poniedziałek, 14 marca 2016

taniec albatrosów



Siedem lat temu zostałam mamą, zostaliśmy rodzicami.
Na dobre i na złe.
Z ogromnymi pokładami szczęścia i miłości.
Cierpliwości i - czasem - jej zupełnego braku.
Siły i kompletnej bezsilności.
Ciągłej wiary, bo bez niej nie wyobrażam sobie budzić się i zasypiać.
Nadziei. Choć ta naprawdę wystawiana jest na szereg prób każdego dnia. I co którejś nocy.
Niepokoju, o to, żeby były zdrowe, żeby nikt im krzywdy nie zrobił i żeby same sobie dróg wyboistych na życie nie wybierały.


Dokładnie siedem lat temu, w marcowy czwartek nad ranem, urodziła się nam Marysia. Niespełna trzy lata później, również w czwartek, na świecie pojawił się Jan.
Od tych kilku lat szczęście czuje się w powietrzu, serce rośnie i aż trudno uwierzyć, że może takie pokłady miłości zmieścić. Patrzę na dzieci nasze i wzruszam się, bo one takie nasze, z nas, prawdziwe dwie kochane istotki...


I znowu ta niepewność, czy damy radę, czy zdążymy pokazać im, wytłumaczyć, nauczyć dobrze żyć. Okiełznać na czas jak dwa żywioły. Wyrzeźbić w nich, tą - z nas - miłością, odporne na wszystko kręgosłupy.
Bo trudno jest każdego dnia. W tej samej godzinie potrafimy tulić i po kątach rozstawiać. Po trzy razy.
Z tą wiarą codzienną czekamy na cudowne efekty naszych wyobrażeń o reformowalności dziecięcych przyzwyczajeń.
Zostawiając w kolejce oczekujących własne plany, pasje i sen. Rozmowę i relaks.
Nie jest łatwo. Jest najnormalniej trudno.
Choć oczekuję tego szczęścia i spokoju od każdego rana. Tak samo. Jakby to było oczywiste, że mi się należy...




Ale kto powiedział, że życie to pasmo nieustającego szczęścia? Że wszystko musi się udawać?
Że to powodzenie i spełnienie, zwane szczęściem, faktycznie należy nam się z góry? I w dodatku każdemu po równo? Czekamy na nie, czasem zresztą zupełnie go nie zauważając. Pożądamy, szukamy go, jakby było celem w samym sobie. I jedynym.
Naturalnie obrażamy się, jeśli szczęście się spóźnia lub pojawia nagle u sąsiada. Zamiast u nas.


A przecież nikt nie obiecywał, że będzie idealnie. Tak od A do Z. Może ta mieszanka radości i zmartwień - to jest właśnie idealnie?
Przecież i szczęść i nieszczęść może trafić nam się po równo. A brak nieszczęścia - choroby czy straty - można już traktować jak szczęście. Czym ono tak naprawdę jest?


Czemu ja smucę się i wkurzam, gdy dzień zaplanowany rozsypuje się nagle, przez usilne trzymanie się wyobrażeń o nim. Wizja leniwego niedzielnego przedpołudnia, bo sobocie pełnej sprzątania, gotowania i gości, wygina się we wszystkie strony. Zamiast samotnej godzinki, na leżąco, na sofie, z filmem dla dorosłych (czytaj nie animowanym i z ograniczeniem wiekowym - chociażby - jakimkolwiek) siedzimy na tej sofie we czwórkę, co przy ruchliwości Janka trzeba mnożyć razy trzy, i oglądamy program o Galapagos i tańcu albatrosów. Piękne te albatrosy, wabią się nawzajem tańcem, żeby potem trwać przy sobie do końca życia. Na dobre i na złe.


Uśmiecham się do siebie i już wiem. Wiem, że nadal drażnić mnie będzie brak czasu dla siebie samej, na relaks, sen i rozmowę z własnym Mężem. Ale jesteśmy zdrowi, jesteśmy razem, mamy pracę, mamy dom. Nie muszę na siłę udowadniać sobie, że należy mi się jakieś specjalne szczęście, że musze się realizować na wszystkich płaszczyznach jednakowo.


Może te właśnie niewygodne chwile na sofie, z łokciem Janka wbijającym mi się pod żebra i Marysią zadającą tyle pytań, zagłuszających telewizją fonię, że aż dziwne, że nie potrafię jeszcze czytać z ruchu warg... bo dialogów filmowych od dawna już nie słyszę... może to właśnie jest szczęście nasze. Zdrowe dzieci, gdy wokół tyle chorób, wypadków, prawdziwych dramatów. I my zdrowi, zgodni, trochę tylko niecierpliwi.
To wystarczy. A cała reszta trosk, nerwów, niepozbieranych zabawek i codziennego zgiełku - to jest nam dane. Na dobre i na złe. Niech ten taniec albatrosów się nie kończy. Niech będzie trudno. Niech brak prawdziwych nieszczęść będzie naszym największym szczęściem.



















11 komentarzy:

  1. Pięknie napisane Aniu. To jest właśnie prawdziwe szczęście. To, że jesteście razem, zdrowi, szczęśliwi. Udało Wam się stworzyć cudowną rodzinę. I tego nikt Wam nie odbierze. To, że razem spędzacie czas świadczy o silnej więzi między Wami, a to nie jest dane i nie bierze się z niczego. Musieliście ją wypracować. I widać efekty. Wszystkiego najlepszego dla całej Waszej rodzinki. Bo urodziny to święto wszystkich członków rodziny :) Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za tak ciepły komentarz :-) I za życzenia! Faktycznie świętujemy zawsze razem. A i pracować nad tymi więziami dalej będziemy:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. :-) dokładnie tak!!!!! Jak to mówi moja mama 20 lat wychowywania i wielka niewiadoma ;-)
    Sto lat dla Marysi
    aaaaa i kawałek jej pokoiku wypatrzyłam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za życzenia:) A pokoik cały czas pięknieje, tylko ta jaskinia w szafie coś ciągle czeka na udoskonalenie:) Zawala się co rusz kocykami i ręcznikami do prasowania:)

      Usuń
    2. Trzeba jakiegoś strażnika tam postawić :-) Może maskotka potwora wspólnie zrobiona?

      Usuń
    3. o o! to jest myśl! a Marysia jest teraz na etapie prac ręcznych, ciągle coś tworzy, często potworki:)

      Usuń
  4. Wszystkiego najlepszego dla Marysi i gratulacje dla Ciebie!
    Tak trzymaj, niestety wszystko przemija i pozostaje tęsknota za tymi chwilami,kiedy dzieci były malutkie, większe i duże, a potem wyfruną z domu by żyć swoim życiem.Rozterki wpisane są w nasze życie, a i tak najważniejsza jest miłość i docenienie tego wszystkiego co się ma, właśnie tego co mamy za darmo, za czym nie musimy gonić i czego zdobywać.
    To wszystko co teraz dzieci widzą i co teraz im przekażesz to później zaprocentuje.
    Pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I tego właśnie będę się trzymać, mam nadzieję, że zaprocentuje, a to, że za kilka lat... wytrwam:)

      Usuń
  5. Wzruszyłaś mnie tym postem bardzo, a nie skoram do wzruszeń, dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Codzienność potrafi być niezwykła, gdy człowiek umie dostrzec jej niepowtarzalność i magię. Niczego więcej nie potrzeba, słowa stają się zbędne. I tylko uśmiech przy nowych odkryciach robi się coraz szerszy. Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń

"wyjdź ze mną na deszcz"

"wyjdź ze mną na deszcz" z płyty "Mój dom", Kortez Od kilku dni chodzę, jak zaczarowana. Zresztą, nie tylko ja.....