - triumf konsekwencji

Na początku zaznaczę, że poniższa relacja jest zbiorem moich własnych emocji, przeplecionych nader istotnymi liczbami i faktami. Moich...