piątek, 19 lutego 2016

moje zakochania

kiedyś...
kiedyś tak bardzo chciałam celebrować Walentynki
tak bardzo na siłę, na pokaz, z wielką pompą, z czymś ekstra
a ostatecznie wieczór skończył się ogromną kłótnią, niewyspaniem
żalem, rozczarowaniem, wściekłością
i cichymi dniami po...

z perspektywy czasu wiem, że tamten dzień, wieczór, noc, nie mógł się udać
bo osoba była nieodpowiednia
to po prostu nie było TO
więc, żebym nie wiem jak się starała...ja, on , miejsce, czar, kolacja, świece...nie mogło się udać

na zawsze już...
nie jestem już nastolatką, dzień zakochanych traktuję z przymrużeniem oka:)
no, rzecz jasna, że koszem kwiatów bym nie pogardziła
albo choćby garścią tulipanów z lidla:)
ale wystarczy też, gdy słyszę, jak im B. mój czyta Dzieci z Bullerbyn
a ja siedzę sobie wtedy w kuchni, właściwie to jadalnia już jest
i głaszczę mojego bloga, włączam cichutko ulubiony kawałek i niby jestem sama ze sobą
odpoczywam... czego najbardziej mi trzeba wieczorami
uspokajam oddech, po tym, jak ze złości i nerwów miałam ochotę nasze dzieci zjeść
po tym, jak super zdrowa i smaczna kolacja została zignorowana
popatrzyły, zrobiły dziwne miny i "oni wolą coś innego"
dla Janka, owszem, mam zawsze plan B, bo jego ciałko, waga i wzrost nadal oscylują pomiędzy 3 a 10 centylem, on po prostu MUSI coś jeść
ale czasem i mój plan B nie smakuje
bo czasem to nic im nie smakuje, w tyłkach się przewraca i sami już nie wiedzą, na co mają ochotę
żeby jeszcze ewentualnie ta ochota pojawiła się w tym samym czasie, kiedy ja ogłaszam czas kolacji!
grrr....

tak, więc siedzę przy drewnianym stole w kolorze wenge
kiedy oni czytają, i wiem, że potem już tylko ząbki i spanie
rozmyślam, co by tu zrobić z całym tym długim wieczorem
choć tak naprawdę ustawiam priorytety, bo lista outstanding things to do jest całkiem długa
a tak naprawdę... podsłuchuję ich i to Bullerbyn i w końcu idę tam do nich
i kawałkiem kołderki się przykrywam, dotulam do Jaśka, on do B., Marysia pod jego drugim ramieniem
pachną płynem do kąpieli i czosnkiem, bo od ostatniej choroby Janka i wszechobecnej grypy, faszerujemy się magiczną miksturą od Asi*
B. czyta szybko, za szybko, ja robiłabym to wolniej, ale dzieci są zachwycone
wieczór bez bajki czytanej przez tatusia, to wieczór stracony
egzekwują na nim ten czas i negocjują ilość rozdziałów
a ja podsłuchuję, o liścikach przesyłanych po sznurku między oknami dwóch małych dziewczynek
o gałgankach i szmacianych lalkach i o dłubaniu w nosie
jakże mi się ta książka wydaje teraz infantylna... całe dzieciństwo moje mi wraca
i jest teraz dzieciństwem naszych dwóch ludzików
Bąków kochanych, których również i z miłości mogłabym zjeść
nawet w te Walentynki
bez świec i wina, z kominkiem widzianym tylko kątem oka, bo tak naprawdę przysypiam na sofie późnym wieczorem
tym z długą listą małych konieczności
bez koronkowej bielizny i pełnego makijażu
i jest mi dobrze
z tą codziennością przewidywalną
z tymi nerwami, złościami i zakochaniem wplecionym w to wszystko

i chciałam ponarzekać
a wyszło, jak zawsze

dzień dobry:)







*magiczna mikstura do Asi, to przepis do Agnieszki Maciąg tutaj
polecam, nas stawia na nogi! albo przynajmniej nie pozwala paść:)


10 komentarzy:

  1. Dzień dobry, dobry :) Fajnie Cię poczytać, od razu mi weselej :))) Buziole

    OdpowiedzUsuń
  2. Oprócz tego, że tam tych walentynek nigdy nie obchodzimy bo nam nie potrzeba,to tak mi się ciepło zrobiło na duszy bo mój maż tez czytał dzieciom bajki na dobranoc.... niemalże codziennie jak tylko był w domu ;)i to co piszesz ty my sprzed kilkunastu lat /oprócz bloga i komputera bo tych nie było/
    ja sobie siedziałam i haftowałam krzyżykami, albo czytałam , oj fajne czasy, teraz bym mogła sobie to wszystko powtórzyć:)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że udało mi się wywołałam ciepłe wspomnienia:) ściskam Cię bardzo serdecznie:)

      Usuń
  3. esencja miłości w ten wspólny wieczór wyszła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotka wróciła! Kochana nie wiem, jak to się dzieje, ale gdy Ty daleko, poczytność mojego bloga spada! Serio! Nie planuj na razie więcej taaaakich długich podróży więc...:)

      Usuń
    2. przez chwilkę się wstrzymam ;-) za dużo prania po!! i zmiana czasu - dzieciaki po nocach po domu łażą
      całusy

      Usuń
  4. Ładnie o tym piszesz... ładnie zachwycić się takimi chwilami kiedy dzieją się obok nas... a tak łatwo je zgubić w codziennej bieganinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, bardzo łatwo. choć o dziwo całkiem dobrze mi to ostatnio wychodzi:) już umiem się zatrzymywać:)

      Usuń
  5. Piękna opowieść o miłości, w rodzinnym wydaniu. Walentynki dla Ciebie mają szczególny wymiar i znaczenie.

    OdpowiedzUsuń

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...