poniedziałek, 6 października 2014

smutek i zaduma

Nie zdarza mi się wzruszać, czy płakać na wieść o śmierci obcej osoby.
Ale wczoraj zaniemówiłam. Bardzo mnie ta Ani śmierć dotknęła.
Była z grudnia, tak, jak ja. Młodsza o rok.
Miała trójkę dzieci, w tym trzyletniego Janka...
Niewyobrażalne.



A ile takich Osób, mam, tatusiów, dzieci, braci umiera zbyt szybko każdego dnia?
Pozostaje po nich pustka.
Trudno to zrozumieć, roztrząsać, ogarnąć.
Za każdym razem obiecuję sobie w końcu zwolnić, nabrać dystansu, cieszyć się - ale tak naprawdę i świadomie - każdą chwilką, porankiem, udanym dniem.
Nie denerwować się, nie martwić na zapas.

Okrutne, jak szybko wraca się na utarte tory codzienności.
Dla kogoś świat się skończył, zamarł, nic nie będzie takie samo.
A my dalej śmiejemy się, żartujemy. Albo złościmy na to samo, co wczoraj.

Ciekawe ile osób wczoraj przytuliło się mocniej do ukochanej osoby, zadzwoniło do dawno nie słyszanej, powiedziało "kocham cię" bardziej świadomie?
Ja tuliłam się do mojego ukochanego mocno...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

that's all...

Wracałam dziś z pracy do domu całe pięćdziesiąt minut. Zazwyczaj wystarczy piętnaście. Korki, zamknięte przejazdy kolejowe, żużel, piąt...