poniedziałek, 1 lutego 2016

life is good

znalazłam dziś pokrywkę od małego rondla w woreczku z pozostałymi instrumentami muzycznymi
pokrywka w zestawie z łyżeczką
puszka po piwie bosman (skąd u nas piwo bosman??) z zaklejonym otworem, wypełniona pestkami słonecznika
saszetki z nasionkami szczypiorku i cukinii zielonej
pojemnik z fistaszkami
i inne takie
instrumenty muzyczne, które zmajstrowała Marysia podczas mojej kilkugodzinnej nieobecności

wysprzątany dom, czyste naczynia wyjęte ze zmywarki, dzieci na dworze, ubrane tak, jak lubię przy silnym wietrze, czyli szczelnie
mama wraca z babskiego pół-dnia
mama wraca z babskiego pół-dnia z pełnymi rękami i uśmiechem dookoła głowy:)




książkę w niebieskiej okładce dostałam od Asi
Jej podarowałam "Ona ma siłę" Iwony Wiśniewskiej
Asia i ja jesteśmy grudniowymi Strzelcami, z tego samego roku
obie uwielbiamy kawę w białych filiżankach z ikea i obie tęsknimy do wakacji w Szwajcarii
pokrewne myślami, rozterkami i słabością do garam masala
Asia wiedziała, że niebieska książka bardzo ucieszy mnie i jeszcze kilka osób, którym ją podarowała
napisana po amerykańsku, prosto, trafnie, w formie lekcji
pięćdziesięciu lekcji, których same tytuły mogłyby posłużyć jako przewodnik na każdy dzień, miesiąc i chwilę

lekcję pierwszą przeczytałam siedząc w barze na przeciwko poczty głównej
czekając na jedyne w swoim rodzaju tosty z pieczarkami, ogórkiem i żółtym serem
i flaczki dla Pana Nieznajomego, który pomógł mi załadować wielką paczkę do bagażnika, nieśmiało prosząc przy tym o kupienie mu czegoś ciepłego do jedzenia
bo bułkę, to on już miał
chwilę wcześniej bohatersko zawalczyłam o odzyskanie owej paczki, ogromnie wyczekiwanej przez mojego ukochanego, a przetrzymanej przez kuriera
byłam z siebie bardzo dumna, czekałam na swój gorący posiłek na tym drewnianym krześle w barze
i czytałam o tym, że życie naprawdę jest dobre
life is good!
no przecież!
i czy ja naprawdę musiałam "dowiedzieć się" o tym z książki??
a wszystko wydarzyło się zanim napisałam swój piątkowy post
o ironio... jak mogłam go w ogóle napisać??:)



książkę czytam, noszę przy sobie i podśmiechuję się
śmieję się, przewracając strony
jest w niej tyle oczywistości, którą jednak tak trudno mi na co dzień zauważyć, dostrzec, zdać sobie sprawę
jak to: żeby napisać książkę, trzeba zacząć ją pisać...
albo: nie traktuj siebie tak poważnie, nikt inny tego nie robi

postanowiłam dopisać do każdej z lekcji to, co - postaram się - sama z niej wynieść
dam się poprowadzić
po kolei, bez pośpiechu, zaczynając od tego pierwszego rozdziału
life is good

i dziś bardzo namacalnie doświadczałam uroku życia
beztroskie babskie pół-dnia, rozpoczęte śniadaniem w restauracji z widokiem na tłumnie przybywających
kolejne wspólne rozterki nad kolorem płaszcza i potencjalnym zastosowaniem paru innych przedmiotów, bez których da się żyć, ale wożenie ich w wielkim sklepowym wózku daje tyle radości!
trochę mniej... suma przy kasie:)
ale te parę godzin cudownego relaksu, rozprawianie o kosmetykach, przymierzanie sukienki za milion dolarów, śmiech...
i po powrocie widok takiego mojego domu, z "perkusją" Córci, naczyniami wyjętymi ze zmywarki, pachnącym salonem i łazienkami i dziećmi - szczelnie ubranymi przez mojego B. - na wietrze...bezcenne

life is good
Bóg nigdy nie mruga
nawet na tyle nie traci nas z oczu





 




8 komentarzy:

  1. Dziękuję Aniu <3.
    Lekcja 18 ;-) adresowana do Ciebie?!
    Piękna sukienka :-) Szyta dla Ciebie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie! i tak jest ze wszystkim:) jeśli chcemy, żeby coś się wydarzyło, zróbmy ten jeden, maleńki krok ku temu:)
      a sukienka... następnym razem:) ważne, że płaszcz jest już mój:)

      Usuń
  2. Sądząc po spisie lekcji, to ciekawa motywacyjna lektura. Prawdy znane i stare jak świat, tylko ciężko je w życie wprowadzić. Może dlatego trzeba je czytać i czytać, żeby weszły pomiędzy wszystkie komórki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to liczę, czytam i wracam do najbardziej aktualnych dla mnie lekcji, i o dziwo zawsze któraś pasuje!:)

      Usuń
  3. Czlowiek to taka dziwna istota, ze czesto zapomina o takich najprostszych, najprawdziwszych prawdach. Trzeba sobie ciągle przypominać, albo ktoś nam musi przypominać....ważne, żeby umieć docenić dobre strony i puszczac w niepamiec te gorsze. Pozdrowionka Aniu!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dokładnie, te najprawdziwsze prawdy tak łatwo giną w pędzie każdego dnia... A dzięki nim życie może o wiele ładniejsze:)

      Usuń
  4. Czasem człowiek nie wie że wie i musi to przeczytać.
    Piszesz już tą książkę? ;-)
    PS We Wrocławiu też mamy sklepy i babski dzionek można zorganizować!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjmuję wyzwanie i już szykuję się na podbój Wrocławia:) A może babski dzień kobiet w marcu? Kto się pisze?:)

      Usuń

wspomnienie lata

Cisza w domu. A to przecież sierpień, lata środek, i nie minęła jeszcze dwudziesta! Na nogach czuję kurz ostatnich kilku godzin. Zeg...