czwartek, 1 stycznia 2015

gdybym wiedziała, że nikt nie przeczyta...

...napisałabym, że nie jest lekko
wiele bym napisała, ale od nadmiaru poplątanych myśli
czuję pustkę
więc będzie poplątanie
bo jak nie napiszę dziś
to już nie wiem

podchodzę - kolejna próba - do laptopa
pierwszy krok... to ochota
tak, teraz, teraz i tu muszę napisać spisać
zapisać, bo umknie
(...jak może umknąć coś, co cały czas siedzi w głowie, w sercu, w zmysłach wszystkich...?)
drugi krok...
Mały oplata moją nogę "Mamusiu chcę się psytulić"
"dass mi coś słodkiego?" szeptem, niemal nie poruszając ustami
pytanie jak lekki podmuch bardziej czuję na moim uchu, niż je słyszę:)
Mała podbiega z kartką "w którą stronę jest dziesięć? a lewa to chłopiec czy dziewczynka?"

****************************************************************

nie lubię Sylwestra
z roku na rok jest mi coraz bardziej obojętny
ot taki kolejny dzień
a po nim następny
ale o północy oczekuję magii
szczególnych słów
czułego szeptu
ckliwości
oczekuję, że wskazówka na parę ułamków sekundy zatrzyma się
tak jak Jego spojrzenie utknie w moich oczach...

ale zanim zdążę westchnąć jest już po północy
Mały nawet nie słyszy fajerwerków
śpi mocno z otwartą buźką
Mała już duża, więc staczam z nią spór o to, czy ma wyjść na dwór
bo chce
bo w końcu dotrwała do północy
i zamiast oglądać w cieple barwne gwiazdki na niebie
przez nasze ogromne okna
toczymy jedną z miliona maleńkich bitew
uparta jak osioł
jak ja...
wychodzi na 10 minut, żeby wrócić obrażona, bo okazało się głośniej, niż powinno
 miota się moja Mała codziennie o takie właśnie małe wielkie rzeczy
wszystko, nawet najmniejsze, okazuje się przedmiotem poważnych rozterek
a za nimi ciągną się próby podjęcia strategicznych decyzji
"nie wiem, którą ubiorę, ale możesz (mamuś - przypis redakcji) przygotować i jedną i drugą, w razie czego"

 i tak, jak w tą Sylwestrową noc, ja i MOJE wszystko skutecznie przyjmują rolę
ganiania
wyciągania naczyń ze zmywarki
i dzieci z ich codziennych konfliktów
obmyślania co na obiad
i co na kolację, bo przecież uczciwie podchodzę do wychowywania
więc brak warzyw uważam za...zauważam

i czuję się coraz gorzej
bo absolutnie nie mam prawa narzekać
jesteśmy zdrowi i razem
i starcza do pierwszego
i mamy pracę i dom i ogród
i nawet kota
i plany na wakacje
i siebie
i MY
i Je, kochane, wyjątkowe, mądre dzieci

a ja szukam radości
już samo szukanie martwi mnie
bo dlaczego nie cieszy mnie to wszystko?
nie cieszy tak, jak powinno?
za to, że jest
jest!

*******************************************************************
zamieniłam swoje JA na odpowiedź na Ich wszelkie potrzeby
bo Tą chciałam być
marzyłam, tęskniłam i płakałam do tego przez kilka lat
ściskałam poduszkę, wyobrażając sobie, że tak kiedyś będzie, że tak będę kiedyś przytulana
bo niemożliwe, żeby nie miało się to ziścić
i ziściło się
tak bardzo dokładnie
tak zupełnie i całkiem

a ja
szukam siebie w sobie
nie pamiętam już, w którym kolorze mi do twarzy
nie wiem, co by tu zjeść, żeby na trochę przeszło
więc profilaktycznie podjadam czekoladę
przegryzając krokietami mamy
a każdy kolejny centymetr w pasie wita się ze starymi znajomymi z ogromnym zadowoleniem
swoim
bo u mnie wywołuje falę dodatkowej załamki
i nie wiem, jaki film chciałabym obejrzeć, bo ten wyjątkowy chodzi za mną od kilku dni
nastrojowy lekki odrywający
ale nie wiem, który to
może z Diane Lane
albo Diane Keaton?

a potem patrzę na Jego kochane oczka
i po prostu kocham niezmiernie
całym sercem całą sobą
do wzruszenia
i to jest jeden z tych ułamków sekundy
jak ten kadr z filmu, kiedy czas na myśl, refleksję
w tle tylko muzyka...
mówi coraz więcej
śpiewa, kiwa rytmicznie główką przy bardzo rockowych kawałkach
jedną nóżkę wystawia wtedy do przodu, jak gitarzysta podczas solówki
podbiega znienacka chwytając moją twarz w swe ciągle małe rączki
zaciska z emocji szczękę i tą moją twarz
a potem... "mamusiu bądź zdrowa"
dla mnie najczulsza z wersji "kocham cię..."
i tak cały czas

a Ona taka doskonała
zawzięta uparta ambitna
zaskakuje nas swoimi zdolnościami
potencjałem
co podkreśliły już dwie znające się na rzeczy Osoby
piękne mądre oczy zza szkiełek w czerwonej oprawce
patrzy i wiem, że teraz myśli, analizuje, przypomina, kojarzy
mówi bardziej non stop, niż jestem w stanie przetworzyć
dzięki temu wiem, co ją zajmuje, bo każdą niemal myślą dzieli się z nami niechcący
mruczy, śpiewa, opowiada, pyta

zdarza się, że nadają w tej samej tonacji
zawsze fortissimo na maxa
ale gdy rytmem się rozminą
rozpędzą
trudno złapać własne opanowanie i spokój

i ten Ich utwór trwa i trwa
płyta nie do zdarcia
pauza tylko na kilka godzin snu
Ich snu
bo nasz mocno krótszy i przerywany
szkoda czasu na sześć godzin nieświadomości
bo kiedy czytać, myśleć, słyszeć ciszę?
i słyszeć siebie
i być siebie świadomym
twórczym chętnym otwartym
niezaspokojonym
być razem?

razem i owszem, słuchamy Ich utworów
razem klaszczemy
razem interpretujemy
niewidzialnie trzymamy się za ręce
wymieniamy porozumiewawczo spojrzenia
wystarczy ruch brwi
na zmianę gonimy za własnym opanowaniem i spokojem
nie dowierzając, że tak łatwo, że znowu
nie da się choć ściszyć płyty

**********************************************************

i żal mi tych uczuć i emocji
bo ich nie chcę, ale przycupnęły i chyba im dobrze?
czytam odwiedzam inne blogi
zaprzyjaźnione, bo codzienne
zachwycam się treścią i formą
czytam ze zrozumieniem i wzruszeniem
bo u mnie niemoc
niemoc czasu na taką formę i treść
treść z dobrym podsumowaniem i zakończeniem
duszę w sobie długo
moją treść

za długo
i napisałabym o tym wszystkim
gdybym wiedziała, że nikt nie przeczyta...

2 komentarze:

  1. Cieszę się, ze trafiłam na Twój blog i tego posta. Też jestem mamą i nie raz, nie dwa, czułam podobnie. Radość i miłość miesza się ze zniecierpliwieniem i złością nie wiadomo o co. Udało mi się znaleźć równowagę dzięki pracy i pasji, bez tego bym oszalała:) Głowa do góry. I pisz! Nawet, jeśli nikt nie miałby czytać:) Widać, że Ci pomaga:)

    OdpowiedzUsuń

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...