czwartek, 14 czerwca 2018

niebieskie parasole



Przeglądam kartki małego kalendarza. Cienkie i delikatne.
Każda waha się chwilę, zanim zakryje poprzedni dzień, a odsłoni nowy.
Z łatwością i lekkością.
Wystarczy dmuchnąć. Wystarczy puścić.


A przecież każdego dnia tak wiele się dzieje. Dużo więcej, niż zmieściłoby się na jednej kartce.
Każda minuta wypełniona zadaniem. Zaplanowana bardziej lub mniej, ale na tyle szczelnie, że nie ma w międzyczasie miejsca na nudę, czy zbędności. Rytm dnia narzucony przez pracę, szkołę, poczucie głodu. Żywy. Intensywny. Molto vivace.



 Z taką sama lekkością, jak kartki z kalendarza, mijają mi te nasze dni. A nawet całe tygodnie.
Mijają szybko. Takie niby do siebie podobne. Jeden za drugim.
Choć niektóre zupełnie trudne się wydają, już od rana.

Jakbym ciągle pod górkę miała. Codzienne dejavu i egzekwowanie tych samych dobrych nawyków.
Bez efektów, niestety. Mówię to samo, o tych samych porach i na tych samych zakrętach, między kuchnią a łazienką. Tą samą ilość okruszków i słabości zgarniam po każdym posiłku. Z gasnącą nadzieją na pełen słońca i uśmiechu dom. Bo założyłam, że będzie łatwiej, ale łatwiej nie jest. Nie jest łatwo być teraz dzieckiem. Tym trudniej być rodzicem.


Więc sama sobie to słońce odsłaniam. Staram się nie poddać, nie ulec znowu zniechęceniu.
Nie odpuszczać, gdy trzeba być surowym.
Ale odpuścić sobie.






Ponoć w mój znak zodiaku wpisane jest nieustanne poszukiwanie przyjemności.
Myślę, że to dobra pora, dobry kortezowy moment:)
Wcześniej... dzieci były małe, więc starałam się ze wszystkich sił, całym sercem, głową i czasem, jaki miałam. Dawałam z siebie wszystko. Niewiele mogę sobie zarzucić. Nie zaniedbywałam. Może.. jedynie trochę siebie. Nie mogę też powiedzieć, że przyjemności mi brakowało! Wręcz przeciwnie.
Dziecięce rączki, buźki, podskoki i opowieści... Sukcesy, świadectwa i pochwały w oczach innych. Duma i szczęście.
Ale coraz częściej odczuwam, że beze mnie dają radę. Chwilami nawet lepiej im beze mnie. Po swojemu rozstrzygają dziecięce spory o piłkę. Uczą się w mig, przynajmniej tych szkolnych i przedszkolnych tematów. Wiem, że potrafią więcej, niż mi się wydaje.
Dzisiaj, najlepsze, co mogę dla nas zrobić, to... nie patrzeć na każdy ich ruch, pozwolić na samodzielność. Przynajmniej do obiadu i przed kolacją. I nareszcie zasmakować sporej porcji zdrowego egoizmu. Zacząć patrzeć na siebie w lustrze. Patrzeć sobie w oczy i znaleźć w nich radość.
Jak to zrobić? Jak zatrzymać się na tym zakręcie między kuchnią a łazienką na tyle długo, żeby zdążyć na siebie spojrzeć i to z uśmiechem? Jak przestać słyszeć dziecięce kłótnie, dwudziestą piątą zwrotkę tej samej piosenki? Jak zacząć ją z dziećmi nucić?
Wiem. Wiem od dawna. Ale trudniej mądrości w życie wprowadzić, niż je na głos wypowiadać.
Bo wystarczy oddać sporą część swoich życiowych obowiązków, nauczyć się nimi dzielić i pokazać, że mama też lubi spać, siedzieć i oglądać czasem telewizję. Że ma pasje, że coś kocha, że jest niesamowitą osobą. Bo my, mamy, jesteśmy naprawdę niesamowite.


A kartki z kalendarza... nadal, tak samo krótko wahają się, zanim kolejna przykryje wczorajszą.
Nie wyrywam ich. Nie wyrzucam. Do niektórych z pewnością wrócę, nawet tych pozornie pustych.
Choć dzisiaj wypatruję już tych, co przede mną. Już niedługo.
Niemal czuję już zimny piasek pod stopami. Tak, zimny. Bardziej na niego czekam nawet, niż na żar i wygrzewanie się na pełnym słońcu.
I tych niebieskich parasoli wypatruję, co pod wieczór w chaber wpadają.


Gdyby tak mocniej przytrzymać się niektórych ze swoich myśli, to życie mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Obawiam się, że przy niektórych wcale nie lepiej. Strzepnę więc z siebie nadmiar matczynych trosk, jakbym zdmuchiwała kurz z kartek kalendarza. Może uda mi się zwolnić na zakręcie w okolicach lustra i spojrzeć na siebie łagodnie. Na siebie spojrzeć. Łagodnie.








2 komentarze:

  1. Rany Ania to niesamowite ale u mnie tak podobnie! Wzruszyłam sie aż przeczytawszy Twój wpis bo mam ja ostatnio taki zajazd ze wszystkim i nastoletnią pannę na czele tegoż zajazdu 😳 Aż sie obkupilam w fachową rodzicielską literaturę 😂 i parasoli tez juz wypatruje na horyzoncie, majorkańskich w tym roku 😍 Buziaki i trzymajmy się ramy ! 😂 my Mamy 😊💪🏻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak! Damy radę, jak zwykle:)
      Rodzicielska literatura? To tytuł poproszę. Bo intuicja i wpojone za mojej młodości zasady coś nie działają....:)

      Usuń

tata

właściwie zupełnie nie zdążyłam cię poznać nie zdążyłam cię poznać zupełnie nie wiem, które gesty mam po tobie które miny i czy profil tw...